Armageddon

Armageddon

Powiedźcie, że jestem normalna i wszystko ze mną w porządku, a obiecuje co tydzień organizować treningi otwarte. Trener też się zgodzi. Opowiem Wam mój dziwny sen…

Płynęłam w błękitnej wodzie pomiędzy dwoma światami. Gdy zanurzałam głowę zatapiałam się w głębinę zimnego spokoju i nieprzeniknionej przestrzeni. Z jednej strony budząca strach. Z drugiej uspokajająca. W oddali cała galaktyka morskich stworzeń i roślin. Gdy wynurzałam głowę, żeby zaczerpnąć powietrza widziałam w oddali światła miast i szum autostrady. Przy brzegu zarys kominów i rafinerii. Powietrze było ciężkie i palące. Zaczęłam kaszleć i znowu zanurzyłam głowę. Znowu spokój i przyjemny chłód. Nie chciałam się wynurzać, ale zabrakło mi powietrza. Gdy znowu uniosłam głowę jechałam na rowerze czując przyjemny powiew wiatru na twarzy. Słońce, kwitnące pole pszenicy i pusta droga. Mogłabym tak jechać w nieskończoność. Nagle poczułam przenikliwe zimno i obróciłam głowę do tyłu. W oddali pędził za mną wszechogarniający cień. Cień, który pochłaniał całą radość świata. Gdy padał na pole zboże usychało a krajobraz przypominał Czarnobyl. Czy to przeszłość czy przyszłość mnie dogania? Zaczęłam pedałować jak najszybciej, aż znalazłam się w lesie. Tam już cień nie mógł mnie dosięgnąć.

Na ziemi leżał piasek. Z początku ubity, ale po chwili tak grząski, że nie byłam w stanie się ruszać. Pedałowałam, ale ciągle byłam w miejscu. Rzuciłam rower i zaczęłam biec. Biegłam przez las zadowolona, że zostawiłam w tyle cień. Mijałam drzewa, na których siedziały kolorowe ptaki dopingujące mnie swoim śpiewem. Biegłam po miękkim piasku, który przyjemnie amortyzował moje kroki. Nagle usłyszałam jakiś chrzest. Spojrzałam w dół I zobaczyłam rozdeptany kawałek szkła. Biegnąc dalej chrzęst pojawiał się coraz częściej. W końcu przede mną rozpościerało się morze błyszczących kawałków ostrego szkła. Biegłam dalej raniąc sobie stopy. W koło drzewa zniknęły i zamiast nich rosły betonowe słupy z porozwieszanymi wszędzie kablami.  W tle dymiące miasta i wieże. W końcu dobiegłam do tabliczki którą doskonale znam, ale teraz była cała pognieciona i nadpalona. Po przetarciu ukazały się litery

W..cł.w.

A więc to była przyszłość. Świat zniszczony przez pędzącą cywilizację. Bez przyrody i sportu. A najgorsze, że miałam świadomość, że to my do tego doprowadziliśmy. Czy to znaczy, że za 20 lat nie będziemy się spotykać przynajmniej raz w tygodniu,  jeździć na rowerze, bawiąc się przy tym jak dzieci?

http://vimeo.com/35396305

Obudziłam się zmęczona, ale po odsłonięciu zasłon odetchnęłam. Pogoda wręcz bajeczna. Nie za gorąco, lekki wiatr, słońce. Ja dalej mogę pływać, biegać i jeździć z przyrodą i zielenią. Cieszyć się wiosennym deszczem i letnim słońcem.

Mam nadzieję, że za 20 lat będzie dokładnie tak samo…:) Mam marzenie. I ono się spełni. Obiecuję.

Teraz muszę się zastanowić dokąd uciec przed EURO-koszmarem 🙂

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Olimpia Łabuz. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Gosia
    Opublikowano 10 czerwca 2012 at 14:34 | Permalink

    ehh, ja tam od malego twierdzilam, ze jestes nienormalna.. i tak trzymaj 🙂

    ‚I kaftan bezpieczenstwa powinien byc na miare szalenstwa’
    Stanislaw Jerzy Lec

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius