Rowerowo =)

Rowerowo =)

Wiem trochę późno, ale nie chciałam narażać się niektórym niezadowolonym z życia tym postem. Sądząc po tym jaka burzę wywołał blog Michała. Choć nie wiem skąd się to bierze, bo przecież Polak obalił komunę, pomógł przewrócić mur berliński, wstąpił do NATO i UNII, fiaty robi lepsze niż Włosi, opla lepszego niż Niemcy i wygląda na to że z tej przyczyny jest co najmniej zdołowany. W tym kraju potrzebna jest potężna dawka optymizmu nie pesymizmu. Chociażby dla zachowania równowagi w przyrodzie 😉

Ale do rzeczy, wszyscy na to czekali, po długich zimowych miesiącach żmudnego pedałowania w czterech ścianach przyszedł czas na sprawdzian formy i sprzętu – inauguracja tegorocznej edycji Bike Maratonu we Wrocławiu. Wydawałoby się pozornie łatwa trasa okazała się jednak nie lada wyzwaniem. Przenikliwe zimno, rzęsisty deszcz, wiatr i tony błota zmieniły trasę w prawdziwe piekło. Przemoczona i nieco zmarznięta czekałam na sygnał do startu i bez względu na to co miało mnie dalej  spotkać na linii startu nie ma odwrotu 🙂 . Już po przejechaniu kilkunastu metrów okazało się, że płaskie odcinki zamienione zostały w bagno, w którym koła roweru bez względu na ogumienie po prostu grzęzły, było tak ślisko, że z trudem można było zapanować nad rowerem . Do tego głębokie kałuże przypominające sporych rozmiarów oczka wodne. Jazda za kimś na kole owocowała maseczką błotną na twarzy i brakiem jakiejkolwiek widoczności. Nauczyłam się też wiele ciekawych rzeczy o  smakach błota 😉 Mój rower jakieś  8 km po starcie zaczął się buntować i nie chciał już wykonywać moich poleceń. Przerzutki przestały działać, koła przestały się kręcić. Nie uniknęłam też kontaktów z podłożem… jedno było na  prostej błotnistej drodze na którą wpadaliśmy z dużą prędkością, gdzie w poprzek ścieżki leżała cała masa śliskich grubych gałęzi. Na szczęście dzięki miękkiemu lądowaniu skończyło się to tylko solidnym stłuczeniem mięśnia trójgłowego łydki. Chyba jeszcze nigdy nie miałam na sobie tyle błotka.

Wyścig był dla mnie sprawdzianem przed zbliżającym się sezonem. Po chorobie nie wiedziałam na co będzie stać mój organizm.  Wynik może nie powala na kolana- 7 w kategorii, ale i tak jest lepiej niż w zeszłym roku :).

Niesamowite jest to, że wszystkie te przeszkody nie złamały zawodników  –  na starcie stanęło  ich 1600 . Mimo ekstremalnych warunków, a może dzięki nim trasa okazała się jedną z ciekawszych i  wredna pogoda nie zdołała tego zepsuć!  Aż strach się bać co będzie w maju, bo podobno ma być ładnie :)…. choć trener pewnie nie pozwoli nam wystartować.

Oczywiście błoto było bezlitosne dla sprzętu. Zerwane łańcuchy, haki przerzutek czy choćby przebite dętki w takich warunkach zmuszały do niezwykle żmudnych napraw lub pieszych wędrówek do mety. A po wyścigu  –  wielogodzinne pranie, rozbiórka roweru i dokładne czyszczenie każdej części, wymiana klocków  oraz niektórych elementów napędu.

Drogo. Ale za maseczki  i kąpiele błotne trzeba przecież słono zapłacić 😉

Na koniec zachęcam do obejrzenia kilku błotnych kadrów Magazynu Rowerowego z wrocławskiej edycji Bike Maratonu  http://www.youtube.com/watch?v=PBMy4blr7-A&feature=youtu.be

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Olimpia Łabuz. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (14)

  1. Kdarek
    Opublikowano 26 kwietnia 2012 at 11:41 | Permalink

    BM Wrocław za nami, witam uczestników Żądła i życzę miłej jazdy. Pogoda zapowiada się wspaniale. Trasa jest bardzo szybka. Na pierwszej części będzie lekki wiatr w plecy i duży zapas sił. Przygotujcie się na prędkości > 40 km/h. Drobny błąd lub piach mogą zepsuć przyjemność z jazdy. W wioskach na drodze pojawią się przechodnie lub zwierzyna.
    Ja ( zmęczony po niedzielnym maratonie w Madrycie ) wybrałem Zdzieszowice.
    Po wynikach ostatniego testu widać, że po 2h będziecie na mecie!
    Powodzenia

    • Michał
      Opublikowano 26 kwietnia 2012 at 11:59 | Permalink

      Darku, ale powiedz jak Ci poszło w Madrycie:) i jak wrażenia.
      A Zdzieszowice… Możemy się zamienić
      Test – pamiętaj że był na 2x7km a nie 70km 🙂
      Ale postaramy się Ciebie nie zawieść

  2. zwierzak
    Opublikowano 23 kwietnia 2012 at 23:36 | Permalink

    Michał pomału na wszystko przyjdzie pora 😀

  3. Olimpia
    Opublikowano 23 kwietnia 2012 at 21:32 | Permalink

    Kingo myślę,że Maciek miał na myśli właśnie trasę do Jelcza. Co po niektórzy z nas chrzcili tam rowery ćwicząc jazdę w grupie pod okiem Trenera 😉

    • Mariusz Mariusz Świątczak
      Opublikowano 24 kwietnia 2012 at 01:48 | Permalink

      Trasa biegła na południe od Bielan(okolice Maćka). Wracając, jako bonus, dostaliśmy wielki ciągnik z wielką przyczepą z „tunelem” takim, że cały peleton zmieściłby się w jego „cieniu” oraz darmowym „prysznicem”, gdy wjeżdżał w kałużę 🙂 Pomimo dużej wilgotności było nieźle 😉

  4. zwierzak
    Opublikowano 21 kwietnia 2012 at 09:16 | Permalink

    I tu Ci się należy nagana za tak późną relację z BM. Ponieważ jakże ona jest różna od napisanej przez MW. Aż przyjemnie się czyta 🙂
    Jestem pełen podziwu dla Ciebie jak i zarówno dla wszystkich osób które w tak ekstremalnych warunkach wzięły udział w maratonie 🙂

    Wcale bym się nie zdziwił jakby trener wam nie pozwolił, na następne starty w maratonach, ponieważ ryzyko kontuzji jest na nich duże 🙁 a na pewno mogą też do tego przyczynić się ostatnie wpisy MW http://www.rat.prw.pl/bm-wroclaw-blotko-blotko-i-jeszcze-raz-bloto/ http://www.rat.prw.pl/treningowe-upadki/ w których to pokazuje brak umiejętności przewidywania 🙁 Twojej winy też trochę tu będzie, ponieważ po co piszesz o stłuczeniu łydki 🙁
    Czasem lepiej jest pewne sprawy przemilczeć niż się nimi chwalić.
    Tylko patrząc z drugiej strony szkoda by było jak nie dostaniecie zgody na starty w maratonach, bo nie będzie można porównać waszych wyników z ubiegłego roku do tych które możecie osiągnąć w tym roku. Wtedy od razu by było widać jakie postępy poczyniliście trenując w RAT

    • Olimpia Łabuz Olimpia Łabuz
      Opublikowano 21 kwietnia 2012 at 10:51 | Permalink

      Masz rację o upadek zdecydowanie łatwiej podczas wyścigu niż treningu, ponieważ wtedy jeździ się na maksymalnym zmęczeniu i wystarczy nawet maleńki błąd techniczny. Albo po prostu przypadek. Startujemy w grupie i nie zawsze można jechać zamierzonym torem. W większej stawce trzeba szukać innych ścieżek, które bywają zdradliwe. Upadki są nierozerwalnie związane z kolarstwem i trzeba po prostu się z nimi oswoić. Wstać i jechać dalej 🙂 .Warto jednak mieć wyobraźnie i znać swoje granice, bo najgorsza jest niemożność wzięcia udziału w zawodach z powodu kontuzji.
      A co do dalszych startów MTB, zdaniem trenera specyfika treningu kolarstwa górskiego nie pomoże nam w zmierzeniu się z trasą Ironmana,dlatego trzeba bedzie na jakiś czas je zawiesić.

    • Michał
      Opublikowano 21 kwietnia 2012 at 14:22 | Permalink

      „zwierzak” z trenerem mamy zawarty pakt. Informujemy go o wszystkim. W to wliczane są tez kontuzje i upadki 🙂
      Mam nadzieje ze kiedyś też dostanę pochwałę za post 🙂 bede sie starał 🙂 bo co jak co ale chyba sam zauważyłś że Twoje uwagi są szybko brane pod uwagę

    • zwierzak
      Opublikowano 21 kwietnia 2012 at 19:28 | Permalink

      Michał w swoim poście również Ciebie pochwaliłem bo przecież i Ty startowałeś w tym maratonie ale jak tego nie zauważyłeś to napiszę teraz jeszcze raz i bezpośrednio do Ciebie:
      JESTEM DLA CIEBIE PEŁEN UZNANIA ZA START WE WROCŁAWSKIM MARATONIE W TAK EKSTREMALNYCH WARUNKACH 😀

      Ale opis Olimpii tego maratonu o wiele więcej mi się podoba 🙂 i to nie dlatego, że jak kiedyś napisałem, że jest ona Lśniącym Brylancikiem

    • Michał
      Opublikowano 21 kwietnia 2012 at 21:59 | Permalink

      Źle sie zrozumieliśmy 🙂 chodziło mi raczej o pochwalanie jakiegoś z postów 🙂 a nie startu w maratonie 🙂

  5. Opublikowano 20 kwietnia 2012 at 22:38 | Permalink

    czad! zazdroszczę tego błotka 🙂 moja wymarzona pogoda! a ja tak po prostu pojechałam asfaltem do jelcza o świcie… ech!

    • Olimpia Łabuz Olimpia Łabuz
      Opublikowano 21 kwietnia 2012 at 11:02 | Permalink

      Przyjemna trasa, mały ruch szczególnie o świcie 🙂 Będę Cię wypatrywać 😉

    • Maciej Garncarek Maciej
      Opublikowano 21 kwietnia 2012 at 11:18 | Permalink

      A Mariuszek i ja dziś z pierwszym brzaskiem ulubioną traską Darka ale bez Was…

    • Opublikowano 21 kwietnia 2012 at 23:01 | Permalink

      a jaka to ulubina traska? może dołączę do Was kiedyś, bo ja dziś z Bielan po wsiach….

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius