Tour de Częstochowa! :)

Tour de Częstochowa! :)

Treningi kolarskie bywają żmudne i mordercze, monotonne i samotne. Jednak bywają i takie które są w 100 % fajną zabawą. Dlatego jeśli tylko macie okazje, postarajcie się je urozmaicić i dołączyć do grup trenujących kolarzy. Potraktujcie to jako rodzaj mocnego treningu, przełamanie rutyny i poprawę techniki.  Kolarze nieobciążeni dodatkowymi zadaniami biegowymi i pływackimi są bowiem baaaardzo wymagającymi przeciwnikami. Zachęcam poszukajcie informacji, gdzie  w waszej okolicy zbierają się grupy kolarskie. W poszukiwaniach może pomóc internet, miejscowy klub kolarski. Warto zapytać też w pobliskim sklepie rowerowym.

W miniony weekend Ja i Michał skorzystaliśmy z uprzejmości naszych przyjaciół z Harfy-Harryson i Szerszeni z Trzebnicy biorąc udział w…XII KOLARSKIEJ PIELGRZYMCE DO CZĘSTOCHOWY!

 

360 km w dwa dni!!!

100 kolarzy ( podzielonych na VII grup o różnym stopniu zaawansowania)!!!

Cel oficjalny – Jasna Góra

Cel nieoficjalny – nowy rekord trasy 🙂

 

 

 

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Raz w roku, kiedy we Francji największe gwiazdy światowego kolarstwa  przygotowują  się do prologu Wielkiej Pętli, z Wrocławia do Częstochowy wyrusza Pielgrzymka Kolarska. Ten rodzimy „Tour” już po raz XII organizowany jest przez znakomitego kolarza Henryka Charuckiego (zwycięzcy Tour de Pologne z 1979 roku).

Wyprawa przyciąga zarówno amatorów , jak też obecne i dawne sławy krajowego kolarstwa, takie jak Jan Faltyn, Mieczysław Karłowicz, Zdzisław Wrona, Irek Walczak, Janusz Bieniek, Grzegorz Krężel, a także marszałek Województwa Dolnośląskiego Rafał Jurkowlaniec i prezes Radia Eska Leszek Kozioł.

Obok nich nie zabrakło utytułowanych mastersów  tegorocznej mistrzyni Polski w jeździe indywidualnej na czas Joanny Wołodźko i mistrza Polski Jerzego Sikory, brązowego medalisty MP ze startu wspólnego Mirosława Fitały, byłego mistrza świata Zbigniewa Krawczyka.

Choć to pielgrzymka, wszystkim wiadomo, że tempo niewiele odstaje od wyścigu (co nie pozwoliło mi spać w nocy z powodu migotania przedsionków). Przyjemności skończyły się z chwila minięcia przez nas  granicy miasta. Tu rozpoczął się finisz…Gorączka rosła… Upał narastał… Prawdziwa droga krzyżowa…

 

 

 

Grupa pracuje w miarę płynnie. Czasami  jednak testosteron uderza bardziej… Dawaliśmy krótkie, mocne  zmiany, a gdy mój licznik pokazał 45 km/h, zrozumiałam, że nici z podziwiania uroczej okolicy   i  skupiłam się na drodze, kadencji, regularnym piciu i jedzeniu.

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy postój w Kluczborku, do którego dojechaliśmy jako pierwsi, mijając po drodze wszystkie grupki. Znaczy trochu się wzajemnie pogubiliśmy i przetasowaliśmy. Z dna torby wyjęłam batonik musli, banana i przypomniałam moim udom, żeby później mi za to podziękowały. Wypiłam chyba wiadro wody, drugie tyle wylałam na siebie. Tego dnia temperatura oscylowała w granicach 35 stopni.

Kolejne kilometry pozwoliła mi przetrwać kojąca myśl o długiej,  pienistej kąpieli… Gdy prawie opadałam z sił chłopaki okazali się prawdziwymi gentlemanami, dając mi  fory. Za wszystko bardzo dziękuje :). W końcu mogli zostawić mnie gdzieś po drodze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po zaciętym finiszu pod górę ostatni,  krótki postój w Truskolasach . Jak pokuta to pokuta. 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do Częstochowy wjeżdżamy peletonem, z kolarską opalenizną, zmęczeni, ale ogromnie szczęśliwi. Nauczeni pokory dla dystansu(180km). W szyku, niczym uczestnicy Tour de France. W eskorcie funkcjonariuszy policji, wzbudzając spore zaskoczenie wśród mieszkańców miasta.

Czas przejazdu: 4:45 min.

 

 

 

 

 

 

Jeszcze tego samego dnia wracamy  pociągiem do Wrocławia. Smutni, ale takie warunki postawił nam trener. Jutro czeka nas wczesna pobudka przed porannym „myciem” w Maniowie, zakończona kilkukilometrowym biegiem. Czas przejazdu PKP dłuższy niż rowerem :/. Mając w uszach  jeszcze szum setek śmigających po asfalcie opon, zastanawiamy się,  czy nasze grzechy zostały nam wybaczone? Winy zmazane? Prośby wysłuchane? Podziękowania przyjęte? Może chociaż  w 50 %? To nie jest ważne. Nie najważniejsze. Zresztą kiedyś i tak się o tym my, maluczcy, przekonamy. Dziś wiem na pewno, że pątnicza podróż z takimi pielgrzymami  warta jest każdego wysiłku.

Świt znów nastąpił zbyt szybko.

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Olimpia Łabuz i otagowano jako , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (5)

  1. gr3gory
    Opublikowano 8 lipca 2012 at 09:05 | Permalink

    Wszystkie grzechy zostawiliśmy na Jasnej Górze dlatego w drugą stronę jechało się jeszcze szybciej i lżej 🙂 Skąd masz foty ? 🙂

  2. Ania
    Opublikowano 8 lipca 2012 at 08:40 | Permalink

    Nie ma to jak krótki resecik w przepięknym KLUCZBORK cityyyy:)

  3. Olimpia
    Opublikowano 6 lipca 2012 at 18:55 | Permalink

    z jęzorami wkręcającymi się w tylne zębatki, usiłując kręcić korbami 🙂

  4. Opublikowano 6 lipca 2012 at 14:11 | Permalink

    a jak sie w czasie takiej pielgrzymki spiewa jutrznie czy odmawia rozaniec?

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius