Wiązka triathlonowej mocy

Problemy natury triathlonowej zwykłem je nazywać rozproszeniem wiązki mocy, bo generalnie do tego się sprowadzają i to o nich będzie dzisiaj mowa. Do poniższego wpisu radzę się zdystansować, ale i również skupić, bo ma ukryty przekaz.

Beztroskie początki.

Początek przygody z triathlonem miał jedną poważną zaletę. Każdy z nas pałał ogromnym zapałem i prawie nikogo nic nie bolało. Luki w ciągu dnia były jakby zarezerwowane od miesięcy w oczekiwaniu na treningi ułożone przez DS, połączenia stawowe kończyn dolnych  były prawie nowe, a glikogen w mięśniach aż buzował.  Teraz każdy z nas boryka się z kontuzjami, ale o tym że na tym poziomie będą one nam towarzyszyć cały czas, już cytowałem poprzednio. Byleby nie były zbyt poważne… Przed chwilą Wojtek dodał swój wywód nt zranionego serca z powodu kolana. I tak się składa, że nie tylko on, bo ja jestem w trakcie autokuracji  ale jeśli to nie pomoże to też będzie trzeba prześwietlać – oby na tym się skończyło.

A gdyby ten triathlon można było wytrenować jedną hantlą, pod jednym dachem w 45 minut?

Czy to kontuzje, czy dobra pogoda, czy brak czasu lub po prostu dobry humor wszystko to przekłada się na wiązkę mocy. Czasem jest ona jaśniejsza, gęstsza, bardziej koherentna, a czasem przeciwnie. Wszystko zależy w jakim kierunku zmierzają wypadkowe losu. A że w triathlonie jest ich naprawdę dużo:

  • czas
  • pogoda
  • dieta
  • kontuzje
  • inne

dlatego jest duże prawdopodobieństwo osłabienia wiązki mocy. Można by wywnioskować z tego, że te wypadkowe są nam przeciwne, ale nic bardziej mylnego. Wszystko zależy od Ciebie, to Ty nimi kierujesz i jeśli potrafisz je kontrolować, to w efekcie będą Ci one wzmacniać wiązkę. Mają jednak jedną wadę przybliżoną do logiki w matematyce. Otóż, gdy wszystkie zmierzają w dobrym kierunku wiązka mocy jest silna, natomiast wystarczy, że tylko jedna uda się w przeciwnym kierunku wiązka może się znacznie osłabić. Przy takiej ilości wypadkowych istnieje duże prawdopodobieństwo, że stracisz kontrolę nad którąś z nich, ale jak pisałem wcześniej; wszystko zależy od Ciebie. Są jednak takie sytuacje, kiedy pojawia się jedna, nowa, wypadkowa która potrafi naprostować inne uciekające na boki, niestety najczęściej pojawia się ona na krótko i ma działanie doraźne. W tym tygodniu jest taka wypadkowa w moim planie i nazywa się Marcin Konieczny. Tak RAT ma zaszczyt gościć czołowego polskiego triathloniste z teamu IM2010 na wtorkowym treningu w basenie.

Wszystko ze mną ok

Czytając ten wpis możesz pomyśleć, że jestem zwariowanym masochistą, ale ten wpis to zbiór luźnych wywodów nazbieranych w mojej głowie podczas treningów. I wbrew pozorom nie jest mi z tym źle, bo ciągnąc ten trzykołowy wóz – czuję, że żyję.

 

 

 

 

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krystian Mrozik. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (3)

  1. Krystian Mrozik Krystian Mrozik
    Opublikowano 27 listopada 2012 at 13:14 | Permalink

    Trener, mówił że Marcin nie jest w formie pływackiej ;]

  2. Michał
    Opublikowano 27 listopada 2012 at 08:42 | Permalink

    Jeśli Marcin jest dzisiaj na treningu… to znaczy że będzie cieżko… oj ciężko 🙂 no chyba że przez 60 min opowie nam jak było na Kona… a my zrobimy z naszego toru chat lane , zamiast speed lane 🙂

  3. Kinga Kinga
    Opublikowano 26 listopada 2012 at 23:37 | Permalink

    „surreal but nice”

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius