12 godzin

NIEDZIELA, 8 RANO

Do niedawna nie wiedziałam nawet, że taka godzina w weekendy w ogóle istnieje.

 

W moich planach na dzisiaj mam kilka spotkań służbowych, bieg w Trzebnicy 3200 metrów i godzinny trening na basenie połączony z pomiarem czasu na 200 metrów.

 

Ubieram się, jadę na spotkanie z klientami. Wracam do domu. Przebieram się i jadę na bieg do Trzebnicy. Brakuje czasu, ale ostatecznie udaje się dojechać na miejsce na pięć minut przed startem. Pobiegnę szybko i szybko wrócę do pracy – myślę. Pogoda idealna, wspaniałe towarzystwo i bardzo przyjemna trasa. Biegnę 22 minuty.

 

 

Z Anką i Romkiem po biegu

 

Na mecie dowiaduję się o dzisiejszym obowiązkowym spotkaniu z Trenerem. „Jak to obowiązkowe? Przecież ja w pracy dzisiaj jestem. Wyskoczyłam tylko na chwilę na ten bieg i zaraz muszę wracać”. Ale w tej chwili nie ma to już żadnego znaczenia, bo Trener chce przekazać mi masę uwag i mam tam po prostu być.

 

Ok. Odwołuję spotkania z klientami, przekładam je wyjaśniając całą sytuację. Nie są zbyt zadowoleni. Trudno. Ja też nie jestem. Ani mój nowy szef. Mam nadzieję, że przynajmniej Trener będzie.

 

Jadę więc na to spotkanie i słucham co Trener ma do powiedzenia. Wracam do pracy i słucham co klienci mają do powiedzenia. Niestety nie da się zadowolić wszystkich jednocześnie, a jutro pewnie jeszcze szef coś ciekawego od siebie dorzuci.

 

Ostatnie ważne spotkanie i jadę prosto na basen. Wybieram ten na Racławickiej, bo na  50-metrowym nie trzeba tak często zawracać wskazanymi przez Trenera nawrotami koziołkowymi. Pływam godzinę zwracając  szczególną uwagę na mój niski łokieć i mierzę czas na 200 metrów (4:04).

 

 

NIEDZIELA, 8 WIECZOREM. 

          Wracam do domu. Bardzo ciężki tydzień za mną więc chyba należy mi się chwila relaksu, lampka wina i jakiś dobry film na dzisiejszy wieczór. Dzwonię do Łukasza. Będzie za chwilę. Muszę jeszcze tylko zrobić kilka wpisów do dzienniczka treningowego, uzupełnić dzisiejszy dzienniczek żywieniowy i wysłać do Trenera maila z moimi wynikami. W końcu skończyłam te formalności więc Łukasz idzie do kuchni otworzyć wino, a ja …

 

… zasypiam. Pewnie i on będzie jutro „trochę” niezadowolony 😉

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Ewa Karwecka. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (5)

  1. Anna
    Opublikowano 17 marca 2012 at 16:19 | Permalink

    doborowe towarzystwo nie tylko do biegania:) szykuj forme za tydzień:)

  2. Pati
    Opublikowano 15 marca 2012 at 23:56 | Permalink

    Do Łukasza…? Kto to?

  3. Łukasz
    Opublikowano 14 marca 2012 at 18:34 | Permalink

    Nie gniewam się skarbie:-)

  4. Romek
    Opublikowano 14 marca 2012 at 18:25 | Permalink

    ooo ja chyba mam już stałe miejsce na Twoim blogu widzę 🙂 fajowo 🙂 i z tego faktu jestem zadowolony 😉

    • Ewa Karwecka Ewa Karwecka
      Opublikowano 15 marca 2012 at 16:01 | Permalink

      cieszę się bardzo, że przynajmniej Ciebie udało mi się zadowolić 😉 i czekam ze zniecierpliwieniem na wspólny start w Sobótce 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius