168 godzin bliżej do IRONMAN

Preludium

Po pierwszych treningach rekrutacyjnych w Parku Grabiszyńskim, ciężko było cokolwiek powiedzieć. Stawiłem się na obu  i każde ćwiczenie starałem się wykonać jak najbardziej dokładnie. Grupa trenerów GT RAT każdego bacznie obserwowała, dodatkowo treningi były nagrywane tak by można było dokonać szczegółowej analizy wideo każdej ze 140 osób. Poza 9 podbiegami (które każdemu polecam) na górce, gdzie znajduje się Cmentarz Żołnierzy Polskich, całość była przyjemna i ciekawa.

 

W niedzielę ok. 14 miały przyjść maile z informacją czy zostałem zakwalifikowany czy nie. Czekałem…czekałem i nic…powoli zacząłem tracić nadzieję, rozmyślając co poszło nie tak. Poniedziałek 17.53 przyszedł mail z informacją, że w moim formularzu był błąd w adresie email, ale najważniejsza informacja to – zakwalifikowany! 🙂 Czytałem i nie dowierzałem. To co na pewno poczułem to dreszcz emocji, szybsze bicie serca takie, które czuje się w uszach. Chwila zastanowienia i co teraz będzie, jak to ja mam zrobić IRONMAN’a w Barcelonie? Po chwili odezwał się wewnętrzny głos odwagi i chęci przygody mówiący – jak nie ja to kto 🙂 Ostatnie zdanie brzmiało “Prosimy o pilny kontakt!”. Bez zastanowienia zadzwoniłem do Radia Wrocław i tam dowiedziałem się, że o 18 jest spotkanie organizacyjne, a więc w czasie rozmowy telefonicznej się zaczynało. Będąc pod wielką ekscytacją, rzuciłem zaplanowaną pracę i popędziłem do Radia w ubraniu roboczym 🙂 Pierwsza wizyta w Radiu Wrocław, chwila rozmowy, zaraz szybkie zdjęcia, krótki jednominutowy wywiad, zwiedzanie gmachu Radia Wrocław w tym najnowocześniejszego studia radiowego w Polsce. To co wpada w oko to bardzo sympatyczni, weseli, otwarci ludzie.


Punkt kulminacyjny to spotkanie przedstawiające pokrótce jak będzie wyglądać nasze najbliższe 18 miesięcy. Ilość nowych obco brzmiących terminów sprawiła, że gdzieś to wszystko zaczęło brzmieć jak chiński. Jako, że nie mam doświadczenia, uważnie słuchałem, prelekcji Team Leadera Grupy GTRATMichała Wojtyło, widać człowiek obeznany w temacie i dobrze zorganizowany, a przy tym bardzo pomocny. Zawsze chce służyć radą, widać u niego pełne zaangażowanie w projekt. Warto zapoznać się z jego osiągnięciami. Jakub Adam trener osób przygotowujących się do pełnego IronMana w Barcelonie, zawsze uśmiechnięty z poczuciem humoru, to co utkwiło mi w pamięci, to info że lubi dać wycisk. Paweł Kotowski – trener odpowiadający za przygotowanie do połówki IM w Gdyni, prowadzić będzie też zajęcia wyrównujące poziom.

Najważniejsza informacja płynąca z naszego spotkania to, że treningi zaczynamy we wtorek basenem, o zgrozo “6.00 rano macie być już w wodzie”. Nie jestem typem rannego ptaszka, więc tuż po przebudzeniu działam bardziej na automacie niż z pełną świadomością. 4.40 pierwszy budzik, 4.50 kolejny, ok trzeba wstawać. Pomimo wczesnej godziny czuję się zmotywowany, śniadanie odpuściłem, bo mam zasadę że ostatni posiłek przed jakimkolwiek wysiłkiem jem co najmniej 60 minut wcześniej, a najlepiej 2 godziny. Basen przy Teatralnej to powiew lat 90, przypomniał mi się okres klas 1-3 szkoły podstawowej 🙂 dla niektórych takie baseny to relikt, ja jednak cenię takie miejsca z duszą.

Tuż przy basenie miłe zaskoczenie, spotykam znajomego ratownika – człowieka instytucje WOPR jeśli chodzi o basen we Wrocławiu – p.Ryszarda Smula. Z instruktorem Ryśkiem miałem zajęcia na PWr (8 lat temu) i każdy kto miał z nim cokolwiek wie jak starą szkołę preferuje w swojej pracy nad młodzieżą. Nie dużo się pomylę jeśli postawię stwierdzenie, że lekcje pływania z p.Smulem były niczym rekrutacja do GROM (w myśl zasady nie ma, że nie możesz, póki się nie utopiłeś to znaczy, że jeszcze możesz).

Na początek rozpływanie, trener rzuca 600 m kraulem. Woda całkiem przyjemna, ale 600 kraulem to, 24 baseny. Pierwsze 15m całkiem spoko, jeszcze rytm oddechu, ale już później totalne zachwianie, brak siły w ramionach i mała zmiana stylu na pół-żaba-pół-kraul (ala’szuwarek) :). O delfinie nie będę pisał bo, pływać nim nie umiem, więc miałem ćwiczenia na stabilizację. Po pierwszym treningu, wniosek jaki mi się nasunął, to że człowiekowi się czasem wydaje, że coś umie…bo umiał kiedyś (w ankiecie do RAT pływanie zaznaczyłem 4 na 5). 8 lat przerwy zrobiło swoje, brak przygotowania fizycznego, kompletny brak techniki. Pocieszam się, że moim trenerem jest Paweł Kotowski, bardzo wyrozumiały uśmiechnięty gość, choć ten uśmiech mógł być reakcją na moje szuwarkowanie. Bardzo dużą korzyścią z pierwszych zajęć na basenie, były uwagi trenera, po korekcji błędów szło coraz lepiej. Moim największym problemem była zła pozycja głowy, która powodowała, że mocno hamowałem prędkość, w konsekwencji tułów leciał na dno, a oddech przypominał topielca. Ubytek energii dał się we znaki bardzo szybko, organizm zaczął domagać się śniadania. Najszybszy i najlepszy (zaraz obok jajówy) to owsianka typu – wsyp co masz 🙂 Płatki ryżowe (lub jakiekolwiek inne), jabłko, pomarańcze, mandarynka, kiwi, gniecione migdały, rodzynki, łyżeczka pyłku pszczelego i duuuużo cynamonu. No i miodek, by życie było słodkie 🙂

Wtorkowy wieczór, jedyne co większość facetów robi o tej porze, to oczekuje Ligi Mistrzów, przy dobrym piwku 🙂 Jednak tu nastąpiła zmiana planów – w kalendarzu mam wpisane ‘zabawy biegowe’. Miejsce spotkania Park Grabiszyński, duża grupa osób, na pierwszy rzut oka widać triatlonistów, typowych biegaczy czy kolarzy. Rozbieganie, kilka kółek, myślę całkiem ok. Tempo niezbyt szybkie. Wychwyciłem jedną osobę, w swoim wzroście i biegłem rytmicznie za nią. Ćwiczenia biegowe to już inna bajka. Nigdy nie miałem do czynienia z czymś takim jak Skip A, skip B, skip C, bardzo dziwne, ale skoro jest w treningu, to nie ma co dyskutować trzeba robić. Znów kilka kółek, kolejne ćwiczenia, rozciągania mięśni o których istnienia nie miałem pojęcia (płaszczkowaty). Całość do przeżycia. Gdy wróciłem do domu, zamiast Ligi Mistrzów zrobiłem sobie ligę spania.

Środa miała być rowerkiem, jednak takiego nie mam, podszedłem do typowej miejskiej damki, jednak stwierdziłem, że nie ma to sensu. Cały wieczór męczyłem się z wyrzutami o nie odbytym treningu. Z resztą mam je do chwili obecnej.

Czwartek to ćwiczenia ogólnorozwojowe. W Technikum nr 7, gdy miałem zajęcia WF’u z Romanem Raschem coś takiego wpisane w planie, zazwyczaj kończyło się na 20 pompkach/przysiadach, kilka okrążeń truchtem, a potem gierka w gałę. Na trening spóźniłem się kilka minut, wbiegam na salę i myślę fajnie będzie chyba kilka okrążeń później piłka, może dwa ognie (bo kobiety w piłkę nie grają 😉 ). Jednak to co nastąpiło potem, zasługuje na inną nazwę niż ćw.ogólnorozwojowe, bardziej to trening katorżnika. Skakanie na skrzynie, podciąganie kolan do klatki wisząc na drabince, ćwiczenia na brzuch z kółkiem, wykroki, podciąganie na kółkach gimnastycznych, scyzoryki, burpees, skakanie przez ławkę na boki, podciąganie nóg i rąk leżąc na brzuchu, ćwiczenie triceps w skrzyni. Sekwencje 45s na 15 sekund odpoczynku. Katorga, głowa mnie bolała, przed oczami robiło się ciemno. Później kolejne kolejne ćwiczenia na wytrzymałość oraz udziwnione serie. Co chwila spoglądałem na zegarek i zastanawiałem się czy przeżyję. Pobudka następnego dnia była niezwykle bolesna.

Piątek, mając w pamięci nie odbyty trening w środę, powiedziałem sobie, że dam z siebie wszystko. Samodzielny trening biegania rozpocząłem na swojej ulubionej trasie – wały nieopodal siedziby WOPR. 3km trucht w tempie 5:46/km, 8 minut ćwiczeń sprawnościowych. Wybrałem moje ‘ulubione’ nowe ćwiczenia a więc skipy A, B, C. Przechodzę do zadania głównego 8 min tempo do półmaratonu. Nigdy nie przebiegłem zawodów półmaratonu, ale popatrzyłem na internetach jakie powinno być i wpadł mi czas 1:40:00 i do tego równałem, płuc mało nie wyplułem, a tempo wyszło 4.51/km. 60 s. Odpoczynku.

Kolejny element 3x5min tempo do dychy, chciałem obrać takie samo jak do półmaratonu jednak wyszło zmęczenia z dnia poprzedniego i tempo spadło do 5.17/km, kolejne 4 minuty tempo do półmaratonu i też ledwo na 5.17. Po tych seriach uświadomiłem sobie jak to jest trenować bieganie pod okiem kogoś kto ma o tym pojęcie. Do tej pory bieganie u mnie polegało na – biegnij do przodu ile sił i póki nogi dadzą radę. Na koniec treningu 1.4 km na ostatkach sił do domu.

Kolejny trening wieczorem na basenie, chwilę przed spotykam się przypadkowo Andrzejem w sklepie sportowym. Asortyment szeroki. Szybka decyzja, szybki zakup – czepek, pullboy, krótkie płetwy. W międzyczasie czytam maile od GT RAT (jest ich naprawdę dużo) robię notatki by o niczym nie zapomnieć. Na basenie znów Pan Rysiek i jego ostre jak brzytwa spojrzenie 🙂 Pierwszy tor, rozpływanie i znów ból ramion, mięśni na klatce piersiowej, ale chyba jest lepiej niż ostatnio bo głowę staram się trzymać na prawidłowej pozycji. Kolejne cenne uwagi od Trenera – muszę uzupełnić ruch przedramienia do końca, wzdłuż tułowia. Rysiek kiedyś o tym mówił, jednak dopiero u Pawła Kotowskiego zatrybiło o co w tym chodzi. Dzięki małej korekcie trzymam głowę w dobrej pozycji oraz znacznie lepiej łapie mi się oddech. Nogi w stylu grzbietowym też do poprawy. O ile moje uda są dość silne o tyle łydki już nie za bardzo Muszę unosić stopy wyżej niż kolana, dostaję kilka basenów z deską na kolanach. Korekta idealnie daje odczuć kiedy i gdzie popełniam błąd. Licznik basenowy chyba przekroczył moją wytrzymałość, bo zaczęły pojawiać się skurcze na środkowych palcach stopy. Po 30 minutach pływania organizm dostał jakby nowe życie, pomimo bólu mięśni miałem ochotę na jeszcze, widząc jak bardzo po kilku radach może poprawić się styl pływania. Na koniec treningu 6 basenów kraulem w płetwach krótkich, poezja jakbym wsiadł właśnie do odrzutowca 🙂

Sobota. Spinning do tej pory kojarzył mi się z wędkowaniem, jednak w Radiowej Akademii Triathlonu to trening kolarski. Na rowerze zawsze lubiłem jeździć i nie miałem z tym problemu, choć mój stary sprzęt to Wigry 3. Najlepsze w ‚rowerkowaniu’ to zjazdy z górki (wiadomka) albo żużel czwórkami i wiraże na mecie :> Wchodzę na salę 5 kobiet, w tym Agata również z programu RAT. Nasza wymiana spojrzeń mówiła wszystko. Miało być przyjemnie, bo przecież sobota, a tu jakaś sauna się zaczęła. Głośna muzyka, dokręcanie śruby i ciągłe pedałowanie. Głos trenerki Marty: dasz radę, ramiona niżej, ręce na kierownicy, wstajemy, siodło etc. Po 30 minutach byłem niemal pewny, że nie dotrwam do końca. Współtowarzyszki treningu jakby jechały ciągle z górki, a ja pod. Pojawiło się widmo porażki wśród kobiet, które uaktywniło męską dumę i nie było mowy o odpuszczeniu. Po godzinie, mogliśmy zrezygnować, jednak skoro ma być IronMan, to nie ma odpuszczania. Druga godzina nie była lżejsza, ale jakby organizm się przyzwyczaił. Po zejściu z roweru spininngowego, nogi jak z waty.

Podsumowując pierwsze 168 godzin, dołączenie do GT RAT przypomina mi dołączenie do treningów klubu ekstraklasy. Organizm wskakuje na nowy poziom wydolności. Przebywanie z osobami lepiej wytrenowanymi sprawia, że chcesz i możesz znacznie więcej. Najważniejsi zawsze są ludzie, Ci których spotkałem są, uśmiechnięci, służący pomocą. Trenerzy są bardzo cierpliwi. Jestem trochę obolały, jednak szczęśliwy i usatysfakcjonowany, że pierwszy tydzień za mną. Nie mogę doczekać się kolejnych treningów! Tak zaczyna się droga od zera do IronMana!

Ten wpis umieszczono w kategorii Krzysztof Borowiecki i otagowano jako , , , , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius