3 tygodnie do IM Barcelona

Długo mnie tu nie było, a dokładnie minęło 1,5 miesiąca od ostatniego wpisu. Przez ten czas bardzo dużo się działo zarówno w życiu sportowym, jak i osobistym.
Na początku sierpnia pojechaliśmy całą rodzinką nad morze, gdzie w Gdyni startowałam na dystansie 1/2 IM. Z czasem 6 h ukończyłam zawody, które okazały się bombową imprezą triathlonową, godną polecenia w 100 % na start w 2019 ! Choć nie udało mi się złamać „szóstki” to i tak jestem z siebie bardzo zadowolona. Za wyjątkiem pływania, które nie poszło tak jak bym chciała, rower i bieganie wykonałam przyzwoicie. Ci co startowali, wiedzą jak trudno było na trasie. A to wszystko przez oberwanie chmury i ścianę deszczu, która utrudniała jazdę. Przynajmniej jest na co zrzucić 😉
Śmiać mi się chce jak sobie przypomnę jaką gafę szczeliłam montując bidon koło lemondki. Prawdziwa ze mnie „Grażyna triathlonu”. Bidon zamontowałam do góry nogami i nic się z niego nie napiłam, bo rurka była km ode mnie ! Mało tego jeszcze pouczałam Agatę, żeby zamontowała tak jak ja 🙂 haha Szkoda, że nie przyszło nam do głowy, żeby wypróbować całą operację.
Po zawodach przyszła pora na upragnione wakacje i małą regenerację. Z Gdyni przenieśliśmy się do małej nadmorskiej wioski o jednym sklepie, bez „cyrku” straganów, lodziarni, gofrarni i smażalni. Dosłownie tylko MY i morze. Piękna plaża, piękna pogoda, przejrzysta ciepła woda, prawie jak w Grecji. Nie pamiętam kiedy tak często kąpałam się w morzu i sprawiało mi to tyle frajdy. Trochę popływałam i próbowałam na nowo polubić się z wodą. Błogie lenistwo szybko się skończyło i trzeba było wracać do domu. Ale ale nie myślcie sobie, że mój urlop się skończył. Do domu wracaliśmy jedynie przepakować walizki bo czekała nas wyprawa w jeszcze cieplejsze miejsca. Poszalałam z tym urlopem w tym roku na maxa! A jak to się ma do trenowania ? Ano kijowo :/ Nie przypuszczałam, że ten piękny czas relaksu zrobi takie spustoszenie w moim życiu treningowym. 3 tygodniowe roztrenowanie to stanowczo za długi okres dla kogoś kto ma się zmierzyć w październiku z pełnym dystansem IM. Może rzeczywiście trochę nadrobiłam pływaniem w morzu, ale dupka od roweru to odzwyczaiła się na dobre 🙁
Powrót do treningów był gorszy niż myślałam. Pomyślałam :”Zaczynamy zabawę od nowa”…
I tak tydzień za tygodniem, dni uciekały nie wiadomo kiedy. Jeszcze nigdy nie zależało mi tak na czasie i każdy cofnięty dzień byłby na wagę złota. Dopadł mnie stres przedstartowy !
Gdy już udało mi się wskoczyć na dobre tory i treningi jako tako szły do przodu, zawitała choroba. Nie powinno mnie to dziwić, na własne życzenie rozchorowałam się na dobre. Sobotni rower w deszczu to nie był dobry pomysł. Miałam tydzień wyjęty na wizyty u lekarzy, chodzenie po aptekach i dopadła mnie MEGA frustracja, że znowu robię krok do tyłu. Nie chodzi mi tu o budowanie formy , bo na to i tak już za późno, ale o zwykłą ciągłość treningów.

Teraz to i tak nie ma znaczenia użalanie się nad sobą. Pojadę do Barcelony z tym co wypracowałam i wytrenowałam sobie przez ostatnie 1,5 roku. Mam nadzieję, że z radością na twarzy ukończę zawody i za 3 tygodnie o tej porze będę już IRON WOMAN 🙂

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Bez kategorii, Wanda Brewka. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius