42 195

Ciężkie pół roku treningów dało w kość. A wrzesień był dosłownie maratonem zawodów… Na szczęście Maraton Warszawski miał być tym ostatnim startem w sezonie…

Jednak łatwo nie było. Organizm już po ostatnim triathlonie domagał się przerwy, przeziębienie dopadło mnie na dobre. Gdyby nie fakt, że miałem coś do zrobienia w Stolicy , to położyłbym się do łóżka z książeczką, tak na co najmniej tydzień 😉

Ale walczyłem do końca o powrót do zdrowia. Nie do końca się to jednak udało. Z małym osłabieniem, trochę niedoleczony poszedłem na start. To w końcu walka o Koronę Maratonów Polskich. Ostatni Maraton z mojego cyklu. Przypomnę, że „Koronę” zapewnia ukończenie w regulaminowym czasie następujących biegów: 1. Maraton Dębno, 2. Cracovia Maraton, 3. Maraton Warszawski, 4. Maraton Poznański, 5. Maraton Wrocław.

Bieg w moim wykonaniu miał trzy odsłony:

  1. 0 – 22km – lot zgodny z rozkładem
  2. 22 – 40km – awaria podwozia
  3. 40000 – 42.195m – restart

Cały czas od 22km miałem przeświadczenie, że to kolana, nagle odmówiły mi posłuszeństwa. Otóż dopiero parę godzin po dotarciu na metę zdałem sobie sprawę, że to chyba jednak pięta boli najbardziej. Organizm ludzki to dobrze skonstruowana maszyna z ciekawą automatyką i mechanizmem ochronnym. Komputer przełączył bieg w tryb truchtania. Mózg oszczędzając stopę, dawał popalić kolanom… Ból kolan się wzmagał. Bolało coraz bardziej.. Zacząłem drobić. Drobiłem jak gejsza. Momentami musiałem podchodzić. Nie poddałem się jednak…

Na 2195m przed metą nastąpiło swoiste odrodzenie. „Będę leciał co sił”. „Tam gdzie moje sny”. Przypomniałem sobie słowa ze „Snu o Warszawie” Czesława Niemena, który został zaprezentowany na starcie.

Zrestartowałem się . Poleciałem! Ależ emocje, ileż walki! Na mecie Wielka Radość! Na mecie satysfakcja i cysterna endorfin! Warto było!

Na trasie kibice na medal, wśród nich moi Synowie z Małżonką. Przejechali po Warszawie dystans maratoński, żeby dodać mi kibicować w kilku punktach na trasie. Logistyka wysokich lotów! Metro rozpoznane na wylot! Dziękuję Wam! Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki!

 

Coś się kończy, coś się zaczyna…. Czas roztrenowania uważam za rozpoczęty! Buty biegowe wieszam na kołek. Rower wstawiam do pit-stopu. Piankę wysuszę i schowam do skrzyni z zabawkami do triathlonu 😉 Muszę odrobić masę spoczynkową.

 

PS.

Gratulacje również dla Wszystkich Maratończyków, którzy zmierzyli się z Królewskim dystansem.

PS2.

Muzyczne wspomnienie

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Bartosz Masłowiec i otagowano jako , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius