„A żądłem chcesz?” …

Cytat z ulubionej bajki mojego syna (oczywiście ja tylko trochę ją z nim oglądam 😀 😀 😀 ) okazał się trafny dla moich zmagań z amatorskim wyścigiem kolarskim Żądło Szerszenia dziś w Trzebnicy.
Od początku…
Wyjątkowo nie jechałem spóźniony, ale rozluźniony i podekscytowany zarazem, wpadłem rozpędem do „zapyziałej” wiochy (mieszkańców przepraszam, stwierdzenie użyte dla zwiększenia dramaturgii 🙂   ) a tam niespodzianka…

Zaczęło się od 200 i 6, ale przypadkiem dokumenty miałem w bagażniku i otwierając go, policjantowi ukazał się rower co chyba spowodowało, że wymiar kary się zmniejszył.

Po zameldowaniu na miejscu, pobraniu pakietu startowego pierwszą rzeczą jaką założyłem był kask, gdyż na poprzednim Żądle stanąłem na linii startu w samej chustce na głowie 😀 i dzięki szybkiej akcji przyjaciółki i trenera zapiąłem kask 5 sekund przed „strzałem” startera 😀
Kask na głowie, rower poskładany, krótka przejażdżka i … ruszam.


W mieście gubimy z kolegą resztę 10 osobowej grupy i motocyklista prowadzący nas spowalnia. Po kilku kilometrach doganiamy „Szerszenia” i ciągniemy już we trójkę. Czasem czwórkę, ale pomimo naszego amatorskiego tempa większość szybko odpada.
Dopiero gdy dogoniła nas dwójka: jeden z CCC, drugi z Whirlpoola prędkości grupy zwiększyły się do satysfakcjonujących 40+ km/h.

Ale CCC odskoczył na 20km przed metą… próbowałem go gonić… he he he… wtedy właśnie uświadomiłem sobie swoje amatorstwo 🙂

Tak więc zostałem z 4 osobową grupą i ciągnęliśmy razem do końca. Dotarliśmy do Trzebnicy. 4km do końca wychodzę na zmiane i  zaczynam uciekać grupie. Nagle pojawił się człowiek w kamizelce i macha rękami, żeby skręcić w prawo…
Bezmyślna decyzja, szybkie hamowanie, mokra nawierzchnia… wyprzedza mnie tylne koło, przednie się kładzie… na szczęście rower sunie po asfalcie oparty na kierownicy i pedale… ja sunę za nim na biodrze…

 

 

 

 

 

 

Pozbierałem się w kilka sekund, przy zdziwionych minach przechodniów i ruszyłem w pościg za kolegami. W sumie „kosztowało” mnie to 18 sekund na mecie.
Na mecie niesiony euforią i szybko podanym ibupromem powiedziałem Piotrowi w wywiadzie, że nie czuję się zmęczony. Chyba to nie była prawda 😀 Poczułem ukąszenie „szerszenia” 😀

A na zakończenie odkryłem, że numer startowy z teraźniejszego „Żądła” powstał przez przesunięcie o jedną cyfrę w lewo numeru z poprzedniego roku:)

A co wyczyniali fotoreporterzy 🙂 Jeden siedział na drzewie, inny wyprzedzał na skuterze. Uwielbiam jednego takiego co robił zdjęcia leżąc w rowie… 😀

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Mariusz Świątczak i otagowano jako , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (2)

  1. KS
    Opublikowano 29 kwietnia 2013 at 14:42 | Permalink

    I znów Radio narażone na straty ;). Trzeba było powiedzieć, że potrzebujesz nowe spodenki!

    A tak poważnie wielkie gratulacje za dobry wyścig i walkę do końca 🙂

    • Mariusz Mariusz
      Opublikowano 30 kwietnia 2013 at 01:00 | Permalink

      Nowe są niewygodne i jechałem w starych. Teraz żałuję 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius