Anioły i Demony

Utkwiła mi w głowie taka scenka z filmu Disneya który oglądałem w dzieciństwie. Nad psem Pluto który zastanawia się nad życiowa decyzją, czy zwędzić kotleta z patelni krążą dwie postaci .
Jedna to szlachetny anioł która mówi nie ruszaj, nie twoje, będziesz miał wyrzuty sumienia i ta druga z rogami, widłami i czarcim ogonem, która mówi zjedz, wreszcie nie będziesz głodny, będziesz się lepiej czuł.
Jeden i drugi przekonują, każdy ma argumenty, a zdesperowany Pluto stara się podjąć decyzję miarkując jakim tak naprawdę jest osobnikiem i jakie konsekwencje będzie miała jego decyzja.
Nade mną tez latają, gdy wściekły budzik zrywa w środku nocy, jeden mówi wstań , musisz trenować, drugi poleż troszkę, odpocznij, jest zimno i ciemno, nic to Ci nie zaszkodzi. Przyciśnij choć guzik drzemka…eh
Krążą i dyskutują gdy trenuje, czy musisz tak się męczyć, biegnij i kręć pedałami wolniej, nie odpuszczaj mówi druga, a możesz nie wytrzymać, nie wiesz co Cię czeka.
Co gorsze ta zła miewa przewagę, gdy czeka niewiadoma i nieświadomość jak będzie do końca.
Bo może za rogiem mnie odetnie?
Powoli nabywane doświadczenie startowe, pozwala odsuwać lucyfera na bok. Widzę jak inni zwalniają , a ja nie muszę. Jeszcze „ skubany” niech się odczepi od moich dziurawych dętek w rowerze, nie wywraca mnie na zakrętach i nie szepta ,ze obojczyk się nigdy nie zrośnie.
„ Presował” mnie w Radkowie i Borównie, a nawet na olimpiadzie Lekarzy w Zakopanym. Przed startem w Gnieźnie powiedziałem mu dość. Biegnę szybko albo padnę i choć próbował szeptać na 18 km i w czasie finiszu, że po cholerę, uciekłem mu poprawiając swoją życiówkę w półmaratonie o prawie 9 min. Wreszcie na mecie, mogłem powiedzieć ; dałeś chłopie z siebie wszystko.

 


Czy to są problemy z motywacją? Czy raczej instynkt samoobrony dorosłego człowieka, który mówi, masz swoje lata, nie przesadź. Przecież wiesz, że te starty w maratonie i IM nie mają cech działań prozdrowotnych tylko bardzo obciążają nasze organizmy nawet w kulminacji je wyniszczając. Bieganie maratonów nigdy nie będzie zdrowe. Zdrowe jest przygotowanie do maratonu. A co dopiero Iron mann gdy maraton jest zwieńczeniem walki po 180 km na rowerze i blisko 4 km pływaniu.

 

 
Kwalifikuję pacjentów do zabiegu operacyjnego. Ten przede mną ma tyle samo lat co ja, nawet jest fizycznie podobny. Wypytuje i przecieram oczy. Dwa razy w tym roku balonikowanie tętnic wieńcowych plus dwa stenty by się nie zatkało, bo dusiło nawet przy wejściu na drugie piętro.
Trzy leki na nadciśnienie, hypercholestrerolemia i cukrzyca, a do tego do niedawna 40 papierosów dziennie i zarzadzanie interesem.
Mam szczęście myślę, lepiej się prowadzę czy materiał biologiczny ze mnie lepszy, ot takie proste pytanie?
A z drugiej strony, późno bo późno, ale w którymś momencie zmieniłem swoje życie by nie być tym pacjentem. Czy się uda?
Czwartek
Trening biegowy , dziś 1,5 h biegania, nadal bolą mnie nogi po ściganiu w górach. Ledwo klepię 5;40km/min, ciężko i wokół noc. Rano nie wstałem bo o 5:30 nadal było ciemno i kapał deszcz.
Na weekend w zapowiedzi w sobotę 20 km w tempie maratonu, a w niedzielę 32 km LSD.
Praca od wczesnych godzin rannych w sobotę do wieczora. Przyjdzie biegać wieczorem 20 i rano w nd 32.

Dzwoni dzwonek z napisem Regeneracja!. Przenoszę bieg sobotni na piątek wieczór. Ruszam w ciemności i po 10 km pędzę z powrotem niczym karetka do porodu na sygnale. Powód to sensacje jelitowe. Tego wieczoru więcej nie biegam.

 


W sobotę jedna z prac spada. Co za ulga. W promieniach słońca obiegam wielką wyspę w tempie startowym. Spokój i wiara powraca.
W niedzielę LSD. Ostatecznie za miejsce wybiegu przyjmuje pętle w pobliżu domu. Mam taką co ma prawie 8 km. Organizuję punkt żywieniowy u siebie na plocie, żele , izotonik, woda.
Pierwsze okrążenie powoli w towarzystwie małżonki i psa, drugie z psem, trzecie i czwarte sam.

Ciekawe, że w czasie biegu się nie nudzę, rozmyślam o tym co mam jeszcze do zrobienia i jak rozwiązywać problemy. Pilnuję nawadniania a posiłki co 8 km. Jest dobrze nie licząc incydentu skręcenia stopy w stawie skokowym na nierównej polnej drodze.. Ból jest tylko w głowie to maksyma Trenera, więc wytrzymuje.

 

 

Ostatnie okrążenie, 29 km i zaczynam czuć coś o czym wcześniej czytałem we wspomnieniach maratończyków. Skończyło się paliwo dalej biegniesz tylko głową. Moi opiekunowie pojawiają się rozpoczynając dysputę. Popatrz jeszcze do przodu, zobacz jak to daleko, biegnij wprost do domu, mało się już namęczyłeś, daj spokój już trzy godziny się udręczasz. Kogo chcesz oszukać, miałeś przecież taki plan by przebiec 32 km, bądź twardy . Zwycięża ten drugi biegnę dodatkowe dwa km, znów oddalając się od domu, nogi ołowiane, a sam koniec próbuje finiszować.
Koniec i straszna ulga. Ciepłe jedzenie i kąpiel to co mi teraz najbardziej potrzebne.

 


Nawet trudno pomyśleć, jak ciężko będzie przebiec te dodatkowe 10 km by skończyć maraton. Tego czarnego pogonie, biały niech wspiera. Pozostaje pytanie czy da się utrzymać założone tempo?
Po ogarnięciu się sprawdzam wyniki Mariusza w Warszawie. Dał radę, ale lokowałem go znacznie szybciej. Czy Rogaty ze Skrzydlatym też mu doradzali ?
Jedno jest pewne, końcówka maratonu to walka ze swoją psychiką, a ja myślę się nie poddać.
A to już 14 października w Poznaniu

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (6)

  1. Mariusz Mariusz
    Opublikowano 3 października 2012 at 14:32 | Permalink

    Maciek!
    U mnie, przed wyjściem w ciemną długą noc lub w zimny mokry poranek, ścierają się Gruby z myszką w ręku i Chudy na rowerze z muchami na zębach. A w czasie biegu … nie stresuj się już dziś.

    Przypomniał mi się dowcip z angielskiego:
    -Jak się dostać do Carnegie Hall?
    -Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.
    😉

  2. daga
    Opublikowano 3 października 2012 at 10:09 | Permalink

    🙂 hej Maćku, mi też na ramionach siedzą i szepczą ;), a jeszcze namawiają na czekoladki, ciasteczka i lody ( ulubione waniliowe).
    P.S.
    Nim zawahasz się, by pójść biegać w obawie, by nie być gorszym od innych przypomnij sobie, że oni też byli kiedyś na początku drogi.
    Maćku dasz radę 😛

  3. Kdarek
    Opublikowano 3 października 2012 at 09:16 | Permalink

    Witaj Maćku,
    szkoda, że nie pobiegniemy razem w Poznaniu. Znajomi zaprosili mnie na maraton do Frankfurtu, a więc mam jeszcze trochę czasu na imprezy rowerowe. Z tym utrzymaniem tempa to zawsze trudna sprawa. Najbardziej przeszkadzają w tym kobiety. Nasze ego nie pozwala dawać się wyprzedzać bo wtedy za bardzo się staramy. Jeszcze nie tak dawno nie miały prawa startować w takich biegach, a teraz co to się porobiło 😉
    Powodzenia.

  4. Michał
    Opublikowano 3 października 2012 at 08:48 | Permalink

    U mnie ostatnie 10 km będzię walką z odciskami 😀

    • tomek
      Opublikowano 3 października 2012 at 19:28 | Permalink

      Michał na odciski polecam inne buty – nr większe lub model troszkę szerszy np.asics 2710 lub jeśli nasz stopę neutralną model cumulus; bo z tego co widać na zdjęciach masz model dość wąski i jeszcze jedno mają pewnie z milion km. Pozdrawiam i do zobaczenia w POZ.

    • Michał
      Opublikowano 3 października 2012 at 23:08 | Permalink

      No miliona nie mają bo to mode w tym roku kupiony,. U mnie za wielkiego wyboru nie mam bo stopa platfusowata 🙂 wiec najlepiej to model 3030 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius