aquathlon

Witajcie/Welcome 🙂

rozpoczynając moją przygodę z RAT-em i z tymże blogiem, chciałabym rozpocząć od reminiscencji sprzed 2 tygodniu, a mianowicie od udziału w pierwszym w życiu aquathlonie.

Odwiedzając przyjaciółkę w Londynie, skorzystałam – jak zwykle – z okazji i znalazłam lokalną imprezę sportową, w której mogłabym uczestniczyć.
W bliskim sąsiedztwie, co by nie trzeba było tracić pół dnia na dojazd, za niewielkie pieniądze, impreza dla każdego: Kingfisher Aquathlon.
Na dystansie 400 m w basenie o długości 33 m i 9 km po parku, odbyły się dzielnicowe zawody. Pogodę – jak zwykle – przywiozłam z Polski, gorące słońce, niebieskie bezchmurne niebo…
Rywalizacja w basenie była ciekawa, zawodnicy startowali co 15 sek. z jednego rogu basenu, by przepłynąć 12 długości, na 6 torach, przepływając pod liną, by zmienić pozycję na następny tor [taki zygzak]. Doznałam swego rodzaju osłupienia, kiedy zaczęłam swój basen, gdyż straszne fale powodowały poważne utrudnienia w regularnym miarowym kraulu… „skąd te sztuczne fale?”, przeszło mi przez myśl i całe 400 m się zastanawiałam, jakie to dziwne baseny w tej Anglii… no i walczyłam, by się nie zachłysnąć, udało mi się… ale nie było to przyjemnością… triathlon na wzburzonym morzu… ojej…
Po wyjściu z wody, przejściu do strefy zmian, należało się wyrychtować na bieg. Start okazał się nieco słaby, tzn. organizm osłabiony jakiś… ale czym? Czterema setkami?? Chyba bardziej szokiem wzburzonego morza… taką mam nadzieję…
Biegło się przyjemnie, w cieniu drzew, na terenie całkowicie trailowym, co jakiś czas można było spotkać organizatora z listą startową w ręku, który wypatrywał numeru zawodnika i imiennie zagrzewał do walki i popędzał. Mnie jedna pani Angielka na każdym kółku witała: „szybciej, szybciej Kinga!”. Bardzo to było miłe i ogólnie impreza miała charakter kameralny, choć ciekawie było startować z elitą Team GB, która bezsprzecznie wygrała zawody.. najpierw młócili na basenie jak dzicy, a potem prędziutko uporali się w tempie sprinterskim ze swoimi 9 kilometrami.
Moje nowe doświadczenie trwało wszystkiego 57:43, w tym pływanie + wyjście z wody + wyjście z budynku basenu = 7:31, a bieg ze strefą zmian 50:12. Niestety nie ma pomiarów netto, a takowych sama nie robiłam.

Moje refleksje z tego wydarzenia są takie, że jakże fajnie, że takie imprezy mogą się odbywać, małe, kameralne, dla każdego, bo naprawdę spora grupa z uczestników bardzo słabo pływała, ale za to dobrze biegali.

English version [for those who never managed to learn Polish]:

You need to try aquathlon. It is a great experience no matter what your swimming level is. Go for it!

BTW, it is a piece of cake I am holding in my hand, NOT a medal. Aquathlon may be perceived as a piece of cake… yum yum. 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Kinga Zakrzewska. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (3)

  1. Ania
    Opublikowano 27 maja 2012 at 18:32 | Permalink

    Ja będę cię wiosłem w łeb walić żeby było dla ciebie trudniej a dla mnie atrakcyjniej:) Później z wody i z broną na plecach przez pole…:)

  2. Kinga Kinga Zakrzewska
    Opublikowano 27 maja 2012 at 17:01 | Permalink

    tak, a Ty będziesz mnie wiosłem popychać, żeby było szybciej 🙂

  3. Ania
    Opublikowano 26 maja 2012 at 22:01 | Permalink

    Ja rozumiem, że teraz treningi z pływania odbywać będziesz wzdłuż Jazu Opatowickiego…

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius