Basen bez wody…. ale woda też później była.

Jak co wtorek cały dzień cieszyłem się, że wieczorem basen. Zawsze miło podpatrzeć jak ludzie potrafią pływać 🙂

Wypijam małą czarną, zabieram zabawki i do samochodu. Otwieram garaż, uruchamiam silnik…. wszystko ok. Ciut może za głośny, a może kofeina wyostrzyła moje zmysły…

Ruszam – jak zwykle przepisowo 😉 Po około kilometrze słyszę, że dogania mnie jakiś odrzutowiec. W lusterku zauważam snop iskier. Jak to? Nie jesteśmy w Krzesinach? Strzelają do mnie?

Urwał się tłumik i spadając na asfalt wykrzesał iskry. Szybko na pobocze, szybka ocena sytuacji. Do Wro już nie pojadę. Pierwszy lepszy patrol zatrzyma mnie ryczącego na pół miasta. Zawracam i bocznymi ścieżkami powolutku, żeby nie budzić potwora dojeżdżam do domu….

Następnego dnia niewyżyty po pracy postanowiłem skoczyć na dziesiątkę 🙂 Kłusuję po wałach i … mijam trenera.

Droga zaplanowana tam i z powrotem, więc w powrotnej drodze … mijam trenera.
– Mariusz! Za pół godziny trening! Będziesz?

– Tak! Ja tylko powolutku się rozgrzewam – odkrzykuję mijając go w biegu

Na ostatnim kilometrze skurcz dwugłowego uda w prawej nodze. Lekki. Rozmasowuję w biegu. A jak mnie złamie na treningu?

Z biegu wyszło 5:24 🙂

Szybki chłodzący, nawet zimny prysznic i do budynku obok na wiosła. Wchodzę pare minut przed.
Wioślarska czwórka już mieli wodę 🙂 Wojtek zabrał mnie i Maćka, który właśnie wyszedł z szatni, na ergometry wioślarskie.

Chwilunię „powiosłowaliśmy” na sucho i przyszedł trener.
– Zabierz ich na wiosła, niech nie kaleczą – powiedział uprzejmie  ]:->

Wróciliśmy do basenu. Po dwudziestu minutach wiosłowania, w różnym tempie, które nadawał Wojtek załapaliśmy wszyscy o co chodzi 🙂 Wiosłami wychodzi to jakoś naturalniej.

Powrót na ergometry i czas na test. 1000m na czas.

Pierwsze 400m jakoś szło potem walka o przetrwanie 🙂
Ostanie 100m „przyspieszam” tak,  że w ostatnim pociągnięciu spadam z wózka na podłogę wypuszczając z ręki uchwyt. Trener znów niezadowolony.

Leżę przez kilkanaście sekund na materacu. Na szczęście mięsień uda się nie odezwał….

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Mariusz Świątczak. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (4)

  1. Maciej Garncarek
    Opublikowano 8 marca 2012 at 18:03 | Permalink

    Są u mnie na blogu 🙂

  2. Bulba
    Opublikowano 8 marca 2012 at 15:25 | Permalink

    Pokażcie! Plis 🙂

  3. Maciej Garncarek Maciej
    Opublikowano 8 marca 2012 at 14:59 | Permalink

    leżał trochę więc zdjęcie mam i jest nieporuszone 🙂

  4. Michał Wojtyło Michał Wojtyło
    Opublikowano 8 marca 2012 at 14:35 | Permalink

    Za piankę za płacę kartą , za rower zapłacę kartą … ale Mariusz na podłodze … widok bezcenny 🙂 i w takich momentach przydały by sie nagrania z kamer przemysłowych… tak czy siak czas całkiem niezły wykręciułeś ( wywiosłowałeś 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius