Basenowe zwierzę

Sobota, rano praca, potem pływanie. Siły wróciły . Oddaje krew do badania w Klinice Kardiologii. Na USG umawiam się w środku tygodnia. Na pół godziny przed basenem spotykam red. Piotra Pietraszaka, idzie biegać na bieżnię bo na zewnątrz rzuca żabami. Miło gawędzimy o sporcie i o planowanych startach, ale jak myślę zachowywał czujność zawodową.Taki ma job.

Na ławkach spotykam Krystiana, też przyszedł, ale jego przedramię zdobi krwiak po pęknięciu żyły w trakcie pobierania krwi do badań.

Na basenie pustawo. Wybieramy tor z opisem,  dla szybko pływających. Jest nas dwóch i nasze szczęście nie ma granic, a wtedy pojawia się ONA; Prawdziwa duża, rozłożysta Królowa turystycznej żabki wykopywanej na boki…

No cóż triathlon w pływaniu to kontaktowy sport. Już dawno przestało mi przeszkadzać, że płynę wśród bąbli powietrza bez większej widoczności, nie przeszkadza także kontakt z nóżkami płynącego przede mną. Tak jest na starcie w IM, że można zostać dosłownie wymłóconym.

Staram się Żabkę, która coraz bardziej przypomina pełna zębów Orkę wyminąć z lewej, delikatnie sygnalizując „smyraniem” po kopiących stópkach …puść Rusałko…może przy nawrocie kiedy robimy koziołka ?

Lecz złośliwa Orka kopie by trafić i stara się utrudnić mijanie. Zastawia lewą stronę przekraczając środek toru, no cóż mykam przy linie po prawej,  nie pozostawiła wyboru, a pływamy co najmniej trzy razy szybciej od rozgwiazdy. Widać, ze cały czas próbuje nas zablokować i wściekle kopnąć; ot taki wodny koń. Uświadamiam sobie że mamy na torze wściekłą hipopotamicę i że nie będę się więcej tym zajmował bo szkoda cennego czasu treningowego i przejmowania się czymś co tak naprawdę nie ma znaczenia dla mojego pływania. W tych warunkach jakie są, muszę za wszelką cenę zrealizować założony plan, a nie tracić energię. Przecież na trasie IM mogą dziać się rożne rzeczy i wystąpić różne niedogodności. Czy przerwę wtedy pływanie, jazdę na rowerze czy bieg?

Gdy to pojmuje to dalej  „mielę” wodę swoim tempem „młócąc” po drodze i hipopotamicę. Wyraźnie łagodnieje, a po chwili zdaje się już mnie unika.

Z powodzeniem realizuje założony przez Trenera plan treningowy.

PS. Wszystkie Zwierzęta duże i małe, którym nadałem cechy ludzkie, a tym samym  w tym „uraziłem” bardzo przepraszam.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (5)

  1. daga
    Opublikowano 14 kwietnia 2012 at 21:44 | Permalink

    :), ;)), hi, hi, hi, hi Maćku, różnorodność fauny w basenowej wodzie przyprawia o zawrót głowy. Jednakowoż Twoje poczucie humoru oraz szybkie, pozytywnie konstruktywne wyciąganie wniosków jest godne podziwu.
    by the way, bardzo fajnie czyta się Twoją-Waszą RAT-kową twórczość radosną:))

  2. Artur
    Opublikowano 13 kwietnia 2012 at 23:20 | Permalink

    Hahahaha:) Dobre Maciek!:) No ale tak sie na basenie zdarza. Przyjemnie bylo Cie spotkac dzisiaj nad woda. Zrobilem dobry trening. No i wieczorem bieganie. Trzymaj sie!

  3. Maciej Garncarek Maciej Garncarek
    Opublikowano 13 kwietnia 2012 at 22:58 | Permalink

    Właśnie pomyślałem ,ze mogliśmy też zatruć wodę w basenie albo wpuścić jadowitego węża 🙂

  4. Krystian Mrozik Krystian Mrozik
    Opublikowano 13 kwietnia 2012 at 22:52 | Permalink

    Dzięki, że ująłeś mego krwiaka, bo ja jednak o nim nie będę pisał:). Poza tym zyskam może jakieś fanki, po tym jak bohatersko pływaliśmy z krwiakiem na przedramieniu w jednym basenie z piranią.

    • Olimpia Łabuz Olimpia Łabuz
      Opublikowano 14 kwietnia 2012 at 15:01 | Permalink

      To był krwiaczek 🙂 fanki nie dajcie sie nabrać 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius