Bieganie…jak w Afryce

Czwartek miał być jak każdy inny o 18 bieganie na Stadionie Olimpijskim, dziwnym trafem mój zakręcony dzień sprawił, że zgubiłem jedną ze skarpetek (nie wiem gdzie i nie wiem jak to możliwe, nieważene 😉 ). Trening zawsze zaczynamy od 2 – 3 km rozbiegania, następnie zadania biegowe. Po kilkunastu minutach poczułem w lewej nodze na pięcie kamienia, ot zwykła rzecz. Wyciągam go od razu by nie mieć, otarcia, sciągam buta, a tu pęcherz wielkości żołędzia. Myślę no nie… nie mogę odpuścić treningu, zwłaszcza, że w ostatnim czasie walczę o każdy trening (częste wyjazdy). Zadania czwartkowe, to zazwyczaj bieganie na bieżni, tak zwane rytmy. Bez zastanowienia podjąłem decyzję, że biegam na boso.

Pierwsze metry, przypomniały mi uczucie z dzieciństwa, kiedy jako mały chłopiec będąc na wakacjach u Babci, chodziłem zazwyczaj na boso, czy to po ogródku czy po drzewach 😀 Pierwszy kilometr i pierwsza różnica, bieganie na boso nie jest tym samym, co bieganie w butach biegowych. Podłoże, niby trawa, jednak amortyzacja jest znacznie mniejsza przy mojej obecnej wadze 86kg, kolana bardzo poczuły pierwsze dwa okrążenia. Nie wiedziałem, czy trening kontunuować dalej, ale myślę sobie ulicha, przecież kiedyś ludzie takich butów nie mieli, a w Afryce do tej pory biegają na boso. Zacząłem po inżyniersku 🙂 co zrobić by problem kolan zniknął, mechanicznie kolana po prostu dostawały za duże obciążenie (podobno jak ktoś to wyliczył nacisk na kolano jest równy czterokrotnej masie – u mnie 344 kg – dużo). Wniosek, zmiana geometrii biegania (specjaliści od biomechaniki by mnie udusili), kombinowałem z rozmiarem kroku, jednak większy krok, większa szybkość, kolana dostawały jeszcze mocniejsze strzały obciążenia. Lecimy w drugą stronę, kroczki małe, kadencja jak największa plus uginanie kolana przy dotknięciu stopą o powierzchnie. Zaczęło pomagać. Oczywiście moje bieganie zwróciło uwagę, bardziej doświadczonych kolegów, którzy zaraz to ostrzegali mnie bym nie złapał kontuzji. Na szczęście do końca treningu nic takiego poza paroma kamieniami w stopie się nie przydarzyło.

Po treningu moje ‚podeszwy’ były czarne jak węgiel, poczułem się jakbym biegał w Afryce. Powiem Wam nie ma większej satysfakcji jak bieganie ‚na naturalu’ z fajnymi ludźmi kiedy człowiek ‚czuje ziemię’ po której biega.

Polecam stronę runningbarefoot.org (bieganie boso)

A to nasze butki do codziennych treningów 🙂

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krzysztof Borowiecki i otagowano jako , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius