Biegnij, biegnij… zdobądź Zamek Książ

W tym roku wiosna nas nie rozpieszcza, zaś treningi do zrealizowania samemu odbyć trzeba, bo forma znacznie szybciej odchodzi niż przychodzi. Podobno ten stosunek jest jak 1:3, tydzień niebiegania jest tożsamy z 3 tygodniami odrabiania formy. Ostatnio miałem okazję spędzić kilka dni w Wałbrzychu. Były to dni świąteczne, więc stół był suto zastawiony 🙂 zazwyczaj święta to wielka wyżerka i nawet człowiek jak już jest najedzony, to co chwila myśli czego tu jeszcze można by było spróbować. Ostatnia kontuzja i jej echa skutecznie u niemożliwiły mi bieganie, jednak teraz miało być inaczej… I było 🙂 Dzielnica Podzamcze w Wałbrzychu niemalże sąsiaduje z obszarem objętym programem Natura 2000, zaś nieco dalej jest Książański Park Krajobrazowy. Dodatkowo kuszący był fakt ponownego zobaczenia Zamku Książ, nota bene jednego z najpiękniejszych zamków w Polsce, a już na pewno najładniejszego na Dolnym Śląsku.

Pobudka 7.30 za oknem wieje niemiłosiernie i co chwila jakby popadywało, krótka myśl by może wrócić do ciepłego łóżka 🙂 jakby nie triatlon i motywacja non stop przekazywana przez trenerów, pewnie bym wrócił przewracając się na drugi bok. Jednak do Triathlonu trzeba podchodzić z szacunkiem i jak to się mówi TMZO – Trening Musi Zostać Odbyty czy opity, w sumie to jedno i drugie 🙂

Cel na bieganie to zrobić ok. 10 km, ważne by dobiec do Zamku 🙂 i móc nacieszyć się widokiem który był identyczny dla rodziny Hochbergów czy Władysława II Jagiellończyka. Bieganie rozpoczęło się dość wilgotnie, pierwsza krawędź lasu i od razu bardzo podmokłe tereny. Jakoś udało się przebrnąć. Zaś sam las…jak to las, pełen tajemnic, ten jest wyraźnie bajkowy…

Bieganie po Parku Krajobrazowym to niesamowity odpoczynek dla głowy, duszy i ciała. Oczy nie mogą nacieszyć się widokami, uszy dzwiękami i te promyki słońca przebijające się przez jasnozielony wiosenny las. Każdy ma w życiu momenty gdy widzi widoki zapierające dech w piersiach, dla mnie to był właśnie taki moment. Może tego dnia nie czułem powera na bieganie, jednak chciałem więcej i więcej, biegłem przed siebie. Bieganie po ‚górach’ znacznie różni się od mojej wrocławskiej trasy która jest niemalże idealnie płaska. Nogi, ręce, oddech mięśnie wszystko inaczej pracuje, jednak bieg pomimo swoich trudności jest znacznie ciekawszy. Dobiegłem na Zamek Książ, piwo Złoty Pociąg było w ofercie tamtejszej Karczemki, jednak było zdecydowanie za zimno. W międzyczasie padł mi telefon, i pobiegłem na orientację, po chmurach i słońcu, po wzgórzach. Postanowiłem gonić śladami ścieżki Hochbergów, jest ona tak kręta, że straciłem orientację i z 10 km zrobiło się 17km. Byłem zmęczony, padałem na twarz, jednak następnego dnia zrobiłem dokładnie to samo, już z GPS z aparatem.

 

 

Mapka poniżej widać jak bardzo trasa jest zakręcona i jak łatwo można stracić orientację, zaś te małe ząbki pokazują niemalże podbiegi pod ścianę.

 

Dodatkowe piękne widoki

Przygodo trwaj!

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krzysztof Borowiecki i otagowano jako , , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius