biegowe inspiracje

Ultramarathon Man, Dean Karnazes, zainspirował mnie ponad rok temu, kiedy przygotowywałam się mentalnie do ultramaratonu. Bardziej niż fizycznie bowiem, trzeba być mentalnie przygotowanym na niekończący się – na pozór – bieg, na ból, na zniechęcenie, na nudę.

Ciekawie konfrontować własne treningi, trwające 90 czy 190 minut, z całonocnym biegiem wzdłuż autostrady, podczas którego się przysypia… trochę to ekstremalne, powiedziałabym, ale jestem w stanie zrozumieć takie ekstremum.

Dean stawiał sobie wyzwania. Najpierw pobiegł bieg 50-milowy po górach, trochę się zmęczył… zabawne było zakończenie dnia po biegu 😉 niekoniecznie dla niego wówczas zabawne, ale mnie rozbawiło.

Potem szarpnął się na 100-milowy Western States, który jest już nie lada wyczynem. ostatni odcinek trasy pozwalano biec z kompanem, który miał kontrolować stan ciała i umysłu zawodnika, a także pomóc wytrwać do końca. Dean minął na trasie dwóch komandosów, których wcześniej spotykał na treningach, a z których jeden teraz był kompletnie nie do życia, wnętrzności odmówiły posłuszeństwa… drugi nie mógł go zmobilizować ani wskrzesić do kontynuacji… byli w totalnym szoku na widok Deana, który SAM, bez wsparcia, pokonuje ten dystans i do tego po raz pierwszy. nie było to dla niego łatwe, w końcu doczołgał się do mety.

Przypadła mi też do gustu metoda Karnazesa na udział w biegach masowych… Dean często dobiegał na trasę maratonu… a dobiegnięcie zajmowało kilka godzin, bo było to kilkadziesiąt kilometrów, a potem taki maraton robił w 3h 30 min. albo krótszym. ha ha.

„One foot in front of the other”, to hasło przewodnie na pokonywanie kryzysów na trasie. Nie myśleć o 15 kolejnych kilometrach, które trzeba zrobić, tylko o małych kroczkach: dobiec do drzewa, do zakrętu, do skrzyżowania… a potem kryzys mija i jest lepiej.

Póki co, bieganie w toku, daje się odczuć przerwa w wybieganiu, jako że większość sezonu poświęcona była rowerowi i zakładkom [trochę roweru – trochę biegania]. Teraz nogi czują i odczują jeszcze więcej – przypomną sobie, mam nadzieję – co to znaczy bieganie.

Cytat z trenera McTavisha: „If it felt good, you didn’t push hard enough. It’s supposed to hurt like hell.” I z tym mam największy problem!

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Kinga Zakrzewska. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (3)

  1. Opublikowano 29 września 2012 at 22:09 | Permalink

    I discovered your weblog website on google
    and examine a few of your early posts. Proceed to maintain up the
    excellent operate. I just further up your RSS feed to my MSN News Reader.
    Searching for forward to studying extra from you in a while!

  2. Michał
    Opublikowano 21 września 2012 at 07:44 | Permalink

    It’s supposed to hurt like hell – chyna wiem co miał na myśli pisząc te słowa… a sobota dopiero przedemną 🙂

  3. MrFluffy
    Opublikowano 19 września 2012 at 15:03 | Permalink

    Busy at work today then 😉

    It’s a great book, very motivational. You will need to remember some of this at the RRR!

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius