Drużyna Pierścienia

 

 

 

 

 

 

Pogoda w niedzielę wreszcie dopisała i ruszyliśmy na trasę w kierunku Sobótki.
U podnóża Ślęży asfalty na tyle się poprawiły, że rozpoczęliśmy ostre treningi z przyspieszeniami i szybkimi zmianami.

Zmęczenie i chwila nieuwagi sprawiły, że dwie osoby znalazły się na asfalcie i bardzo przykro się obtarły i poobijały.
Wezwaliśmy na pomoc moją córkę Annę, która przyjechała z Wrocławia a następnie ewakuowała Kingę i Tomka.

Reszta ruszyła drogą na Tąpadło. Charty przodem( Olimpia, Trener, Michał) oraz ogony ( Marcin i ja) z mozołem forsowaliśmy przełęcz.

Szczęśliwie zachowałem zapas sił i dalszy bardzo szybki trening, początkowo z góry ale następnie przez mocno pofałdowany teren znosiłem dobrze mimo znacznego tempa.

Gorzej było z Marcinem, zaczęło go mocno boleć kolano. Trener podjął decyzję, że odstawiamy Marcina pod Wrocław.
Dalej ruszyliśmy drogą na Oławę i tak zostało nas już tylko czwórka.

Tempo wzrosło, Michał ciągnął na zmianach jak szalony ( nazwałem go Kilerem).

Jechaliśmy 37-40 km/h i gryzłem własny język by to wytrzymać. Jeszcze jedna góra z podjazdem i na szczycie pomyślałem, że następnej nie zniosę.

Szczęśliwie ta była ostatnia i wpadliśmy do Oławy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Uzupełnienie bidonów i w drogę powrotną do Wrocka przez Św. Katarzynę.

Poczułem, że mięknę z głodu, szczęśliwie baton energetyczny przywrócił mi siły.
Trener skręcił na obwodnicę Wrocławia, a ja z Olimpią i Michałem pomknęliśmy do mnie na Ołtaszyn.
W domu już czekała na nas kąpiel i ciepły i obiad złożony z zupy jarzynowej z kluskami i pieczonej wołowiny z sałatą i co najważniejsze z makaronem. Pychota
Moje Dziewczyny wzniosły się tego dnia na wyżyny ewakuując poszkodowanych z Sobótki i karmiąc wygłodzonych.

Bardzo dziękuję w imieniu RAT-u i własnym.

Tego dnia przejechałem 165 km, okresowo w zawrotnym tempie i zniosłem to przyzwoicie.

Nadal mam małe pojęcie o żywieniu podczas jazdy na rowerze. Kolejny raz miałem hipoglikemię do której nie powinienem dopuścić. Muszę to wszystko na start szczegółowo zaplanować.
Wytrzymałość ogólną uznałem w świetle faktów treningowych jako przyzwoitą, biorąc pod uwagę że utrzymałem się z najsilniejszymi w grupie, szczęśliwie nie pękając niczym przysłowiowe najsłabsze ogniwo.
A i reszta grupy zdała mi także zmęczona. Wywiad doniósł, że jakoby Trener po dojechaniu do domu poszedł spać.

Ja tam w takie oszczercze plotki nie wierzę. Naszego trenera nic nie zmęczy.
Po tym treningu urodziło się natychmiast pytanie. Jak po tym rowerku pobiec maraton?
Niebawem mam się przekonać, ale na samą myśl mam gęsią skórę i okulary zachodzą mi mgłą.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (3)

  1. KS
    Opublikowano 8 maja 2013 at 09:47 | Permalink

    He, he! To są podłe pomówienia!
    Trener po dojechaniu do domu spędził miłe popołudnie i wieczór uzupełniając płyny i węglowodany w towarzystwie naszego Hawajczyka Marcina Koniecznego i szanownej Małżonki :). Na liczniku po objechaniu obwodnicy (jak donosi wywiad) miał 196 km, ale na propozycje dokręcenia 4 km po osiedlowych uliczkach stanowczo odmówił 🙂

    • Maciej Garncarek Maciej
      Opublikowano 8 maja 2013 at 11:52 | Permalink

      dlatego nie dałem wiary i stanowczo się odcinam, od tych podszeptów podłych wichrzycieli i zaplutych karłów reakcji. Zmęczyć Trenera się nie da i wie to każdy pionier Triathlonu a chwasty zostaną wyrwane…

  2. Opublikowano 8 maja 2013 at 07:49 | Permalink

    ja tez nie wiem jak mozna po 7 godzinach na rowerze w ogole zrobic dwa kroki… ktos, kto da rade, musial najwyrazniej zaprzedac dusze diablu… 😛

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius