Dwa światy – który lepszy?

Operowy relaks

Wczoraj byłem w operze:). Zamiast termoaktywnego longsleeva i leginsów przybrałem równie czarny garnitur. Nie był to mój pierwszy raz i można powiedzieć, że jestem w miarę doświadczonym operowiczem, ale muszę przyznać że mam pewną słabość. Mianowicie operową senność. To, że mam za sobą kilka spektakli nie wynika tylko z faktu, że Asia je uwielbia, ponieważ ja też lubię. Ale jak już wspomniałem łączy się to z nieodpartym poczuciem senności. Gdy tylko zasiadam w wygodnym fotelu na przeciwko sceny, nie potrzebuję dużo czasu aby nastąpił wyrzut sporej ilości melatoniny do krwi.

Senne okrążenia    

Zasiadam wygodnie, w głębokim fotelu, światła się przyciemniają, zaczynają wybrzmiewać pierwsze skrzypce, na scenie pierwsze światła, a ja już wiem z czym to się wiąże. Tętno spada do 45 – spokój, błogość i zanim na dobre rozświetli się scena , ja już jestem po pierwszym okrążeniu rowerowym w Klagenfurcie. Jadę w pocie czoła, mijam kolejnych zawodników i słyszę nieco dziwny gwizdek sędziego przywołującego mnie do porządku za nie przestrzeganie „non draftu”, za chwilę drugi raz i lekkie zdumienie, że jakoś dziwnie brzmi, za trzecim gwizdkiem pierwsza trzeźwa myśl – „co ja robię w kościele” (bo tak właśnie w rzeczywistości brzmiał ten dźwięk) i okazuje się, że to gong oznaczający koniec pierwszej przerwy podczas spektaklu. No więc dochodzę do siebie, skupiam się, zwieram do boju wytrzymałościowego i oglądam. Nie powiem – ciekawi mnie, naprawdę. Ale co zrobić, jak za chwilę jestem znowu w Klagenfurcie, na podjeździe. Tym razem nie przyjemny odcinek, bo jest tak stromo, że nie jestem w stanie pod niego podjechać. Z każdym obrotem pedała, jest jeszcze dalej do szczytu i jeszcze bardziej stromo. W końcu tak stromo, że spadam z roweru(chyba?) i jestem znowu we Wrocławiu. Jak spadałem z roweru to mało widzowi za mną nie rozbiłem nosa, tak mi głowa poleciała. Ale nie ma tego złego… Opadnięcie głowy, jednoczesny upadek na rowerze tak mnie otrzeźwiły, że wróciłem do Wrocławia na co najmniej 30 minut. Po tym czasie, jednak  spokój „usypia” moją czujność i nagle płynę, płynę, mielę rękoma i stoję praktycznie w miejscu, jakby ktoś mnie na linie trzymał, męczę się strasznie, wiem że mogę, ale jednak jakoś nie idzie. Zwiększam więc kadencję ruchów i jakoś powoli ruszam do przodu, ale nagle ktoś mnie szturcha. To znowu ten gościu (hmmm jaki?) w każdym razie to ON (jeśli ktoś oglądał serial „Lost” to tam byli TAMCI), płynie i mnie szturcha, nie wiem o co mu chodzi, ale nie mogę od niego odpłynąć, aż w końcu kolejny szok i siedzi już obok mnie Asia i rzecze: „no Krystian!”. Na co ja: „no już, już”, ale zbuntowany myślę: „w następną niedzielę zabiorę Cię na 5h treningu przed Operą to zobaczymy, czy będziesz mi krystianować”. Po czym znowu „odpływam”, nie wiem na początku dokąd, ale w momencie gdy słyszę gromkie brawa stoję na jakimś podwyższeniu i dookoła, pełno kibiców w białoczerwonych strojach. O! Poznaje! To jesteście wy w kibicowskich strojach Radia Wrocław, a to jestem ja na podium Ironmana – ołłł jeeea. Po czym kolejne uderzenie rzeczywistości. I to najmocniejsze, prawie jak bejzbolem. Wcale mnie ten szok już nie dziwi, więc szybko łapię orientację, że znowu jestem we Wrocławiu i muszę klaskać, dla artystów. I może swoją grą aktorską mnie nie urzekli, to jednak wspaniałe, spokojne dźwięki orkiestry oraz śpiewu bardzo mocno ułatwiały mi relaks. Tak, więc na regenerację polecam operę z wyrozumiałym partnerem.

Trochę prawdy

Lubię chodzić do opery, ale 10 jednostek treningowych tygodniowo, co przekłada się na niedospany tydzień + 5 godzin treningu tego samego dnia przekłada się na niedyspozycję na którą „nie ma mocnych”. Wiem to, dla przykładu Asia tata po pierwszym akcie, musiał wracać do oddalonych o 200km Żar, ponieważ „zostawił żelazko włączone”.

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krystian Mrozik. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (3)

  1. Krystian Mrozik Krystian Mrozik
    Opublikowano 26 lutego 2013 at 22:58 | Permalink

    Dzięki chłopak, pozdrawiam:)

  2. RobertP
    Opublikowano 26 lutego 2013 at 11:53 | Permalink

    Przeczytałem z przyjemnością. Fajne znać kogoś, kto chodzi do opery i jeszcze nie wstydzi się o tym pisać :).

    Ja próbowałem ale opera budzi we mnie nie tylko senność ale i agresję (jak już się obudzę). Bardzo natomiast lubię niektóre rodzaje muzyki tzw. poważnej (np. barok) i balet. Twój tekst podrzucę natomiast żonie i jej koleżankom bo mają ten sam problem co Ty. Dziewczyny strasznie to stresuje, tak bardzo, że ostatnio przestały odwiedzać operę. Mam nadzieję, że Twój tekst je ośmieli – z góry dzięki…

  3. Artur
    Opublikowano 26 lutego 2013 at 09:33 | Permalink

    No Krystian! Przeszedles samego siebie! Juz dawno sie tak nie smialem czytajac felieton!:))) Znakomity!:))) Pozdrawiam Wszystkich „meczacych sie” z Ratu-tez „lekko” zmeczony:)

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius