Dziennik TRIeningowy czas zacząć!

No i wybrali akurat mnie! Numer 136 przyniósł szczęście! Będzie wisiał na okapie w kuchni, dopóki nie wyblaknie.

Mam na imię Ola i będę prowadziła bloga TRIeningowego. Będę pisać o moich zmaganiach z ciałem i próbach sumiennego odhaczania wszystkich aktywności fizycznych w planie. Będę Was informować o mojej systematyczności, czy też jej braku. Mam nadzieję, że to pierwsze jednak!

Ogłoszenie mówiło coś o oderwaniu nas od kanapy i siedzisk…  Na sobotnich treningach były obecne same pro osoby. Ja nie przynależę do tego składu. Gdy mnie wybrano, pomyślałam więc, że to jakiś żart. No ale cóż, uważam że raz się żyje i podejmę to wyzwanie. Poszłam więc na spotkanie numer jeden. Poniższe zdjęcie wysłałam przyjaciołom z Wrocław Triathlon Team, którzy w ogóle namówili mnie na wypełnienie ankiety konkursowej!

Wchodzę na spotkanie. Miło, nie powiem. Małe wywiady, zwiedzanie Radia, nienachalny fejm (robili jakieś fotki), miłe przyjęcie. Ekipa z Radia Wrocław  jest niesamowicie otwarta i bardzo pomocna. Obawiałam się jednak nieco trenerów (kurczę, co to jest zegarek Suunto? zapytać na głos, gdy czegoś nie zrozumiem? a co, jak uznają mnie za ciamajdę roku?).

Pianka, alu, karbon, buty biegowe, buty startowe, NIE dla butów z Lidla (to stało się naszym wewnętrznym żarcikiem w grupie), aplikacja Training Peaks, bojka, płetwy, łapki – dużo tej nomenklatury jak na pierwsze spotkanie, ale jakoś ogarnę!

 

Zakupy.

Będąc na zakupach w Tesco zauważyłam półkę (ba, sektor cały!) z całkiem niesłabym inwentarzem sprzętu rowerowego, ale wtem przypomniało mi się, że kask należy kupić z ATESTEM! To ważne!

Nie oszczędzamy zatem ani na kasku, ani na butach do biegania. Ze spotkania zapamiętałam też, że lepiej kupić nowy rower z niższej półki niż używany lepszej marki. Biorąc pod uwagę mój chroniczny brak czasu to rzeczywiście nie uśmiecha mi się lawirować od serwisu do serwisu z ukrytymi wadami mojego świeżo zakupionego starego-nowego roweru. Myślę więc, że trenerzy GT RAT mogą tutaj służyć naprawdę mądrą radą 🙂

Około 20:00, czyli jeszcze na spotkaniu w Radiu dowiedziałam się, że za parę godzin wstaję na basen.

Nie wolno się spóźniać. OK. 

Śpię więc jednym okiem, a drugim panikuję pilnując czasu i patrząc na komórkę czy to JUŻ. Czyli nie śpię.

W nocy tylko zaszywam zbyt głęboki dekolt w moim kolorowym stroju kąpielowym we wzory z dywanu. Niestety, nie mogłam znaleźć sportowego (tak, sportowy też posiadam…). Ale tamten też dał radę. No co? Przynajmniej miałam czepek i okularki 😉

Wtorek o świcie. Teatralna.

Uczę się pływać kraulem. Szczerze mówiąc, Alina (moja trenerka) jest wyrozumiała i nie czuję się przegrywem basenu. Bardzo stopniowo uczy mnie kolejnych aktywności:

  • dobre zasysanie okularków, żeby woda nie wpłynęła (to byłoby wykluczone, noszę szkła kontaktowe)
  • wydychanie powietrza pod wodą żeby wyeliminować duszenie się i co-chwilę-zachłystywanie powodujące wpadanie w panikę
  • dokładanie nożyc (nogami, ostre narzędzia na basenie nie wchodzą w grę)
  • pływanie z deseczką dla nieumiejących pływać
  • wykonywanie kompilacji: deseczka + oddychanie pod wodą + nożyce
  • pływanie z deseczką na plecach
  • obroty ramionami w tył (to chyba nie tak się nazywa profesjonalnie)

Wracam z basenu i bardzo zadowolona zaczynam dzień! Polecam. Nawet sowom 😉

Wtorek wieczorem. Park Grabiszyński.

Zabawy biegowe – tak przynajmniej było to zapisane w apce Training Peaks. Jak dla mnie te zabawy były jakimiś hardkorami biegowymi. Ale ja to ja. Traktuję TRIwyzwanie jako proces. Nie sądzę, żeby wybrali osoby, które od początku są skończonym produktem gotowym do podjęcia startu w Iron Manie. I tego się będę trzymać!

Przypomniał mi się tylko tekst mojej ulubionej uczestniczki projektu podczas rozgrzewki. ROZGRZEWKI.

– No hejka. Jak tam dziewczyny?

– Próbujemy nie umrzeć.

Czwartek. Sala Tortur.

Pamiętacie skoki przez kozła w SP? No, to sobie przypomnijcie. A zapach sali gimnastycznej? Bąble na rękach od wieszania się na drewnianych drabinkach? Ślizganie się po podeszwie i piszczące halówki ? Mam i ja 🙂

Grupa nie-do-zdarcia GT RAT ustawiła nam stacje ala crossfit (czy coś) i mieliśmy doświadczać pewnych przygód wzmacniających nasze mięśnie. Ja myślę, że moje się bardzo wzmocniły 😉

I tym akcentem zakończę mój dziennik TRIeningowy na ten tydzień, ale już nie mogę się doczekać kolejnego. Serio!

Ja – tygodnia TRIeningowego

Wy – pewnie wpisu…  😉 

Papa!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Aleksandra Dykta i otagowano jako , , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius