Dzwon

Poczułem ulgę, gdy po zrealizowaniu zaleceń trenera przebrnąłem przez sobotni trening biegowy złożony z dwóch tur biegania 25 i 15 km.

Od kilku miesięcy zmagam się z kontuzją nogi i o zeszłorocznych możliwościach biegowych mogę w tym roku zapomnieć .Trening przetrwałem, bez odznak uszkodzeń.

Nie żeby nie było ciężko, wszak to 40 km, prawie maraton.
W niedzielę zrelaksowany i o dziwo nie wyczerpany ruszyłem z Olimpią i Michałem na trasę około 120 km.

 

 

Mistrzunie testowali rowery czasowe, a ja zakupioną lemondkę. Z przyjemnością odkryłem jej zalety, szczególnie podczas jazdy pod wiatr.
Nasza trasa wiodła od Wrocławia przez Kąty Wrocławskie , Maniów i Sobótkę ze wspinaczką na Przełęcz Tąpadła i z powrotem przez Wiry do Sobótki i w drogę do Wrocławia. Do domu zostało już tylko 40 km.
Wtedy na zakręcie w Maniowie wpadłem w wyfrezowany w asfalcie prostokątny otwór i jego dłuższa ściana przytuliła moje koło dając efekt szyny tramwajowej. Krótki lot i dzwon.
Upadek spowodował liczne straty.
Obtarło mnie z każdej strony, zadrapania i wyrwane kawałki skory gównie na dłoniach, przedramionach , prawym boku uda i barku – jest nadzieja że wszystko odrośnie.
Kask do kasacji- zmiażdżony i połamany od prawej skroni, gdybym go nie miał pewnie już nic w życiu bym nie napisał.
Okulary sportowo-korekcyjne – kasacja bo obtarte i przełamane.
Ubranko RAT-owe podarte w wielu miejscach zarówno spodenki jak i koszulka, do niczego się nie nadaje.
Poważne kontuzje to ponowny upadek na prawy bark i na złamany w zeszłym roku obojczyk.
Wizyta na SORze na Borowskiej i wykonane zdjęcia nie wykazały nowego złamania, ale i tak mam teraz znaczne ograniczenie ruchomości z powodu stłuczenia i bólu.
No i opuchnięte i bolesne kolano.
Od tego wszystkiego zrobiłem się cięższy od ilości wchłoniętego podskórnie asfaltu.
Dla jasności, był to moment w którym nie jechałem na lemondce.


Dziś dzień trzeci, do ubrania koszulki potrzebuje pomocy, że nie wspomnę o skarpetkach, a to wszystko na 11 dni przed startem w IM.
Czuję się rozczarowany moim losem, włożyłem tyle pracy by się przygotować na 30 czerwca.
Po wypadku otrzymałem ogromne wsparcie od Bliskich, Trenera i drużyny RAT.
Może każdego dnia będzie lepiej, pod koniec tygodnia będę wiedział jak z pływaniem.
Musze jeszcze dokładnie obejrzeć rower. Michał to robił na miejscu wypadku i mówił ze poza obcierkami nic złego nie widać.
Pozostaje tylko się leczyć, prowadzić aktywną fizykoterapię i czekać…co los dalej przyniesie.

Ostateczne decyzje będą zapewne w przeddzień startu.
Jak idziesz na szczyt to nie narzekaj że masz pod górę. Ok, myślę tylko dlaczego ląduje niemal u podstawy góry?

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Maciej Garncarek Maciej
    Opublikowano 19 czerwca 2013 at 15:33 | Permalink

    Bardzo wszystkim dziękuję za słowa otuchy. Każdego dnia jest troszkę lepiej, więc wraca nadzieja.
    Mój potrzaskany kask i cała głowa są dowodem na to jak to bezwględnie ważny ekwipunek każdego rowerzysty. Dziś kupiłem nowy, równie dobry jak poprzedni.
    Bezkaskowcom rowerowym stop !

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius