Giro, molto bene!!!

Dzisiaj pierwszy trening od początku tygodnia. W sumie nie powinienem, ale już nie mogłem się powstrzymać. Poza tym 30km w miarę spokojnego kręcenia nie wpłynie raczej na mój stan, chyba że znowu mi się to przytrafi – podczas sobotniego treningu jakieś paskudztwo wpadło mi za koszulkę i pogryzło całe plecy. Zbytnio się tym nie przejąłem, ale po dwóch dniach byłem tak opuchnięty, że nie moglem już tego lekceważyć.  Teraz posłusznie wypełniam zalecenia lekarza, łykam antybiotyk i smaruję ugryzienia, ale paskudne czerwone plamy nie chcą zejść. Kolejne jednostki uciekają, a to już drugi tydzień „lenistwa”, wcześniej było przeziębienie po półmaratonie(a właściwie po pływaniu w jeziorze po półmaratonie – straszna głupota, po większych zawodach odpuśćcie sobie takie ekscesy). Leszno już w niedzielę, mam nadzieję, ze chociaż będę mógł wystartować…

Czas który poświęciłbym na treningi mogę za to chociaż w części wykorzystać na śledzenie kolejnych etapów Giro d’Italia. Mówcie co chcecie, ale oglądanie wyścigów wcale nie jest nudne, jest pasjonujące. Postronny widz zazwyczaj obserwuje, że jakiś biedny straceniec gna samotnie 150km tylko po to, żeby peleton dopadł go 2km przed metą. Ale jeżeli poczytacie trochę o tym wspaniałym sporcie, zagłębicie się w meandry taktyki, zasady budowania teamów, zrozumiecie, jak wiele zależności decyduje o tym czy ucieczka może się udać, czy nie. Np. w ucieczce nigdy nie bierze udziału nikt z liderów wyścigu. Taka akcja nie miałaby sensu, pozostali nie pozwoliliby takiemu delikwentowi na zbudowanie kilkuminutowej przewagi, gdyż mogłoby to dać mu zbyt dużą przewagę w klasyfikacji generalnej. Udany skok mogą wykonać jedynie zawodnicy, którzy nie liczą się w walce o czołowe miejsca. Mogą się za to pokazać, popisać swoja walecznością, a czasami nawet wygrać etap – w krajach o bogatej tradycji kolarskiej (Włochy, Francja, Hiszpania) zwycięscy etapów wielkich tourów stają się lokalnymi bohaterami.

Kiedy przez dłuższy czas obserwujesz twór zwany peletonem, dochodzisz do znanej wszystkim kolarzom zawodowym prawdy: żaden, choćby nie wiem jak utalentowany i wytrenowany lider nic nie osiągnie bez wsparcia swojej drużyny. Ba, o wiele łatwiej wygrywać, jeśli dana drużyna potrafi zjednać sobie przychylność innych. Można to osiągnąć na kilka sposobów. Przede wszystkim każdy kolarz pracuje na swoją renomę. Musi  jeździć przewidywalnie (bezpiecznie), oraz uczciwie pracować, to znaczy wychodzić na zmiany. Jeżeli jedziesz w ucieczce i nie wychodzisz na zmiany, czyli nie ciągniesz grupy, a na końcu dzięki zaoszczędzonym siłom „objeżdżasz” wszystkich i wygrywasz etap, to ciesz się tą chwilą szczęścia -następnej możesz nie doczekać, nikt już nie będzie chciał z tobą jeździć. Możesz być pewien że spotka cię kolarski ostracyzm i … bura od lidera teamu, twój egoizm położy się cieniem na opinii o całej drużynie. Jeżeli jednak uczciwie pracujesz i nie oszukujesz, inni będą cię szanować i chętnie z tobą współpracować.

Kolejny sposób na zwiększenie swoich szans na końcowe zwycięstwo to dawanie mniejszych lub większych przysług innym drużynom. Wyobraźmy sobie sytuację, ze drugi w klasyfikacji generalnej zawodnik ucieka wraz innym, należącym do innej drużyny i zajmującym odlegle miejsce. Pracują razem, ale ten pierwszy zyskuje więcej, cenne sekundy przewagi nad liderem klasyfikacji, do tego widać wyraźnie, że zachował więcej sił niż kolega z ucieczki. Tuż przed metą zwalnia jednak i przepuszcza go, pozwala wygrać etap. Traci zwycięstwo, ale honoruje wysiłek kolarza, który pomógł mu odrobić stratę do lidera, a do tego może być pewien, że cała drużyna etapowego zwycięscy będzie teraz jeździć tak, by się odwdzięczyć.

W peletonie często prowadzone są pertraktacje, zawierane sojusze, drużyny umawiają się która będzie pracować na danym etapie, czy będą jakieś wspólne ataki itp. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać nieuczciwe, niezgodne z duchem rywalizacji. Dla mnie jest to nieodłączny element tego sportu, podkreślenie, że tylko kolektywna praca pozwoli na sukces w tak morderczym wyścigu, jakim jest każdy z wielkich tourów. Poza tym, jak już mówiłem, o możliwości zawarci tego czy innego sojuszu decyduje ciężka praca i renoma drużyn i zawodników. Ja nie widzę w tym nic złego.

Jutro przedostatnia szansa na dołączenie do widzów tegorocznego Giro – odcinek z Treviso do Alpe di Pampeago. Morderczy, decydujący etap z pięcioma premiami górskimi. Jeżeli Ryder Hesjedal, który dzisiaj pojechał rewelacyjnie, nie pozwoli odskoczyć nikomu z liderów, najprawdopodobniej wygra wyścig po niedzielnej czasówce. Może wystrzeli w końcu Ivan Basso, kolega drużynowy Sylwestra Szmyta, który również dzięki jego pomocy zajmuje obecnie czwarte miejsce? Może Arkadiusz Gołaś (przez włoskich komentatorów zwany Golasem 🙂 zdobędzie się na ostatni wysiłek i powalczy o koszulkę lidera klasyfikacji górskiej? Po kilku dniach bez żadnych ataków spadł co prawda na trzecie miejsce, ale może jutro wszystkich zaskoczy?

Żeby oglądać tegoroczne Giro, nie trzeba nawet odchodzić od komputera. Transmisja wszystkich etapów dostępna jest na oficjalnej stronie wyścigu:

http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2012/en/index.shtml

(włoska wersja jest zwykle bardziej aktualna).

Dlatego wszyscy jutro do Siechnic a potem biegusiem do komputera. Emocje gwarantowane.

Ciao!

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Wojciech Górecki. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius