Half – ironman Borówno 02.09.2012 – Krystian fotorelacja

Niedziela – dzień świety, a że dzień święty święcić trzeba to ekipa RATu wraz ze swoimi wdowami triathlonowymi, dziećmi oraz ekipą radia świętuje to na swój sposób w Borównie kilka kilometrów za Bydgoszczą. 02.09.2012 startowaliśmy na dystansie half ironman, który zawierał 1,9 km pływania, 90 km pedałowania i 21 km biegu.

Zarys przygotowań

Pierwszy raz startowałem na tym dystansie, więc nie bardzo wiedziałem jak go ugryźć. Ponad to ostatnie zaległości treningowe, nie ułatwiały mi sprawy dlatego zamierzony czas był dość ogólny – w granicach 6h. Łączne  113km do zrobienia to już nie przelewki i gdyby to był tylko rower to można by się przetoczyć, ale w tych 113 jest 2 płynięcia i 21 biegnięcia. Takie liczby już zobowiązują, dlatego postanowiłem: jeśli  planu treningowego nie udało mi się w 100% dopilnować to psychicznie i logistycznie przygotuje się na 110%. Tak też się stało tydzień przed startem zastosowałem specjalną dietę, mającą na celu ułatwić organizmowi zmagazynowanie jak największej ilości glikogenu. Ponadto przygotowane na trasę w płyny, żele, owoce, batoniki były bardzo dokładnie rozplanowane zarówno ilościowo, jakościowo oraz czasowo. Myślę, że logistyka żywieniowa podczas zawodów zdała egzamin, ponieważ bez przerwy coś piłem albo jadłem, nawet jak już miałem dosyć. Najważniejszym potwierdzającym argumentem był fakt, że długo po ukończeniu zawodów nie byłem głodny, co w moim przypadku może wydawać się dziwne.

Start

Zaczęliśmy o godzinie 11, w tym momencie zawodnicy dystansu Ironman mieli 4 godzinę wyścigu. Pogoda po raz kolejny dopisała, ponieważ nie było upału, ani deszczu, natomiast lekko zawiewał wiaterek co podczas roweru sprawiało już problem.

Poniżej drobne intro. Do startu potrzebowałem motywacji, na co nadawała się nucona przeze mnie oraz Piotrka pieśń. Trochę śmiechu na odstresowanie jak najbardziej wskazane.

1. Pływanie

Jedna pętla miała kilometr, bez 50 metrów. Do przepłynięcia mieliśmy 2 pętle w blisko 400 osobowym tłumie. Do startu ustawiliśmy się z Kingą chyba w najlepszym miejscu ponieważ na wprost pierwszej boi. Jednak pierwszy szereg nie był już na tyle udanym wyborem, ponieważ pierwsze 2oo metrów to walka o życie. Ciągłe krztuszenie się, rozpychanie i rozglądanie żeby tylko ktoś nie kopnął w twarz, nie rozpiął pianki, czy po Tobie nie przepłynął. Na ten moment najśmieszniejsza sytuacja wydarzyła mi się na drugiej boi przy pierwszym skręcie, kiedy to jeszcze tłum się nie rozciągnął i przy skręcie zrobił się mały zator. Ponieważ startowałem idealnie w linii prostej, wraz z kilkoma osobami zostałem dopchnięty do boi, gdzie utworzył się „korek”. Nie ryzykując utraty czasu oraz ryzyka, że zaraz ktoś z tyłu po mnie przepłynie, lub Ci z przodu ruszając kopną mnie w brzuch, po prostu po nich przepłynąłem. Sytuacja nieco przypominała mi tę z filmów National Geo, gdzie zalegające na całej plaży morsy depczą jeden po drugim, zdążając w swoim kierunku. Cóż… przetrwają najsilniejsi. Pozwoliło mi to uzyskać bardzo dobry czas na pływaniu – 0:34:07. Przypłynąłem jako drugi, zaraz po Marcinie. Ponieważ dobieg do strefy zmian miał ok 300 metrów, organizatorzy pozwolili zdjąć wcześniej pianki i ubrać buty do przebycia tego dystansu. W tym celu nasze wspaniałe kobiety przygotowały, dla całej drużyny swoistą przed strefę zmian, odbierając od każdego RATowca piankę i podając buty oraz informując o wyniku. Po przebiegnięciu 300 metrów wpadłem do T-1 ubrałem tylko kask, okulary i dalej na rower

2. Jazda na rowerze

Na rowerze 3 okrążenia, każde 30 km. Jak wspominałem wcześniej, podszedłem nieco z ostrożnością do tego dystansu, co było widać na moim pierwszym okrążeniu. Średnia prędkość 31km/h, praktycznie spacer, mnóstwo wyprzedzających mnie zawodników. Na drugim wiedziałem, że muszę przyspieszyć, znacznie lepiej prędkość w granicach 33-34km/h. Po drugim okrążeniu tj 60 kilometrach nogi nie odczuwały żadnego zmęczenia, więc postanowiłem jeszcze przyspieszyć na 3cim okrążeniu. I tak też się stało, średnia prędkość 36km/h. Całość dała całkiem niezły wynik części rowerowej 2:49:24. Zanim jednak przejdę do biegu chciałem jeszcze poruszyć sprawę, która nie dawała mi spokoju podczas jazdy. A rozchodzi się o NON-DRAFT. Uważam, że podczas tegorocznych zawodów, nie było to przestrzegane na tyle ile organizator się zachwalał. Sędziowie (małoletni wolontariusze) nie pilnowali , a nawet jak już kogoś upomnieli to nie wyciągali konsekwencji. Poza tym 2 skuterki na 90 kilometrową trasę to zdecydowanie za mało,żeby upilnować towarzystwo. Nawet jeśli nie było grupek typowo kolarskich, to było wiele grupek zawodników, którzy trzymali dystans 2 metrów od siebie zamiast 10, rozjeżdżając się tylko na boki, przy jakichś skrzyżowaniach, czy skupiskach obserwatorów. Podsumowując, stwierdzenie organizatora podczas odprawy, że ich zawody szczycą się przestrzeganym NONDRAFTEM uważam za lekką hipokryzję, ponieważ byłem świadkiem wielu grupek o zacieśnionych więziach oraz kilku przypadków ewidentnej jazdy na kole. Poza tym organizację tej części uważam za bardzo dobrą, trasa płaska, wietrzna z dobrą nawierzchnią.

3. Bieg

Przy spokojnej jeździe zachowałem sporo sił na pół maraton. Dlatego na celu miałem dogonienie Mariusza, który odstawił mnie na rowerze. Po wybiegu ze strefy zmian szybko zorientowałem się, że nie zdjąłem pulsometru z kierownicy, ale od czego ma się kochaną Asię. Mój człowiek po haśle: zapomniałem pulsometru, załatw mi, przy następnej pętli dzielnie dzierżył pulsometr, który po nałożeniu wskazał wartość 172 ud na minutę. Bieg raczej bez większych emocji, poza pogubieniem rachuby w skomplikowanym systemie naliczania okrążeń za pomocą gumek. Trasa była krótka -2,5 km w jedną stronę co daje łączne przebycie jednej długości 8 razy. Trener miał rację twierdząc, że na tym odcinku poznam wszystkich zawodników. Przy każdym nawrocie 2 kubki wody na głowę, jeden izo w przełyk i jeden zgnieciony kubeczek na drogę. Trochę to mało, ponieważ lekko się przegrzewałem, jednak bidonu nie chciało mi się nosić, a mój logistyk Asia, zmagał się z innymi trudnościami losu(?). Ogólnie całość 21 km przebiegłem w bardzo dobrym czasie 1:41:54. Wyprzedziłem Mariusza i na celu miałem jeszcze Marcina, ale on z kolei gonił Michała, dlatego udało mi się zbliżyć do niego na 50 metrów biegnąc już na granicy wytrzymałości, co na mecie w połączeniu ze znakomitym wynikiem całego dystansu doprowadziło mnie do łez.

Podsumowanie

Ostatecznie mój wynik na dystansie Ironman 70.3 to 5:11:13 co przebiło najśmielsze oczekiwania, doprowadziło do łez i radości. Wyjazd uważam za świetny, myślę że grupa znacznie się na nim zbliżyła i nie mogę się doczekać do następnego:).

Poniżej zamieszczam kilka fotek z mojego aparatu:

Śmiechy chichy przed zameldowaniem w ośrodku

W strefie zmian przegląd sprzętu, nie wiedziałem że tak bardzo rzucamy się w oczy. Michał przy dopompowywaniu przebił koło, a Kinga jak się okazało 30 minut przed startem też ma kapcia.

Ponad 300 wariatów w całej okazałości

Wariat ja

START

Ławica

Michał na trasie

Marcin

Mario

Kryst

Kinia

Wojtek

Tomek

Maciek

Oli

Marcin biegnie

Ja i moje wsparcie

No i grupa RAT udziela jeden z wywiadów, które możecie posłuchać na naszej stronie. Lubię to foto, wszyscy zmęczeni, wyluzowani, „każdy sobie rzepkę skrobie”.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krystian Mrozik. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Mariusz Mario
    Opublikowano 5 września 2012 at 19:09 | Permalink

    Dziękuję Ci Krystian, że dałeś się wyprzedzić na rowerze, bo miałem motywację żeby uciekać 🙂 Chyba dzięki temu mam życiówkę w półmaratonie 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius