IDZIE STAROŚĆ

„Raczkująca” to i tak dużo powiedziane… Jam niewiniątko triathlonowe.

Mimo to, dzięki treningowi powoli oswajam się ze starością… Myślałam, że starość przychodzi w wieku późnym. Nie sądziłam, że tuż po trzydziestce to już, łudziłam się, że to będzie wokół sześćdziesiątki. A może nawet przesunie się bardzo elegancko za sprawą polityków…

Tymczasem mam wszystkie jej objawy…

Prawie nic mnie nie cieszy, nic mnie nie bawi. Ani romanse z kolegami z pracy, ani plotkowanie z koleżankami z sąsiedztwa. Ani szybka jazda samochodem. Nie chce mi się chodzić na duże imprezy. Kompletnie zdziczałam towarzysko. Nie mam czasu ani sił udzielać się. Nie bawi mnie nawet picie wódki. Za młodu człowiek lubił się od czasu do czasu sponiewierzyć i następnego dnia leżeć do 15:00 na kacu w śpiworze u przyjaciół, a przez ten cholerny sport odzwyczaiłam się od picia. To straszne – stoi naprzeciwko mnie pół litra, a ja nic, żadnych uczuć do tego pół litra nie żywię. Jest mi ta flaszka obojętna niczym miss polonia księdzu katolickiemu.

fot. M. Wojtyło

To jeszcze nic! Nie chce mi się wstawać z łóżka… To najgorszy efekt starości. Czuje się jak po zderzeniu z 10-tonową ciężarówką. Ból coraz większy, wczepia się w mięśnie niewidzialnymi haczykami. Rozpruwa od środka włókno po włóknie, dochodzi do kości. Bolą już nawet włosy i paznokcie. W nocy zdarza się, że ze snu budzą mnie skurcze zmęczonych mięśni. Tak co godzinę. Czasem sen dla wypoczynku nie wchodzi w rachubę. Po prostu nie da się zasnąć. Starość jest to sport morderczy. Jazda na rowerze górskim to przy IM letargiczny spacer. Rano wypluwam płuca na basenie, potem pedałuję w miejscu, dysząc i harcząc, aby następnie sapać jak lokomotywa na biegu,  a podczas rozciągania nie raz myślę, że się złamię jak stara wierzba. W życiu codziennym, też nie lepiej, mam problemy z koordynacją. I wiecznie coś wylatuje mi z rąk, czego dowodem jest coraz mniejsza ilość szkła w naszym domu.

Po treningu docieram do lodówki i jestem  gotowa połknąć 20 żeberek w sosie barbeque lub trzy pizze. Niestety znajduję tylko puszkę z pomidorami i główkę sałaty. Dom spokojnej starości… Nawet piwa nie ma! W kuchni są za to bardzo potrzebne różne fajne leki takie jak magnez, żelazo czy witamina C, BCAA, olej z wątroby jakiegoś rekina, który wzmacnia…

Nagle z zapaści wyrywa mnie myśl, że przecież nie raz wyobrażałam sobie, jak może wyglądać moje życie po życiu, lecz teraz  mam nadzieję, że go nie ma, bo ja CHCĘ SPAĆ…Starość jest wystarczająco trudna.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Olimpia Łabuz i otagowano jako , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (6)

  1. Ania
    Opublikowano 3 marca 2013 at 10:48 | Permalink

    Olimpia jest jedna witamina, która działa na wszystko, porozmawiaj z Michałem na pewno Cię uświadomi;)

  2. Kasia
    Opublikowano 25 lutego 2013 at 19:00 | Permalink

    a ja znam to zdjecieeeeeeeeeeeeee:) bylam tam- tuz obok wiewóryyy:)

  3. Krystian Mrozik Krystian Mrozik
    Opublikowano 23 lutego 2013 at 21:38 | Permalink

    Oli, musisz mieć CEL – np. codzienne zniszczeni min. 2 czołgów wroga:).

    • Olimpia
      Opublikowano 25 lutego 2013 at 15:14 | Permalink

      CEL PAL! Trzeba umówić się na obopólną terapię 😉

  4. Agga
    Opublikowano 23 lutego 2013 at 17:12 | Permalink

    Oli, to nie starość, to raczej depresja zimowa z braku słońca;
    spokojnie – dałaś radę 12 m-cy; dasz jeszcze 4;
    a o szkle dobrze wiedzieć – jakby jakieś prezenty:))

    • Olimpia
      Opublikowano 25 lutego 2013 at 15:09 | Permalink

      Tak Agga najlepszym wyjściem z trudnej sytuacji jest po prostu przez nią przejść… Trzeba być twardym i jak to mówią, byle do wiosny.. :).

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius