Kaszubski Kaper

Wstęp

Witam po dłuższej nieobecności. Z uwagi na fakt, iż jestem początkującym triathlonistą ciężko jest mi pisać ciekawe blogi wyłącznie w tematyce TRI. Dzisiaj będzie wpis na temat biegu na orientację. Każdy z nas ma jakieś poboczne zainteresowania, na pewno wśród naszych czytelników jest spora ilość osób która miała choć raz styczność z taką imprezą. Jeśli tak to super, jeśli jesteś biegaczem „ekstradystansowym”, „orientalistą” to jeszcze lepiej i tym prędzej zapraszam do lektury.

Informacje ogólne
17 czerwca 2012 roku w miejscowości Puck miał miejsce ekstremalny rajd przygodowy o nazwie „Kaszubski Kaper”. Jest to druga z cyklu impreza współorganizowana przez majora rezerwy i dowódce legendarnej 56 Kompanii Specjalnej. A. Kups na swoim koncie ma również organizację takich imprez jak „Selekcja”, „Kryptonim Kotlina”i kilka innych w których miałem przyjemność brać udział. Dystans po optymalnej trasie liczony był na 56 km i przewidywany czas pierwszego zawodnika był na 9 godzin. Szlak prowadził przez

  • Błota Puckie,
  • Groty Mechowskie,
  • Puszczę Darżlubską,
  • skraj brzegu Zatoki Puckiej – od Osłonina do Pucka.

Z licznymi punktami sprawnościowymi oraz kontrolnymi które należało zaliczać kolejno posługując się tą o to mapą(troszkę sformatowaną/zniekształconą na rzecz bloga). Punkty ponumerowałem w paintcie, dla lepszej waszej orientacji :

Pod punktami znajdowały się następujące konkurencje:

  1. Pokonanie czołganiem odcinka około 100m
  2. Wspinanie się po drabince speleo
  3. Marsz 3km w wodzie po pas
  4. Strzelanie z karabinków pneumatycznych w postawie leżącej bez podpórki
  5. Początek odcinka bagiennego – około 100m
  6. Czołganie
  7. Punkt kontrolny
  8. Strzelanie z pistoletów pneumatycznych do celu w postawie stojącej
  9. Punkt kontrolny
  10. Pokonanie odcinka wodnego kajakiem – około 1000m
  11. Punkt kontrolny
  12. Pokonanie na czworaka około 30m w Grotach Mechowskich
  13. Strzelanie z pistoletów pneumatycznych do celu w postawie stojącej
  14. Pokonanie czołganiem odcinka około 100m, wspinanie się po grubej linie
  15. Między 14 a 1 meta, do której trzeba było popłynąć 100m w zatoce a następnie wspiąć się pionowo po siatce rybackiej na wys ok 5 metrów.

W rajdzie wystartowało 51 śmiałków, puszczanych kolejno na starcie co 2 minuty od godziny 7:00. Każdy miał liczony indywidualnie czas netto.

Start 7:06

Start z numerem 03 o godzinie 7:06. Trasa do punktu 7mego nawigacyjnie była prosta, ponieważ przebiegała brzegiem zatoki. Technicznie bardzo ciężka patrząc z perspektywy orientalisty, natomiast z perspektywy maratończyka bądź triathlonisty nie do przyjęcia. Poza tym, iż odbywała się brzegiem morza 3 km prowadziły w wodzie po pas co bardzo wykańczało mięśnie biodrowo-lędźwiowe. Problemy zaczęły się między punktem 7 a 8, gdzie trzeba było obrać najlepszą trasę. Wyszło mi to średnio, ponieważ jak się później okazało był krótszy wariant, ale obranie go podczas biegu z potem spływającym po powiekach na wymoczonej w bagnie mapie nie jest łatwe. Tym bardziej, iż należy się zastanowić czy pobiec drogą asfaltową (o ok 4 km dłuższa trasa), niebieskim szlakiem tak jak zrobiłem to ja, bądź pobiec wzdłuż rzeki co może bywać (najczęściej jest) zgubne. W połowie trasy między 7 a 8pktem napotkałem dwóch innych uczestników z którymi to kontynuowałem bieg. Niestety nie trafiliśmy w odpowiednią drogę gruntową omijając wszystkie po kolei. Próbowaliśmy znaleźć tę odpowiednią, ale wszystkie sprawiały wrażenie łąk po których raz przejechał traktor, skutkiem czego okazało się, że pobiegliśmy całkowicie naokoło „trafiając” najpierw do punktu 9. Od 9tki  należało wrócić do 8 mki a następnie z powrotem obok 9tki na trasę. Był to najgorszy moment nie tylko dlatego, że nadbiegałem ok 5 km, ale i z powodu tego, że zostawiłem swoją grupę i biegałem po promieniu 300m wokół 8 mki która była sprytnie schowana na wzgórzu, marnując kolejne 20 minut. Po tym dramatycznym odcinku spadłem w klasyfikacji do ok. 2 dziesiątki. Dalej zaczęło się wielkie nadrabianie, nie miałem nastawienia na podium i nawet o nim nie myślałem tym bardziej po tak dużej stracie. Mijając na trasie kolejnych, czy to zbłąkanych czy zmęczonych uczestników zacząłem się podnosić na duchu. Odbywało się to na tyle skutecznie, że na odcinku leśnym który zaczął się za punktem 9tym, dobiegając do kajaków na punkcie 10tym, klasyfikowałem się na 6tej pozycji. Od tamtej pory oprócz myśli: „Jeśli chcesz przebiec 42 km po przejechaniu 180km na rowerze i przepłynięciu 4km, musisz przebiec TERAZ te skromne 60. Inaczej zapomnij o Klagenfurcie” prowadziła mnie również myśl: „Napieraj, będziesz w pierwszej 5tce!”. I mimo, iż było to w okolicach 35 km(!), na wyczerpaniu kontynuowałem bieg. Prawdopodobnie miałem szczęście, ponieważ między 10 a 11 punktem dogoniłem chłopaka, który 5 lat był zawodowym biegaczem na dystansach do 10km i postanowiłem się pod niego podczepić wiedząc, że on zajmuje 5pozycję. Biegłem z nim(nazwijmy go ŁYSY) długi czas zastanawiając się, czy odpuścić, czy jeszcze pociągnąć kawałek. Jednak motywowała mnie postawa łysego, skoro on może to i ja też. Miałem szczęście, że tempem nadążałem zanim, ale brakowało naprawdę minimalnego przyspieszenie, żebym nie nadążył. Po pewnym czasie zauważyłem, że łysy zaczyna opadać z sił. Pomyślałem, że to jego zagrywka taktyczna , że chce mnie zgubić ( bo wydawało się, że w naszej parze to on jest prowadzącym). Z uwagi na fakt, że zasuwaliśmy ostro nie chciałem go zostawiać i starałem się jak najdłużej motywować go do wysiłku. Po kolejnych km okazało się, że łysy naprawdę podupada i to teraz ja jestem prowadzącym. Mimo wszystko dalej nie chciałem go zostawiać wiedząc jak wiele mu zawdzięczam. Między 11 a 12 punktem wyprzedziliśmy 2 uczestników, a jak się okazało na punkcie 12 byliśmy kolejno ja pierwszy, on drugi, ponieważ prowadząca 2jka gdzieś pogubiła. Nie długo gdyż harpagani zaraz wrócili na trasę i w moment za 12stym punktem nas wyprzedzili. Między 12 a 13 punktem Łysy zaczął harkać, prychać, wymiotować, więc postanowiłem go zostawić i dalej udać się w samodzielną pogoń za pierwszą 2jką. Docierając na punkt 13 okazało się, że jestem pierwszy, ponieważ harpagani znowu zabłądzili na bagnach. Niestety totalne wykończenie oraz fakt, że z wysłużonej broni należało celować z boku puszki aby trafić w cel, sprawił że zmarnowałem ok 10 minut na strzelaniu i dałem się przegonić harpaganom po raz kolejny. Jak się później okazało dobrze, ponieważ pociągnąłem za nimi na skróty trasą, na którą sam bym nie wpadł. Między 13 tym a 14 tym punktem Harpagani się rozłączyli, prowadzący zniknął mi z pola widzenia drugi natomiast przebijał się czasem czerwoną koszulką na horyzoncie. Nie miałem zamiaru go nadganiać, ponieważ już byłem tak wykończony, że nie było o tym mowy, nawet jakbym chciał, lekki bieg utrzymanie tempa porównywalnego z szybkim marszem. Okazało się, że drugi jest w jeszcze gorszym stanie i na ostatnich metrach na wspinaniu po linie jego nogi nie wytrzymały i wyprzedziłem go wspinając się 500 metrów dalej na metę jako drugi.Jednak jak wspomniałem wcześniej, każdy miał czas netto i startujący z numerem 41 kozak miał najlepszy czas przesuwając mnie na i tak bardzo dobre miejsce 3.

Mój czas to 8h1min52sek

 

Odżywanie – 4 konkurencja w triathlonie

Dobrze mówi się, iż w triathlonie odżywianie jest 4 konkurencją. Doświadczyłem tego na własnej skórze mając w głowie słowa trenera. Kamelbak okazał się drogą do zbawienia, którym było picie po troszkę małymi łyczkami. A to dlatego, że 3 łyki za dużo jeśli nie doprowadzało do wymiotów to strasznie przeszkadzało pluskając w pustym żołądku. Po drugie umożliwiało skuteczne nawodnienie małym kosztem energetycznym, ponieważ organizm nie musiał walczyć z dużą ilością na raz, dokładnie sycił się małymi, ale skromnymi ilościami wody. Po za tym picie dużymi łykami z butelki (o której dźwiganiu nawet nie chcę myśleć) doprowadza do odwodnienia, bo wiadomo, że jak już czujesz pragnienie tzn. że organizm jest już odwodniony.I tak samo było z jedzeniem. Wsuwanie regularnie małych ilości bananów oraz snickersów okazało się kolejnym dobrym ruchem w 4 konkurencji. Piszę o tym dlatego, ponieważ miałem też moment kryzysu, w którym liście zaczynały smakowicie wyglądać (każdy kto miał kiedyś mocny wielogodzinny wysiłek wie o czym mówię) wtedy zjadłem na raz całego banana i snickersa, co potem sprawiało, że przez ok 30 minut zmagałem się z myślą czy nie zwymiotować tego z powrotem. Dokładnie też odczułem moment napełniania baku -mięśni glikogenem. Brak paliwa w mięśniach, jeszcze większy problem z postawieniem każdego kroku, który ustępował niemalże po 10 minutach od kilku kęsów banana. Było to niesamowite uczucie, po prostu czułem jak glikogen napływa mi do mięśni i zaczynam znowu biec. I tak samo z wodą, miałem moment kiedy zabrakło mi wody, wtedy łysy podarował mi trochę ze swojej butli i po kilku łykach czułem jak plamki sprzed oczu oraz otłumanienie umysłowe zaczyna ustępować. Można rzec, iż rozłożyłem 4 konkurencję na czynniki pierwsze doświadczając na własnej skórze jak jest ważna. Wnioski jakie z tego wysuwam to, fakt że jak już czujesz  głód i pragnienie to jest za późno.

Podsumowanie

Niesamowite przeżycie, wielu niesamowitych ludzi, wiele cytatów i sytuacji które pozostaną w mojej głowie do końca życia – Kaszubski Kaper (http://www.combat56.pl/extremum/kaszubski-kaper/kaszubski-kaper-2012).

 

 Na zdjęciu poniżej ofiara Kapra, nie bójcie się nic poważnego.

Wideo:
http://nctv.pl/bieg-kapra/

http://www.telewizjattm.pl/serwis-informacyjny/2012-06-18/18/kaszubski-kaper-2012.html?play=on

Zdjęcia:

autorem zdjęć jest Danuta Kups, więcej możecie znaleźć na stronie: http://www.combat56.pl/extremum

 

 

 

 

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krystian Mrozik. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (4)

  1. Opublikowano 30 czerwca 2012 at 13:01 | Permalink

    It’s enormous that you are getting ideas from this paragraph as well as from our dialogue made at this place.

  2. Lukee
    Opublikowano 27 czerwca 2012 at 10:20 | Permalink

    mi to już wygląda na ironmana…

  3. Gosia
    Opublikowano 27 czerwca 2012 at 07:47 | Permalink

    Gratulacje!Jestem pod wrażeniem,czy uczestniczyły również kobiety?

    • Krystian Mrozik Krystian Mrozik
      Opublikowano 27 czerwca 2012 at 21:19 | Permalink

      Hej, startowały 2. Jedna chyba ukończyła:)

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius