Kontuzje

Od początku roku zmagam się z różnymi kontuzjami , które spadają na mnie jak przysłowiowe gromy z jasnego nieba.
A przecież nie ma nic gorszego niż kontuzja, bo nie dość, że powoduje utratę budowanej z trudem kondycji, to jeszcze otwiera drogę do depresji.
W badaniach wykazano, że triathloniści najczęściej mają kontuzjowane : łydki, kostki, kolana, plecy, uda i ramiona. Z innych badań wynika, że prawdopodobieństwo kontuzji u triathlonisty wynosi 75 % w ciągu kariery startowej , natomiast u osób trenujących do dystansu Ironman ten sam współczynnik wynosi 91 procent ( J.F. Friel Triathlon Biblia treningu )
W zeszłym tygodniu doznałem kolejnej, po typowym treningu biegowym, trwającym około 1,5 h w zwykłym tempie 5:30 min/km po powrocie rankiem do domu.
Mało czasu do wyjścia do pracy, więc rozciąganie tak naprawdę odłożone na później. Kąpiel, śniadanie i praca. Dolegliwości bólowe w zakresie podudzia lewego, przychodzą kilka godzin później początkowo niezbyt silne w czasie cały czas narastają. Po południu ból stał się demotywujący więc decyduję się na leki p-bólowe. Dolegliwości zdają się typowe dla zespołu biodrowo- kolanowo-piszczelowego. Na szczęście nie dostrzegam wypadania funkcji neurologicznych. Wieczorny basen nie przynosi dodatkowych zmartwień, ale całkowicie porzucam myśl o robieniu nawrotów z odbiciem.
Przejdzie myślę sobie. Samo przyszło, samo pójdzie…..
Niestety dolegliwości bólowe nie chcą ustąpić mimo leków i noc jest już koszmarna.
Następnego dnia jestem już u fizykoterapeuty, realizuje jeszcze trening na rowerze wpiętym w rolkę. Muszę zmniejszyć obciążenie, ale wciąż mam nadzieję, że ruch jakoś rozpuści te zakwasy.
Po terapii manualnej jest lepiej, noc mija spokojniej ale śpię z przerwami. Ból wciąż jest dokuczliwy.
Treningi biegowe zostają zatrzymane do wyjaśnienia sytuacji, pozostałe są ograniczone.
Realizuję więcej basenów. Po trzeciej nieprzespanej nocy robię pierwszą zmiksowaną kroplówkę. Po kilku godzinach spektakularna poprawa, ból wreszcie się wycofuje. Mam nadzieję że się będzie już teraz poprawiać.
Codzienna wizyta u fizykoterapeuty przynosi zdecydowana ulgę.
Niestety już widzę utratę siły w nodze, a droga dalej do pełni zdrowia zdaje się daleka.
Mija tydzień, tym czasem samo przejść nie chcę, a ja muszę w końcu ustalić co się i gdzie uszkodziło. A to znaczy diagnostykę i np. rezonans magnetyczny.
Bo co właściwie zawiodło, nie zmieniałem sprzętu, roweru, butów. Biegłem tak jak zawsze, tą samą techniką jak zwykle.

Z drugiej strony czy zawsze jest ktoś, coś,  winne naszych  chorób?

Może jest tak w przypadku infekcji o czym pisze właśnie Michał, że ktoś Go zaraził.

Jest jednak jeszcze jedna prawidłowość. Osoby ciężko trenujące zapadają na infekcje znacznie częśćiej, gdyż wiążę się to z osłabieniem odporności nieswoistej po dużych wysiłkach. Dlatego mimo ,że sportowcy dbają o siebie bardziej to i tak częściej chorują.

Mam niestety świadomość ,że mój organizm nie nawykły do sportu  w ciągu życia, został na moje życzenie poddany okrutnej próbie i obciążyłem go do granic.

Przygotowujemy się do startu w IM w ciągu  1,5 roku, a zwykle zajmuje to kilka lat.

Wciąż poruszam się po linie nad przepaśćią, na szczęście pod opieką Trenera, który nie raz już szykował dla mnie plan ratunkowy, tak że zawody konczyłem dla siebie z sukcesem mimo wcześniejszych kontuzji.

Bez Trenera nie małbym żadnych szans przejścia przez okresy zawirowania i kontuzji i uzyskania gotowości startowej.

A tymczasem moje ciało wciąż protestuje, szczególnie wtedy gdy wzrasta objętość i obciążenie ćwiczeniami.

A ja w głowie to wciąż mam maj i mówie MU, że musi dać radę bo już niedaleko do startu.

Musisz wytrzymać i słuchaj się do diabła !

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (3)

  1. Kryst
    Opublikowano 15 lutego 2013 at 10:32 | Permalink

    MAciek nie słyszałem jeszcze o fizykoterapeutach wykonujących terapię manualną.
    Trzymaj się brachu, bez obojczyka dałeś radę, to co tam bez powięzi. Nie tylko Ciebie boli.

    • Maciej Garncarek Maciej
      Opublikowano 15 lutego 2013 at 11:07 | Permalink

      masz racje Krist, źle to napisałem

  2. Ania
    Opublikowano 14 lutego 2013 at 20:55 | Permalink

    Trzymam kciuki!!! Musi być ok!!!

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius