Mierzyć siebie odpowiednią miarą

Półmaraton w Poznaniu zaliczony, życiówka poprawiona. Celowałem w wynik pomiędzy 1:45:00 a 1:48:00, bieg ukończyłem z czasem 1:43:51. Większość RAT-owców zeszła grubo poniżej 1:40:00, wiec na ich tle mój wynik prezentuje się, co tu ukrywać, słabo. No więc jak tu go ocenić?

Najpierw trochę o samym biegu – to była wielka przyjemność znowu stanąć w tłumie biegaczy i poczuć atmosferę wielkiego święta. Dla takich chwil warto trenować w śniegu,mrozie i po ciemku. Piękny niedzielny poranek, długo wyczekiwane słońce i tylko 20km z okładem do mety :). Nic dziwnego, że w takich warunkach bieg zacząłem zdecydowanie szybciej niż planowałem. Po 10 min moje tętno ustabilizowało się na poziomie bc2+10 (czyli za szybko:) i pomimo, że powtarzałem sobie żeby zwolnić, ani serce ani nogi nie chciały słuchać. Szybko zrobił się ciepło, momentami nawet gorąco. Zsunąłem ocieplacze i rozpiąłem kamizelkę, tyle mogłem zrobić, ale niewiele to pomogło. Biegłem z obawą, że wkrótce dotrę do „ściany”, ale nic takiego nie nastąpiło, zmęczenie narastało wolniej niż się spodziewałem. Co prawda górka przy Malcie, jakieś 1,5km przed metą dała w kość, ale już wiedziałem, że dam radę utrzymać tempo. To był ciężki bieg i na metę wpadłem na sztywnych nogach, ale nie był to jakiś krańcowy wysiłek i po biegu czułem się świetnie.

A teraz o wyniku – jak ocenić moje 1:43:51? To prawie dwa razy wolniej niż zwycięzcy, o 14min, przepaść, wolniej od Michała, z którym często razem trenujemy (rower, nie bieganie 🙂 ), o 10min wolniej od Mariusza, z którym miałem okazję nie raz biegać tej zimy. Słabo. Nie mogę powiedzieć że nie przyjmuję wyników kolegów z zazdrością. Z drugiej strony poprawiłem życiówkę o 10min, a debiut niecały rok temu pobiegłem aż o 16min wolniej. Czyli postęp jest i to znaczny. A przed biegiem nie myślałem nawet o złamaniu 1:45:00.

Każdy sportowiec porównuje się do innych, to jest istota rywalizacji. Gdybyśmy jednak dla wszystkich jedyną wartością i celem było zdobycie pierwszego miejsca, w zawodach startowałoby pięciu, może dziesięciu zawodników mających realne szanse na zwycięstwo. Reszta, osiągająca gorsze wyniki, powinna znaleźć sobie inne zajęcie. Na szczęście każdy może wyznaczyć sobie własny cel. Mój, poprawić życiówkę, zrealizowałem z nawiązką i bardzo się z tego cieszę. Wielu profesjonalnych zawodników powtarza, że należy skupić się na rzeczach, na które mamy wpływ, jak trening, dieta, stan sprzętu. Nie należy za to przejmować się czynnikami od nas niezależnymi – pogodą, poziomem wytrenowania przeciwników itp. Staram się trzymać tej zasady. Nie biegam najszybciej w grupie i pewnie nigdy nie będę, ale cały czas robię postępy i to daje mi ogromną satysfakcję. Staram się rzetelnie wypełniać plan treningowy i dopóki idę do przodu wiem że jestem na dobrej drodze. Na moim horyzoncie pojawił się nowy cel, 1:40:00, może w przyszłym roku?

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Wojciech Górecki i otagowano jako , , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (2)

  1. marta
    Opublikowano 16 kwietnia 2013 at 19:40 | Permalink

    1:38 :)))) jak kolano nie siądzie 😛
    Gratuluję Wam

  2. Michał
    Opublikowano 11 kwietnia 2013 at 10:47 | Permalink

    1:40…. Już w czerwcu 😀

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius