Mityczna Góra – część druga

Prędkość narasta, a zmęczenie wraz z nią, wpadamy do wsi, a przed nami ostry zakręt w lewo nieco dalej skrzyżowanie, ale jesteśmy na głównej. Nagle prowadząca trójka szczepia się ze sobą, a po chwili widać już tylko kłębowisko rowerów i kolarzy. Z boku hamuje auto…na szczęście nie jechało zbyt szybko.

 

Potłuczenia i obtarcia, poturbowany sprzęt, złość, ból. Nasi byli na głównej, auto nadjeżdżało szybko, prowadzący instynktownie przyhamował pozostali  nie.

Wszyscy jak mogli pomagali w wyzbieraniu się z asfaltu , a potem w uruchomieniu sprzętu.  Koła nieco zwichrowane, ale po rozszerzeniu hamulców da się dalej jechać. Po kilkunastu minutach ruszamy dalej w stronę Sobótki z postanowieniem że po dojechaniu zapadnie decyzja co dalej robimy. Poszkodowani rozmasowują bolesne miejsca ale i tak widać ,że urazy bolą. Po drodzę ktoś pechowo łapie gumę. Docieramy do Rynku w Sobótce. Tutaj pojenie i bułeczka   z miejscowej piekarni. Pamiątkowa fotka, ale i decyzja, że i tym razem Tąpadła nie zdąbędziemy. Brak skutecznych hamulców wyklucza zjazd z przełęczy

Zaproponowana  trasa przez Mietków także przepada. Widać, ze atmosfera w grupie siadła. Ruszamy więc w drogę do Wrocławia przez Jordanów. Staram się utrzymać blisko czołówki bo jak zostaje z tyłu to mam wrażenie odpadania od grupy.

Jadący przede mną sygnalizuje  dziurę , natychmiast powtarzam jego ruch ręki i daje sygnał do tyłu. Z trudem wymijam przepaść w środku drogi , ktoś z tyłu już jej nie wymija. Słychać głośne k….wa.

 

Doganiam czołówkę i zatrzymujemy się. Czekamy. Coś poważniejszego bo nie przyjeżdżają. Po kilku minutach dzwoni szef Darek i mówi ,że złapał gumę, nakleił łatkę i pojechał inna drogą w stronę Wrocławia.  Przecież to nie On wpadł w dziurę?.  Jest szansa, ze spotkamy się po drodze, a my zawracamy z powrotem do poprzedniej grupy. Darka nikt nie widział. Później, dowiaduję się, ze Szef złapał gumę wcześniej, swoją zapasowa dętkę oddał poszkodowanym w wypadku, a gdy sam jej potrzebował grupa nie patrząc co się dzieje pomknęła przed siebie. Nawaliliśmy na całej linii..

Prowadziłem spływy kajakowe i zawsze był kajak otwierający i zamykąjący grupę, a do tego ten ostatni to powinna być najsilniejsza osada, by móc pomóc w razie kłopotów potrzebującym.

Tu było inaczej, silni  darli z przodu  i nie przejmowali się tyłami…to była po prostu grupa indywidualistów.

Z RAT- była nas trójka i jechaliśmy cały czas blisko siebie często rozmawiając i choć nie jesteśmy bez winy, to w sytuacjach kryzysowych, w czasie Żądła Szerszenia oraz wyścigu w Lesznie wzajemnie sobie pomagaliśmy.

Kiedy w drodze powrotnej opuściły mnie nieco siły Michał i Olimpia natychmiast zwolnili i  nie pierwszy raz pomogli.

Myślę, że możemy na siebie liczyć, to bardzo ważna cecha drużyny RAT-u

Darku przepraszam, ale jestem początkującym kolarzem i koncentruję się na tym by wytrwać, utrzymać tempo, kadencje i nie spowodować wypadku.

Dużo muszę się jeszcze nauczyć, a w tym mieć tak jak w  oczy dookoła głowy…

Prawie sto kilometrów trafia do dzienniczka.

 

Ślęża z przełęczą Tąpadła pozostaje nadal celem.

A może w przyszłym tygodniu? 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (3)

  1. Maciej Garncarek Maciej
    Opublikowano 8 czerwca 2012 at 08:05 | Permalink

    No to wczoraj miałem dwie dętki, z tego jedna u kolegi , a i tak ledwo starczyło 🙂

  2. Michał
    Opublikowano 6 czerwca 2012 at 07:11 | Permalink

    Mnie nauczył , że dętka to nie wszystko . Warto mieć jeszcze łatki 🙂

  3. Krystian Mrozik Krystian Mrozik
    Opublikowano 5 czerwca 2012 at 23:31 | Permalink

    Ciekawy był ten trening:)

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius