Mocny tydzień….a dalej jak zwykle

W piątek po śniadaniu ruszamy na marszobieg rodzinno -psi po okolicznych  górach wokół Polanicy Zdrój.  Ćwiczymy podbiegi i zbiegi zwiedzając okolicę, do pralki trafiają brudne ciuszki, a do dzienniczka 18 km wb tempie górsko-przyzwoitym.

Popołudniu ruszam sam na rowerze. Trasa z Polanicy biegnie do Wambierzyc następnie Radkowa  i pod górę…. , oj ostro,  do Karłowa.

Odnotowuję coś w rodzaju próby charakteru zmagając się samotnie z tym podjazdem w Góry Stołowe ( około 450 m podjazdu w pionie)

Zjazd w dól z drugiej strony, rozbitymi drogami do Szczytnej i kawałek wśród tirów do Polanicy.

Na pewnym odcinku pędząc w dół przekraczam 70 km/h, a dogoniony autobus ustępuje mi drogi. Kierowca zapewne myślał ,że jestem samobójcą 🙂

Do Polanicy docieram prawie o zmroku.

W sobotę jedziemy zatakować Góry Złote. W przyszłym tygodniu strtujemy tu w mistrzostwach Polski w Dogtrekkingu.

Wbiegamy na Jawornik ustalając przyszłościową taktykę i rozpoznając teren. Szlaki ostro pod górę, karkołomne zbiegi, ślisko i już wiadomo ,że będzie ciężko.

Na razie nie wiemy którędy będzie wytyczona  trasa naszego 26 km biegu. Póżnym popołudniem wracamy zmęczeni do Wrocławia.

Niedziela to wspólny wyjazd na rower. Od rana zimno i ruszamy z opóźnieniem, bo musieliśmy na szybko uszyć buty dla Mariusza i znaleźć pasujące do nich pedały.

Jedziemy w stronę Sobótki. Krystian i Mariusz mają zrobić zaległe testy szybkościowe na rowerach. Całą drogę zmagamy się z przenikliwym wiatrem, a kiedy pojawia się deszcz stajemy w wiacie przystankowej.

Kiedy deszcz ustaje, chłopaki zaliczają test walcząc z uporczywym wiatrem. Wszyscy już są mocno wyziębieni, więc zapada decyzja o powrocie do Wrocławia.

 

 

 

Cała eskapada trwała około 4,5 godziny i resztę dnia tak jak i reszta grupy spędzam próbując odzyskać normotermię.

Dostrzegam u siebie cechy choroby:

1. Brak apetytu

2. Zagrzebywanie się w ściółce

3. Niechęć do krycia

🙂

A tak na poważnie , myśl o pływaniu w wodach otwartych zaplanowane na poniedziałek wywołuje drescze.

I tak minął weekend Majowy 🙂

Pływanie w wodach otwartych na godz 19 w poniedziałek w Jelczu to wyzwanie logistyczne.

Pracę kończę na Bielanach o 18:20 i mknę autobaną do Oławy. Kiedy dopadam stawu, chłopaki już płyną, więc nie pozostaje nic innego jak rzucić się za nimi. Wciągam piankę i wskakuje do wody i ruszam w pościg. O dziwo jest całkiem ciepło i komfortowo. Kiedy docieram do drugiego brzegu, ekipa po odpoczynku już wraca, więc zawracam i ja.

http://www.rat.prw.pl/rat-czyli-jak-ryby-w-wodzie-zobacz/

Potem nauka zdejmowania pianki i 15 sek aby to zrobić.

Wtorek zrywka o 5:15 . Rano bieg w drugim zakresie z tętnem 150-160/min. Organizm broni się przed wzmożonym wysiłkiem, a mózg mówi, po co chłopie się tak męczysz..biegnij wolniej.

Praca do 19:45. ledwo zdążam na basen.

Realizujemy zalecony plan pływacki…Po pływaniu RAT-owo rodzinne rozmowy. Powrót do domu o 22:30

Środa, zrywka jak zwykle. Jadę na rowerze. Niebezpiecznie bo ludzie nie obudzeni za kierownicami śpieszą do Wrocławia. Na szczęście tylko 45 min, zmieniam buty i biegnę przez 15 min. Rozciąganie i do pracy.

Czwartek zdominowany pilnym obowiązkowym zebraniem RAT-u w Rynku Wrocławskim.

Trener oświadcza nam  decyzje w sprawie wykluczenia Ewy z drużyny.

 

http://www.rat.prw.pl/oswiadczenie/

 

 

 

Piątek – pływalnia od 6:00 do 7:00, trudna część główna, pływamy rozgrzewkę 800 m. plus 6x 150 m. na maksa. Fatalny układ na torze, bo za dużo ludzi na basenie.

Trudno, innych możliwości nie ma.

O  9:00 mam wylot zawodowy do Warszawy. Stoje w okropnych korkach i na ostatnią chwilę docieram na lotnisko. Powrót o 21:00

 

 

 

 

 

 

Sobota pędzimy do Złotego Stoku.  Pogoda „pod psem”,leje jak z „cebra” i jest tylko 11 stopni.

Trasa biegu ma 26 km. W naszej kategorii 27 załóg. Walka z błotem i górami i trudną nawigacją po leśnych trasach. Wszyscy sie gubią, a i my  dokładamy kilometry.

 

 

 

 

 

Największym problemem okazały się trudne techniczne zbiegi po osuwającym sie błocie bez możliwości pewnego oparcia. To przerosło naszą załogę i choć byliśmy silni na podejściach, to mijano nas w dół.

 

 

 

 

 

 

 

Na metę dotarliśmy na czwartej pozycji,  mną targała sportowa złość, ale teraz z perspektywy czasu myślę,że całe szczęście ,że nikomu nic się nie stało.

Odnotowano naszą nową taktykę. Z przodu ja ciągnę na smyczy psa Jacka, a on ciągnie Agnieszkę. Całe zawody lał przenikliwy deszcz.

 

Niedziela to trening rowerowy RAT-u.

Po ekstremalnych psach jadę w poczuciu dużej niepewności, czy to wytrzymam. Wczoraj bieganie 28 km a dziś rower z zapowiedzianymi górskimi premiami. Oczywiście rano na termometrze 12 stopni i wieje jak diabli, ale przynajmniej nie pada.

 

 

 

 

 

 

 

 

Trasa wokół Trzebnicy po szlakach Żądła Szerszenia. Podjazdy po drodze z płyt i na Kozę znają kolarze Wrocławswscy jak przysłowiową „złą szelmę”.

 

 

 

Dokucza mi brak sił z powodu zmęczenia i uporczywy ból pod kolanem. Gryzę kierownicę i w końcu udręka sie kończy. Powrót w stronę Wrocka wyzwala nowe siły. Docieramy na obiad. Przejechaliśmy 96 km.

Ciepełko, żarełko i sen, tyle mi teraz trzeba…

 

Troszkę pomocy wewnątrz RAT-owej. Przetaczam Olimpii „tajemną kroplówkę,  która zawiera eliksiry które choróbska wygonić pozwolą”

a przy okazji porozmawiamy „przy niedzieli”

Nowy tydzień przed nami…, a i pomyślałem ,że czas zmienić w aucie opony zimowe na letnie.

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Artur
    Opublikowano 16 maja 2012 at 17:05 | Permalink

    No!:)

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius