Nic nam nie straszne

W tym roku pogoda nas nie rozpieszcza…jeśli w ciągu tygodnia możemy cieszyć się pięknym słońcem, tak na weekend pogoda zaczyna bardziej przypominać nam jesień niż lato 🙁 Jaki mamy wybór – bo wybór jest zawsze – wyciągamy z szafy rolki i robimy 3 godzinny trening w domy, lub ciepło się ubieramy i jedziemy w świat omijając krople deszczu.

 

Dla mnie rolka nie wchodzi już w grę – mam jej serdecznie dość. Treningi w czterech ścianach były miłe i przyjemne, w zimowe poranki wraz z grupą. Gdy na drzewach zielenią się liście a ptaki przypominają, że zima już dawno za nami moja głowa nawet nie chce słyszeć o takiej możliwości. Pozostał więc standardowy trening ( leniuchowanie też przeszło mi przez głowę – ale na szczęście nie zagnieździło się w niej na długo).
Niedzielny poranek upłynął na ciągłym sprawdzaniu prognoz pogody i wymianie grupowych meili.

 

– Jedziemy
– Jeszcze nie pada – szkoda sprzętu
– Czas ucieka , spotkanie o 7:00 u Maćka i w drogę…

 

I tak aż do 14:00 🙂
Rower szosowy nie jest wodoodporny a szczególnie jeśli na asfalcie jest jeszcze pozimowy piasek. Ten właśnie piasek dostaje się wszędzie… każdy trybik, każde miejsce wypełnione jest piaskiem, który doprowadza kolarza do szału. Po wyschnięciu, rower piszczy, jęczy i zgrzyta.
Po czwartkowym treningu rozkręciłem rower na części pierwsze. Piasek znajdował się wszędzie, dosłownie wszędzie. Chcąc uniknąć kolejnego dnia straconego na serwisowaniu sprzętu… czekałem…. czekałem aż przestanie padać.

 

Pocieszał mnie fakt iż nawet podczas wczorajszego etapu Giro d’Italia padało i przestało 🙂
Zapadła decyzja, czekamy  do finiszu ( zwycięzca był znany już wiele kilometrów przed metą – chodź było kilka ciekawych momentów na premiach górskich) i ruszamy.
Uffff, udało się, po 17:00 przestało padać a wiaterek szybko suszył asfalt.

Ograniczała nas tylko noc, z zaplanowanych 480 min do zmroku pozostało jedynie 180, które postanowiliśmy wykorzystać w 100%. Wrocław – Kąty – Mietków – Sobótka – Wrocław – Powinno się udać.

 

 

 

Po dotarciu do Mietkowa / Maniowa woda, w której tyle pływaliśmy rok temu, nie wyglądała na ciepłą. Rozmoczone brzegi nie pozwoliły mi sprawdzić jej temperatury, coś mi się zdaje, że niedługo temperatura nie będzie miała znaczenia gdy trener wyda komendę ” Do wody wskocz” 😀

Od tego miejsca było trochę górek, i jeszcze więcej górek. Ale to tylko takie straszaki. Tąpadła pozostały nie zdobyte tego dnia – noc zbliżała się zbyt szybko a brak słońca ukrytego za chmurami nie pomagał.

Na 15 kmprzed domem w moją tylną oponę wbił się ostry kamień a raczej kamyczek , który wystarczył abym musiał zrobić obowiązkowa pit-stop.
Spadająca temperatura i zachodzące słońce przekonały mnie do użycia pompki CO2 – pokochałem ją 🙂 2 sekundy i w oponie 7 atmosfer a w portfelu 6 PLN mniej 🙂 ale czego się nie poświęci aby jak najszybciej wrócić na trasę.

 

Ostatecznie dzień który zapowiadał się jako stracony nie poszedł na marne.
Trening zrealizowany ( chodź nie w 100% ) , można było z czystym sumieniem położyć się spać.

 

 

 

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Michał Wojtyło i otagowano jako , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Marcin
    Opublikowano 14 maja 2013 at 02:06 | Permalink

    Nie ma, że boli. Treningów nie można odpuszczać bo nie pogoda za oknem.,.,.

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius