Nie żebym narzekał

no bo co? Co mam narzekać?

W końcu mam fajną pracę, fajne hobby, wspaniałą dziewczynę, dobrego trenera, super kumpli w drużynie za którymi już zaczynam tęsknić no i znam osobiście Piotra Pietraszka. Z perspektywy wszystko ok, ale jak się zagłębić w temat to im więcej fajnych spraw tym ciężej dopiąć, aby wszystko „grało” jak trzeba – jak z wiązką triathlonowej mocy. Tak nawiasem mówiąc, zastanawiam się teraz czy aby na pewno na trzeźwo pisałem ten tamten tekst(?) No ale czy to ważne? Ważne że z serca i dziś się pod tym podpiszę.

Co mnie boli?

Wracając do tematu nie zacznę narzekać, ale nadmienie co mnie boli. Boli mnie to, że zawsze jak wydaje się iż wszystko w końcu układa się bez problemu, to prawda – WYDAJE SIĘ. Otóż w momencie, gdy poczułem iż całe moje życie zaczyna sprzyjać triathlonowi, dosłownie całe – praca, szkoła, dom. W momencie gdy nabieram obrotów, gdy  nic mnie nie zatrzyma pojawia się jedyna rzecz która może mnie zatrzymać – kontuzja. Mianowicie tlący się od dłuższego czasu ból kolana. Ból dziwny, bo wędrujący dookoła stawu kolanowego. Od samego początku zdawałem sobie sprawę, że to nic na tyle poważnego, aby przerywać treningi.”Tkanki miękkie” – pomyślałem i poszedłem na rehabilitacje do Olimpii oraz autoterapie w świetnym gabinecie fizjoterapii „Fizjozdrowie”. Zabiegi pomogły, ale do czasu półmaratonu w Poznaniu. Tam po wykręceniu przyzwoitego wyniku (1:36:34) kolano zmusiło mnie do wizyty u ortopedy. Na pierwszej wizycie rozłożył ręce, ale po wykonaniu USG, potwierdził moje skromnie przypuszczenia nt. entezopatii więzadeł pobocznych. Niby nic poważnego, ale do zaleczenia potrzeba przerwy, na którą pozwolić sobię nie mogę – zegar Klagenfurtowy bije. Wyrok trenera mógł być jeden. „Nie będziesz biegał”. Mianowicie:
zamiast treningu biegowego muszę robić rozbieganie po rowerze i tyle…życie.

 

Życie

Leci dalej więc nie oglądam się wstecz i brnę przed siebie, patrze tylko przed siebie. Widocznie za daleko, bo wracając z niedzielnego treningu rowerowego omijam wbiegającego mi tuż pod koła psa i upadam prosto na obręcz barkową. Szybko wstaje, wysłuchuje przeprosin właścicielki i jadę do domu. Po czasie jednak okazuje się, że boli… Z każdą chwilą coraz bardziej. Na wieczór tak mocno, że decyduje się pojechać na SOR w celu upewnienia czy nic tam przypadkiem nie pękło. Przy okazji zaspany technik RTG robi mi 4 zdjęcia bo „coś nie wychodzą” MU. Nt. profesionalizmu naszej służby zdrowia się nie będę rozpisywał, natomiast szczęśliwy że nic nie jest złamane wracam do domu i wsadzam w temblak kończynę górną. Diagnoza lekarza na SOR – skręcenie stawu mostkowo-obojczykowego. Po kilku dniach rolę temblaka przejmuje kinesiotaping. Dzisiaj po tygodniu czuje się gotów aby powrócić do treningów. Od jutra zaczynam. Motywacja sięga prawie dna, wszelkie ambicje chowam w kieszeń. No ale muszę pamiętać o tym, że to jest sport, to jest zabawa a przynajmniej tym powinien być. Priorytety można zawsze zmienić, dlatego zamiast ścigać się z Mariuszem  i  Marcinem będę musiał przybyć przed Wojtkiem.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krystian Mrozik i otagowano jako , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (4)

  1. Opublikowano 25 maja 2013 at 07:13 | Permalink

    I have to thank you for the efforts you have put in writing this
    site. I am hoping to check out the same high-grade content by you later on
    as well. In truth, your creative writing abilities has motivated me to get my
    very own website now 😉

  2. Michał
    Opublikowano 21 maja 2013 at 12:54 | Permalink

    O mnie też zapomniał… :((((
    Ale ja za to nie zapomniałem o Wojtku 🙂 będę sie go trzymał w Lesznie jak rzep 🙂

    • Mariusz Marius
      Opublikowano 23 maja 2013 at 12:42 | Permalink

      Mnie tam połechtał 😀

  3. KS
    Opublikowano 21 maja 2013 at 12:27 | Permalink

    A co na to Wojtek??? 😉

    Wracaj do zdrowia i jak się da do treningów. Rezygnowanie z marzeń czasowych zwykle boli, ale niemożność ukończenia zawodów jest jeszcze gorsza.
    To jeszcze całe 40 dni! Dasz radę 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius