Nietypowy tydzień

Analizując tytułowy (poprzedni) tydzień pod kątem samych treningów w sensie fizycznym, to nie odbiegał on jakoś strasznie od tego do czego zdążyłem się przyzwyczaić od rozpoczęcia przygody z TRI. Plan jest powszechnie znany i z tygodnia na tydzień treningi poszczególnych dyscyplin odbywają się w te same dni, z małymi odstępstwami.

Chociaż jak zawsze pojawiły się nowe elementy (i tutaja na pewno wielki ukłon w stronę trenerów za kreatywność 🙂 ) , które niewątpliwie są ciekawym dodatkiem i pewnego rodzaju urozmaiceniem – jak np. czwartkowy trening ogólnorozwojowy który odbył się… na ‚Wzgórzu Andersa’.

Tym razem dane nam było wylewać „siódme poty” w samym centrum Wrocławia pośród „chillującej się” młodzieży no i paru lokalnych „street workout’owców” 🙂 Sceneria treningowa zdecydowanie niecodzienna – przynajmniej nie dla mnie 🙂 A tak szczerze mówiąc sam bym się chyba nie zdecydował na taki wybór miejsca 😉

Mimo niemalejącej intensywności treningów ten tydzień dla mnie był specjalny bardziej ze względu na tą odsłonę duchową, że tak powiem 😉 Spokojnie nie uprawiany tutaj niewiadomo czego 😉 Chociaż może medytacja mogłaby być ciekawym elementem dodany – nie wiem czy ktoś pośrod thriatlonistów to praktykuje 🙂

A wszystko zaczęło się… w poniedziałek.

Trenując od 6 do 9 razy w tygodniu trzeba być naprawdę dobym „plannerem” i każdy mały poślizg czasowy albo niedoszacowanie może skończyć się wręcz tragicznie.

Poniedziałkowy trening szosowy zacząłem dość późno. Na rower wsiadłem dopiero po 20 i kierując się na zachód zaliczyłem dość ciekawą, nową „pętelkę” Ok. 40 km, niecałe 1,5h – akurat! (chętnych zapraszam do obserwowania moich zmagań na Strav’ie). Prosta matematyka – start po godz. 20, 1.5h no i „operacyjność domową” uzyskałem o godz. 22, a  pasowałoby jeszcze sobie coś ugotować na lunch do pracy. Zanim skończyłem kucharzenie zastała mnie godzina 23. Wtorek to basen o godz. 6 rano. To oznaczało jedno – nie wyśpię się! W łóżku wylądowałem o 24. Więc do pobudki nie pozostało mi za dużo czasu.

Chyba mogę szczerze przyznać, że treningi pływacie są tymi na które najbardziej czekam – pewnie dlatego, że w tej dyscyplinie czuję się najsłabiej i bardzo chcę nadrobić zaległości, chociaż nieśmiało mogę przyznać, że poczyniony przeze mnie progress jest ogromny! Ale też wiem, że jeszcze długa droga przede mną… I to nie tylko w doskonaleniu umiejętności ale budowania szeroko rozumianej wytrzymałości. A to mocno uświadomił mi popołudniowy trening biegowy.

Co tu dużo mówić… nie czułem się najlepiej, brak snu mocno odbił się na kondycji, a aura pogodowa też nie należała do najprzyjemniejszych. Bardzo duża wilgotność powietrza mocno ograniczała mój potencjał 🙂 Mimo dość lekkiego treningu zimny pot na karku towarzyszył mi przez cały czas. Ale nie odpuściłem i wytrwałem, a to jest zawsze najlepszą nagrodą! 🙂

Wtorkowa przygoda bardzo mocno (jeszcze raz) przypomniała mi jak ważna jest regeneracja! Cały wolny czas, który miałem w środę spędziłem wertując internet i czytając o… regeneracji.

Upraszając temat właściwa regneracja powinna składać się z 3 elementów:

1) Sen,

2) Odpowiednie odżywanie,

3) Zabiegi regeneracyjne;

Dla mnie wniosek był jeden i to bardzo prosty: mam duże niedobory snu! I na tym elemencie postanowiłem skupić się najbardziej, jest to mój priorytet numer jeden na najbliższy czas. Niestety odyspianie w weekend (które i tak jest mało możliwe ze względu na poranne treningi) na niewiele się zda. To tak jak z niewykonanym treningiem, poprostu przepada. Startuje misja SEN! 🙂

Następnym momentem dość przełomowym był piątkowy trening pływacki… Lekko spóźniony – 6:06 przyjechałem na Wejherowską (żegnaj Teatralna!! – jupi! 😉 ), szybko się przebrałem i chwilę później byłem już gotowy na torze. Mój zapał do pływania dość szybko jednak został ostudzony… i to wcale nie przez temperaturę wody w basenie. Nie będę się rozwodził na temat szczegółów samego planu treningowego, ale powiem tak: chyba dopiero po raz pierwszy zobaczyłem jak wygląda „prawdziwy” trening. Byłem podłamany… Dobrze, że Kuba się nade mną zlitował i w pewnym momencie pozwolił mi założyć płetwy! 🙂 W innym wypadku chyba bym tam padł, albo raczej poszedł na dno 🙂

Po chwilach zwątpienia przychodzą jednak chwile radości 🙂 I tutaj niewątpiliwie takim momentem okazało się nasze małe RAT’owe spotkanie integracyjne, które pozwoliło na nam się lepiej poznać od tej drugiej, nietreningowej strony i oczywiście porozmawiać o… treningach! A o tym już zapewne czytaliście na blogach moich współtowarzyszy broni! 🙂

Ciao!

P.S. W tym tygodniu dalej walcze o więcej godziny dla SNU 🙂 A tutaj w drodze na basen o 5:46:

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Andrzej Nowak i otagowano jako , , , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius