Od zera do bohatera i z powrotem :)

 

 

 

 

 

Chciałem Wam wszystkim serdecznie podziękować za ogromne wsparcie w czasie przygotowań do Radkowa, podczas startu, a także i po.

Dziękuję za ogromną troskę jaką przejawiliście po wypadku na rowerze. Czułem to wsparcie na  każdym metrze od drugiej strefy zmian i wtedy gdy słyszałem Wasze głosy pełne troski i  dopingu.

Trener Dariusz Sidor, był w każdym miejscu, jego fachowe rady pozwoliły mi przebrać się jedną ręką  i dał mi także szanse wyboru, przerwać czy  kontynuować bieg.

Po wypadku gdy dotarło do mnie że żyję, wyprostowałem pogiętą kierownicę,  uszkodzoną przerzutkę i jeszcze trzy razy się zatrzymywałem, bo koła nie chciały się coś kręcić. Po własnym obadaniu, podejrzewałem że mam złamany obojczyk. Bolało ale jakoś mogłem jechać pozostałe 2,5 okrążenia. Najtrudniejszy był oczywiście ten podjazd nad zbiornikiem koło strefy zmian bo wtedy musiałem stanąć na pedałach i rękach, a to bolało mocno, ale ten szalenie motywujący doping dawał kopa. Reszta to walka o przetrwanie.

Gdy więc dotarłem do strefy zmian, a Darek prosił bym się zastanowił i czy jestem pewien ze chce kontynuować, byłem pewien, ze tak, bo nie chciałem zawieść ani Was wszystkich ani także samego siebie. Ramię udało się podwiesić na koszulce i mogłem biec , choć zdało mi się ze pełznę. Ostatecznie bieg był poniżej 50 min, więc na moją miarę.

Wiecie jakiego miałbym stresa gdybym się połamał i nie dokończył całości?

Kompletna zamuła, dlatego chciałem dotrwać i podnieść obie ręce na mecie i jak się okazało tą prawą to ostatni raz na jakieś 4-6 tygodni.  Ale w końcu się zagoi.

 

 

 

 

 

 

 

Nie jestem człowiekiem skłonnym do nadmiernego ryzyka, a raczej zachowawczym, z racji choćby swojego zawodu i gdybym dostrzegł u siebie objawy poważnego zagrożenia na pewno wyścigu bym nie kontynuował. Hamowałem sporo przed zakrętem, było mokro i choć tylne koło wpadło w poślizg i zaczęło mnie wyprzedzać to udało mi się rower ustabilizować, ale następna próba jakiegokolwiek hamowania skończyła się upadkiem. Niestety dalej jak mi się zdaje była kamienna bariera ale lądowałem na poboczu w „zielonym” i w błocie.

Sportowo wypadło  jak wypadło i stać mnie na dużo więcej. Zależało mi by nie zamęczyć się w wodzie bo trasa rowerowa tydzień wcześniej zbiła mnie z tropu i chciałem zachować siły. Wylazłem z wody nie zmęczony, ale tak późno, że okazało się że wokół mnie nie ma nikogo z kim mógłbym jechać na rowerze. Mijałem wszystkich, a mocniejsi odjechali. dlatego drugie okrążenie chciałem przyspieszyć, a mój budzik wskazał na którymś ze zjazdów 69,5 km h…Resztę już wiadomo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ale kto z nas nie miał wywroty na rowerze?

Moi Drodzy

Jak się okazało obojczyk złamał się z przemieszczeniem i trafiłem na SOR w Polanicy a potem na Borowską we Wrocławiu. Na szczęście nie trzeba było operować i założono mi gips, który został zamieniony na specjalne opasanie i wyglądam jak gość, który pod pachami nosi arbuzy.

Oczywiście bez prawej ręki z prozą życia nie łatwo.

Ale mam pomoc całej rodziny.

Jeszcze raz dziękuje Wam Wszystkim za wsparcie i tyle dobrych słów podczas zawodów i po ,a także na blogu i FB. Szczególne podziękowania dla Darka i drużyny RAT bo bez Was bym nie ukończył tej walki. Bardzo dziękuję Tomkowi którego doping słyszałem na każdej pętli rowerowej. I dziękuje każdemu kto przez chwilę o mnie dobrze pomyślał.

A życie płynie dalej…

Fajnie, że moja podarta koszulka stała się impulsem do wymiany naszych ubrań.

Jestem w cudnym miejscu ale nie mam jak trenować.

Poszukuję siłowni z rowerami.

Pozdrawiam i dziękuję

Maciej

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Maciej Garncarek Maciej Garncarek
    Opublikowano 27 lipca 2012 at 10:18 | Permalink

    Moi Drodzy
    Bardzo chciałbym zakończyć dyskusję na temat tego czy powinienem przestać biec czy tez nie, bo pobiegłem 🙂
    Z zawodowego punktu widzenia : wiem, że każdy uraz lub choroba mogą łączyć się z różnymi powikłaniami. Na szczęście poważne występują rzadko. Dla ogólnej informacji jeżeli wystąpiłyby objawy takie jak: duszność, krwioplucie, zaburzenia: czucia, widzenia , równowagi, krwotoki, otwarte złamania oraz każdy ból nasilający się z czasem to są to- bezwzględne wskazania do przerwania wysiłku i natychmiastowego kontaktu z lekarzem.
    Żadnego z tych objawów nie dostrzegłem ani ja, ani trener, ani moi bliscy(min. żona lekarz). Bardzo proszę nie róbcie, ze mnie nieodpowiedzialnej osoby, gdyż wiedza medyczna jaką posiadam, pomogła mi podjąć decyzję o kontynuacji biegu, a dalej podlegałem ciągłej kontroli przez osoby trzecie.
    Przestrzegam jednak przed naśladownictwem , szczególnie tych, którzy nie są w stanie ocenić swojego stanu zdrowia.
    I choć jestem wychowankiem starego systemu, dla którego bohaterami byli: czterej pancerni, kpt żbik, Janek bez skrzypiec i oślepiona Katarynka oraz zasługujący na szczególny szacunek Sasza, który ranny własnym ciałem zasłonił gniazdo karabinów maszynowych, to nie jestem skłonny do dramatycznych poświęceń, szczególnie w czasie Radkowskiego TRI.
    Podsumowując, nie zgłaszam swojej kandydatury do corocznej nagrody Darwina przeznaczonej dla tych idiotów, którzy przez własną głupotę eliminują swój materiał genetyczny z populacji (vide: dwóch gości z polski łowiących ryby przy u życiu agregatu, z których jeden postanowił się wysikać. Porażony prądem wpadł do wody, a drugi rzucił mu się na pomoc, nie wyłączając urządzenia. Inny przykład to gość, którzy ze 105 metrowego mostu skoczył na bungee przy użyciu 108 metrowej liny.
    Największą dla mnie stratą, jest aktualne wyłączenie z planu treningowego.
    Posyłam pozdrowienia z pięknej Czarnogóry 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius