olimpijka, Radków 22 lipca 2012

przerażona na wskroś opowieściami naszej ekipy o Radkowie, nieco zdemotywowana i zdemobilizowana do tego startu, miałam mieszane uczucia wizualizując wielkie góry, pod które nie mogę podjechać, tylko wpycham rower, tudzież padam roztrzaskana na zjeździe i kończy się moja przygoda z imprezą… wizja porażki nie zachęcała, próbowałam ją przegonić… przychodzi dzień i walkę czas zacząć.

artystyczne zdjęcie Marty: ostrość na koło = ostre koło

kiedy pierwsza grupa zawodników już kończyła rower, my dopiero zaczynaliśmy nasze podboje.

zaraz się zacznie:

tu już wyskakuję z wody, Trener krzyczy „zostaw tą piankę!! potem ją rozepniesz!!”:

strefa zmian poszła sprawniej niż w Suszu, ale też nie można powiedzieć, że lotem błyskawicy:

wyruszam w górki, teraz zaczyna się walka z nieznanym, z przerażającymi wizjami, które kołatają mi się w głowie:

na pierwszym podjeździe, po kilku kilometrach, dogonił mnie Wojtek – mój radkowski Anioł, który był pilotem, a przede wszystkim ciągnął mnie przez góry i całą trasę pokonaliśmy razem – to było dla mnie wielkie wsparcie, niesamowita pomoc: oto Wojtek – Anioł:

powrót z trasy rowerowej cieszy. kibice nieprawdopodobnie zagrzewali do walki i pomagali na pierwszym podjeździe tuż przy strefie zmian. to było niesamowite i bardzo napędzające! dziękuję Wam!

potem już ostatni etap, który budził pewien mój strach po doświadczeniach z Suszu, choć pogoda odmienna i dystans jednak krótszy o połowę. ale widać słońce wyszło, żeby powbijać mi szpile.

walka trwa:

postanowiłam dać z siebie wszystko na bieganiu, co w moim przypadku nie jest tożsame z powalającym wynikiem, choć dla mnie jest on powalający. przede wszystkim świadomość mobilizacji przez większość dystansu cieszy mnie, bo naprawdę wysiliłam się, przy okazji uciekając młodej zawodniczce klubowej, której cień gonił mnie przez ostatnie okrążenie.

meta osiągnięta!

udało się złamać 3 h, ale najważniejsze: jestem zadowolona z siebie, z biegu najbardziej, bo na rowerze to jestem zadowolona z Wojtka 🙂

na mecie z Monią i z Agunią, moim niezłomnym support teamem – dziękuję za niespodziankę 🙂

a na deser trochę rozciągania, co by uniknąć obolałych ścięgien i mięśni kolejnego dnia:

Mój dzień się udał, byłam spełniona, choć moja radość zmieszana była ze współczuciem dla Maćka, którego wypadek rowerowy i złamany obojczyk nie powstrzymały od ukończenia zawodów w świetnym czasie, a jego wola walki i niesamowita mobilizacja odbierają mi słowa i zawstydzają mnie. ja bym zapewne zeszła z trasy po takim incydencie… Maciek dał nam przykład walki do końca, bez względu na wszystko. Teraz Maćku wracaj szybko do zdrowia i pełni formy! podobne życzenia dla Artura, który również zaniemógł podczas tego startu.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Kinga Zakrzewska. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (9)

  1. Olga Reading
    Opublikowano 27 lipca 2012 at 08:57 | Permalink

    Gratuluje Kinia! To sie nazywa sportowy duch. Ciesze sie bardzo, ze Ci sie udalo!

  2. SidorKa
    Opublikowano 24 lipca 2012 at 20:16 | Permalink

    „Mój dzień się udał, byłam spełniona…”
    I tak właśnie miało być :)!
    Przecież mówiłam Ci, że to tylko troszkę pływania, potem przyjemna niedzielna przejażdżka po górach, a na koniec truchcik, żeby to wszystko rozbiegać :).
    Gratuluję jeszcze raz udanego startu!

    • Kinga Kinga Zakrzewska
      Opublikowano 24 lipca 2012 at 22:11 | Permalink

      Kasia, było jak mówiłaś – racja 😉 tylko czemu mi nie towarzyszyłaś? aa, wiem, Ty się czujesz spełniona BEZ odrobinki pływania, niedzielnej przejażdżki i małego truchciku 😉
      dzięki za wsparcie!

    • SidorKa
      Opublikowano 25 lipca 2012 at 12:19 | Permalink

      Chciałam być z Wami do końca, ale niestety musiałam wrócić wcześniej do Wrocławia :(.
      Obiecuje za to być z Wami w Borównie aż do końca i ostatniego RAT-ownika na trasie 🙂

  3. Mariusz Mariusz
    Opublikowano 24 lipca 2012 at 18:20 | Permalink

    Ja też chciałem podziękować super teamowi za doping 🙂 Podczas i po wyścigu byłem taki zakręcony, że nie kojarzyłem Super Teamu z Kingą. Zdjęcia mi to rozjaśniły 🙂
    Dziękuję i pozdrawiam!

    • Kinga Kinga Zakrzewska
      Opublikowano 24 lipca 2012 at 22:08 | Permalink

      i jeszcze więcej, tylko nie mam na fotosach 🙂 Kosmo i przyjaciele dali radę!

  4. Artur
    Opublikowano 24 lipca 2012 at 17:24 | Permalink

    Juz mowie:)Ze szpitala zwialem juz w poniedzialek rano. Wszystko ok. Troche dzisiaj pokrecilem na ergometrze. Nie moglem sie powstrzymac…:) I tutaj do Krystiana: pamietaj,ze trzeba sie stosowac do zalecen lekarskich,jak widzisz!!!:)) Haha:)Ale przezycie bylo ekstremalne! Dzieki Kinga! I Wszystkim Wam dziekuje za trzymanie kciukow:)Pomoglo!

    • Kinga Kinga Zakrzewska
      Opublikowano 24 lipca 2012 at 22:04 | Permalink

      dobrze czytać, że u Ciebie lepiej 🙂

    • Maciej Garncarek Maciej
      Opublikowano 25 lipca 2012 at 20:37 | Permalink

      Kinga, bardzo dziękuję za ciepłe słowa i wsparcie, będzie się lepiej goiło 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius