Ostatki; Krówkożerca i jak zostać rogaczem :)

 

Jeszcze tylko 15 dni, myśli wokół startu w IM nie przestają mnie opuszczać. Znów oglądam filmiki na you tube z   startów w Klagenfurcie próbując wizualizować swoje uczestnictwo w tym Wielkim sportowym święcie. Tegoroczny wyścig będzie  obchodzony hucznie przez organizatorów, wszak to 15 edycja, więc jubileuszowa.

Nasz start w  niedzielę 30-go, ale imprezy towarzyszące trwają od czwartku do poniedziałku. Wiadomo ,że część zawodników przybywa z całymi rodzinami i dla nich przewidziano możliwość także uczestnictwa w zawodach Ironkids  lub biegu Irongirl. Moi tez polecą..

Więcej szczegółów na stronie organizatora: http://ironmanklagenfurt.com/

Nasz start odbędzie się w dwóch grupach, Mastersi z dobrymi wynikami z poprzednich edycji, ruszają 6:45, a reszta i z nimi ja, 15 minut później.

Kończyć będziemy różnie, byleby dotrzeć przed zamknięciem bramki i pokazem sztucznych ogni o 24:00.

Bieżąco staramy się utrzymać to co wytrenowaliśmy, stąd po okresie rekonwalescencji po starcie w Czechmanie, ten tydzień to poniedziałkowa technika i szybkość na basenie, na którą z racji przedłużającego się zabiegu  op. nie zdążyłem.

Nadrabiałem zajęcia we wtorek  próbując wypływać swój trening na torze dla szybko pływających. Oczywiście spotkałem się z agresją żabkujących Panów, którzy nie wyobrażają sobie że można ich mijać, bo to obraza i naruszanie nietykalności osobistej. W sumie się już do tego przyzwyczaiłem, ale oczywiście lepiej trenować we własnej grupie.

W środę bieganie o objętości około 15 km. Złożyłem tak pracę by ruszyć około 15, ale wcześniej odbierałem rower z przeglądu gwarancyjnego. Dzień wcześniej postanowiłem jednak zamontować lemondkę. Montaż i dopasowanie zajęły sporo czasu i o dziwo koszt nie  był wcale wysoki.

 Szalę czy zamontować czy nie, przeważyła opinia zawodnika kilkukrotnego finalisty IM, że odpoczywa na lemondtce po pływaniu.

O 19 mieliśmy spotkanie całej drużyny RAT w Radiu. Dodatkowo sesja fotograficzna w strojach firmowych. Jak wyszliśmy dowiemy się dopiero w lipcu. Najzabawniejsze było zdjęcie w ruchu, znaczy ja jechałem na rowerze, a reszta RAT-u skakała z podestu i chodziło o to by Oni równo jeszcze lecieli a ja właśnie przejeżdżam. Parę razy musiałem przejechać, a Oni się wyskakali, zaś mina fotografa nie wskazywała na powodzenie tego zdjęcia.

Na spotkaniu były ulubione krówki i prezenty dla nas. Odłozyłem kilka krówek do firmowego woreczka. Jakież było moje rozczarowanie gdy na koniec, gdy zostałem sam okazało się ,że mój woreczek z krówkami ktoś abordował.

 Najbliżej był hmmm  znany z zamiłowania do walki i  sztuki przeżycia….

Krówkozerco oddaj zagrabione: -)

Po imprezie ruszam na wieczorny trening. Nie przepadam za bieganiem wieczorami, bo po całym dniu zajęć zwykle czuje się zmęczony.

Tym razem spokojnie realizuje trening w pierwszym  zakresie.

Ląduje w łóżku po dwudziestej czwartej, a zanim przyjdzie sen dochodzę do wniosku, że bez sensu byłoby wstawać o 4 rano by zrealizować rower przed pracą. Potrzebuję na to co najmniej 3 godzin na trening o objętości 80-100 km.

Zrobię więc trening po pracy o 18.

Na rower ruszam 18:30 trasa w kierunku na  Żerniki Wrocławskie. Od początku jazdy walka z niemal czołowo wiejącym wiatrem. Powoli przyzwyczajam się do lemondki, pod wiatr jakby łatwiej, ale kolana podchodzą pod brzuch,  przepona idzie wyżej i gorzej się oddycha.

Około połowy dystansu udaje się pokonać z rogami. Odczuwany od kilku dni ból pleców niestety się nasilił. Kończę w ciemnościach i jadę na wcześniej umówioną wizytę do Pana Maćka mojego Rehabilitanta. Cóż ja bym bez niego uczynił? Miesza mi coś na plecach, robię kilka ruchów i nagle  click i ból znika. Cudotwórca !

Jak go zabrać na trasę do Klagenfurtu, gdyby po drodze coś nawaliło, zrobiłby jakiś myk.

Piątek mamy wolny. W sobotę poważny dla mnie test. Bieganie w dwóch turach przedzielonych kilkugodzinna przerwą. Poranne 25 km i późniejsze 15.  Będę realizował zaleconą przez Trenera taktykę tych biegów i mam nadzieję znieść to spokojnie i bez jakichkolwiek kontuzji. A w niedzielę znów około 100-120 km na rowerze plus 30 min biegu.

Przemy dalej, a zegar tyka..

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (3)

  1. pieczara
    Opublikowano 16 czerwca 2013 at 19:03 | Permalink

    Ktory to model lemondki? Owijka w standardzie czy dodatkowo? Mocno musiales zmieniac pozycje, zeby sie dopasowac do pozycji z lemondka?

  2. Zuza
    Opublikowano 15 czerwca 2013 at 12:44 | Permalink

    Pewnie krowki zabral Trener dla Waszego dobra 😉 i lepszych wynikow!!!

  3. Kryst
    Opublikowano 15 czerwca 2013 at 00:15 | Permalink

    Nie żebym był egocentrykiem, ale mam wrażenie, że podejrzewasz mnie Maćku o grabież krówek:)?

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius