Pierwsze zawody. Pierwsza przygoda!

Od mojego ostatniego wpisu minęło już trochę czasu, sezon foodtruckowy w pełni. Ostatnie dwa miesiące to życie na walizkach, od imprezy do imprezy. Pomimo tego wszystkiego staram się wciskać jak najwięcej treningów.
Dziś opiszę Wam jak wyglądają zawody triathlonowe podczas mojego pierwszego razu. Kurz opadł emocje również, jest też kilka przemyśleń. Gotowi? Startujemy. .. Na zawody jedziemy dzień wcześniej, w dwóch ekipach, pierwsza ‚technczna’ Andrzej i Paweł zabierają potrzebny sprzęt. Drugie auto Agata nasz driver, Wanda navigator oraz wesoła końcówka czyli Gosia i ja. Każdy z nas startował pierwszy raz w triathlonie. Po drodze plan był taki – zameldować się w hotelu, pojechać na trasę, zawieźć sprzęt i spać. Jak wyszło? Ile głów tyle pomysłów. Tu ważny wniosek nr 1. Zaplanować dokładnie dzień przed zawodami, bez tego wkradło się niepotrzebne zamieszanie. Przed zawodami nie czytałem informacji, regulaminów tego wszystkiego co i jak, wiedziałem jedynie że najpierw pływanie, dalej rower i biegnie. Okazało się że do tego dochodzi spora liczba regulaminowych zasad, w szczególności dotyczą one obszarów zmian tzw. Strefa T1, strefa T2. Nie wiedząc co i jak, nie mając pewnych informacji człowiek ma mętlik w głowie. Pojechaliśmy na zbiornik Słok koło elektrowni Bełchatów kilka razy błądząc, jak dotarliśmy we właściwe miejsce, zaraz trzeba było jechać na odprawę na 19 tam się rozjaśniło w głowach że trzeba oddać nasze ukochane rowery do T1 (każdy w strachu o swoją strzałę 😉 ) Koniec końców rowery oddaliśmy o 20.55, a więc 5 minut przed zamknięciem strefy.
W dniu zawodów Paweł i Wanda sprawdzili rowery, potwierdzili że wszystko ok. Na śniadanie jajówa, dżem, bułka, kawa – mieszanka wybuchowa. Przed startem dreszcz emocji trochę napięcia się zebrało. Kiedy byliśmy już na miejscu okazało się, że przyjechał wóz transmisyjny Radia Wrocław – ludzie z Radia są tak naładowania pozytywną energią, że napięcie i stres od razu zeszły.
Ok 11 zobaczyłem pierwszy raz jak wygląda start w triathlonie, tylko kilka osób bez pianek, cała reszta wyglądała bardzo profesjonalnie. Po pływaniu wcześniejszej grupy pobiegłem zobaczyć jak należy robić zmianę gdzie wsiąść na rower etc. Po chwili zapowiedź speaker’a, że należy udać się nad zbiornik będzie chwila na rozpływanie. Poszedłem sprawdzić rower, czy wszystko w porządku, układ ok. Sprawdzam koła, dotykam i nie wierzę, przednie bez powietrza. I w tym momencie 20 minut przed startem, miałem pierwsze zawody z upływającym czasem. Wziąłem rower na ramie, biegnę do wozu Radia, nagle stop ochrona informuje, że strefa jest czysta i nie można brać rowerów. Pokazuje koło i robię smutną minę mówiąc do gościa coś w stylu ‚daj mi szansę od ciebie zależy mój start’. Pierwsza przeszkodą za mną. Koło wozu trener Jakub Adam: Krzychu spokojnie damy radę, masz dętkę? Ja że mam, ale pompka to już wyparowała. W tle głos ‚za 10 minut start’. Biegam szukam, sprawdzam worki, jest. Trener pomaga bo ja tego w kolażówce nigdy nie robiłem. Wymiana, a podczas niej zamieszanie i mało by zabrakło, by zła dętka została założona powtórnie. Udało się na 5 minut przed startem. Szybko pobiegłem, do T1 poukładać rzeczy tak jak mają być. W tle głos ‚koniec rozpływania’. Odkładam wszystko i biegnę po trasie pod prąd, mijam matę, a tu nagle ‚pik pik’. W głowie jak błyskawica pojawia się myśl czy będę sklasyfikowany poprawnie? Gdy dobiegłem do startu cześć zawodników była już w wodzie.
Ja oczywiście sam trisuit bez pianki okulary na oczy, chwila na ustawienie. Gotowi do startu, start. Płynę, woda bardzo przyjemnie ciepła, myślę będzie ok. Wir i zaburzenia wody od innych zawodników dają się we znaki. Po 100 metrach nagle rozszczelniły mi się okulary. Wylewam wodę z lewej strony i płynę dalej, a tu od razu znów rozszczelnienie. Szybka decyzja – brak czasu na korekty zmieniam styl. Kraul ratowniczy. Kolejne 100m jest ciężko, opór wody duży, wszyscy mnie wyprzedzają. Te uczucie. Zmieniam na żabkę, oddech nierówny, widzę że organizm wariuje.


Łapię regularny oddech. Jest ok. Teraz prędkość. Mocniej i jeszcze dłużej. Efekty są, zaczynam wyprzedzać zawodników. Tak do końca. Wychodzę z wody, kręci się w głowie, błędnik szaleje, czuję że krew jest gdzie indziej. Mijam trenera, pytam, który jestem, Kuba że pierwszy, a 10m dalej widzę przed sobą Andrzeja. 100m do wieszaka z workami biegnę jak mechaniczny robot, ważne by utrzymać postawę pionową. T1, tylko buty, kask, okulary, numer startowy i na rower. Myślę wsiadam na rower i będzie z górki. Strefa zmian T1 zajęła mi coś 90 sekund, na wieszaku wszystkie rowery RATu, więc teraz wiedziałem, że z naszej ekipy jestem pierwszy. Wsiadłem w biegu i ruszyłem.

Michał Lider GTRAT wspominał by na rowerze się nie podpalać, nie pomogło tempo na maksa i ta frajda z wyprzedzania. W połowie spotkałem zawodnika na żółtym rowerze, od tego momentu zawody nabrały innego wymiaru. Szliśmy łeb w łeb, a raczej koło za koło, po drodze wyprzedzając kilkadziesiąt osób. Na pętli zobaczyłem też, że wszyscy z RATu wyszli z wody, uczucie ulgi. Wszyscy razem lecimy dalej. Podczas jazdy na rowerze popełniłem błąd, wypiłem tylko 150 ml izotonika. Dojazd do T2 na pełnej prędkości, klasyczne zejście z roweru trenowane na treningach, znajomy głos z boku ‚ekstra zejście lecisz dalej’. Zmiana zajęła również koło 90 sekund. Bieg na początku nogi gumowe, żar słońca od razu pokazał, że odwodnienia nie oszukasz. Biorę żel energetyczny, pierwszy raz w życiu, słodki jak skoncentrowany cukier. Czekam na ten strzał energii, a zamiast niego pojawił się ostry ból żołądka, a to dopiero pierwszy kilometr. Zaciskam zęby, wstrzymuje oddech na 30s, nie przechodzi, zwalniam. Może tempo dla organizmu za ostre. Jednak nic nie przechodzi, ból jest tak mocny, że krzyczę. Staram się myśleć o czymś przyjemnym. Ból jest tak mocny, że przychodzą myśli by przerwać start. Na nawrocie mijam pędzącego długimi susłami Andrzeja. Biegnę i wyję z bólu, duch walki podpowiada pandnę ale się nie poddam. Trasa biegowa była bardziej trailowa niż miejska. Asfalt, chodnik, mostki, szutr, mnóstwo zakrętów. Jeden z zawodników podpiera mnie na duchu, mówi by podnieść ręce i tak biec. Poszedłem za radą ręce do góry, krzyczę z bólu. Nie wiem co myśleli kibice, ale wyglądało to chyba tragikomicznie. Na 3km mijałem na pętli szefa radia Tomka, postanowiłem go gonić, to była moja motywacja, taki sposób na ból. Udało się złapać Tomka na 700m przed metą (oczywiście Tomek startował na 2 razy dłuższym dystansie, więc był to mój taki psychiczny punkt by dać radę). Kilka minut później mijam metę jako pierwszy z projektu RAT. Euforia, zmęczenie, medal. Pierwszy triathlon zrobiony! Czas 1.19.01 Open 42 miejsce na ok 250. Przygodo trwaj!

 

Więcej zdjęć

http://www.radiowroclaw.pl/articles/view/68703/Uczestnicy-RAT-u-zadebiutowali-w-oficjalnych-zawodach-WYNIKI-ZDJeCIA#prettyPhoto

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krzysztof Borowiecki i otagowano jako , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius