Pochorowane

Jesień nastała na dobre, o treningi na świeżym powietrzu coraz trudniej, a to za sprawą częstych opadów deszczu. Listopad jak na treningi był dość intensywny, starałem się jak mogłem, był to też czas pewnych przemyśleń co robię nie tak i co można zrobić lepiej, dokładniej. Czasami nie wiadomo skąd, człowiek ma w sobie uczucie, że chce więcej i może więcej. Tak było tydzień temu, kiedy wyskoczyłem sobie na 2 godzinny rower, podczas gdy część grupy GTRAT cieszyła się widokami w Szklarskiej Porębie. To właśnie tydzień temu odbywał się organizowany przez TriathlonCamp jesienny obóz dla GT RAT na rowerach MTB. Jako, że takiego sprzętu nie posiadam, postanowiłem zgodnie z Training Peaksem zrobić trening rowerowy.

Plan był na 80-90 km. Ubrałem się jak należy, kompletny strój drużyny Radiowej Akademii Triathlonu, rękawiczki, czapka, batony energetyczne, dwa pełne bidony ciepłej herbaty, naładowane lampki rowerowe, czujniki i inne fajerwerki. Po wyjściu z domu od razu wiedziałem, że łatwo nie będzie bo zimno od razu dało o sobie znać witając się ze mną przechodzącymi ciarkami. Jednak trening musi zostać odbyty.  Niezrażony wiatrem, wsiadłem i pojechałem, po pierwszych 45 minutach wiedziałem, że nie mam co marzyć o zaplanowanej odległości, napoje w bidonach były już lodowate, a moje ciało zaczynało walczyć z wychłodzeniem. Zmiana planów, trening postanowiłem ograniczyć do czasu trwania – do 120 minut.

Jazda na ruchliwej ulicy, w ciemności nie należy do najprzyjemniejszych, jednak taka jest polska rzeczywistość treningowa, albo po ciemku, albo siłownia lub trenażer. Jednak w dwóch pozostałych przypadkach nie ma tej frajdy z jazdy. Udało się zrobić blisko 60km. Gdy dotarłem do domu, od razu wskoczyłem na pół godziny pod prysznic, by się dogrzać. Mięśnie trochę dostały, jednak czułem się dobrze do następnego ranka. Niedziela obudziłem się niemalże sztywny, uszy zatkane, zatoki wypełnione po brzegi, ból gardła. To jedna z chwil kiedy patrzysz się w sufit i mówisz dlaczego ja? Po śniadaniu, poczułem się lepiej i zacząłem się zastanawiać czy iść na 20 km wybieganie, jednak odpuściłem, do momentu kiedy moje uszy zaczną normalnie funkcjonować. W kolejnych dniach zamiast lepiej było tylko gorzej, tabletki na grypę, tabletki na gardło, czosnek z miodem i mlekiem, syrop z cebuli, solanka do płukania gardła. Nic nie pomagało. Ciąg do treningów był niesamowity, ale poszedłem za radą doświadczonych zawodników GT RAT, którzy często mówią, że lepiej odpuścić i dojść do zdrowia. Mnie trzyma do dzisiaj, wprawdzie już mniej, jednak zatoki to zatoki, łatwo nie odpuszczają. Na koniec mogę powiedzieć, że Triathlon to nałóg, nie trenujesz to trzyma cię taka delirka, że musisz coś zrobić, musisz iść na basen, pobiegać, pojeździć rowerem. Czy to dobrze? Chyba tak, takie zdrowe nałogi są jak najbardziej pożądane.

Uważajcie na siebie, podczas treningów, osłaniajcie usta, noście czapki i bądźcie dobrze ubrani!

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krzysztof Borowiecki i otagowano jako , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius