pogoda dla bogaczy

wydawało mi się, że nie ma sportu bardziej uzależnionego od pogody niż paralotniarstwo. bo kiedy Pio umawia się z kolegami na latanie, obdzwania pół Polski i pół świata, weryfikuje kilkanaście albo i kilkadziesiąt serwisów pogodowych z zaawansowanymi parametrami, typu jaki wiatr na jakiej wysokości – wiadomo, zwykłemu śmiertelnikowi mało przydatne dane, ale niezwykłemu – niezbędne do życia, jak powietrze!

okazuje się, że trening triathlonowy, zwłaszcza skoordynowany z grupą i rygorystycznym planem, jest również bardzo wrażliwy na pogodę. no bo jeśli prognoza mówi, że cały czwartek ma lać, a trzeba w czwartek wyjeździć 2 godzinki i wybiegać 30 min., to człowiek główkuje, jak to zrobić, żeby roweru nie zepsuć i jednak nie jeździć w deszczu… wolna środa, regeneracja, obiad na tarasie, relaks, zapowiadany na cały dzień deszcz dawno zaprzestał padać, teraz już tylko chmurki, wiatr, słoneczko… chmurki – co prawda – burzowe się budują, pada komentarz od głównego meteorologa na pokładzie, ale mi tam wcale burzowo nie wyglądają. szybka decyzja porzucenia wolnej od treningu środy i przeniesienia czwartkowego treningu na środowy wieczór [wszystko zgodnie z zaleceniami Trenera, gdyż można zamienić plan środowy z czwartkowym – jaka ulga, jakie szczęście!]. zrywam się z owego tarasu, tata ćwiczy ortografię z synem [„ołuwek” – kłuje w oczy, trzeba przyznać], sonia odgrywa chopina na pianinku, ćwicząc do koncertu… niko radośnie zaakceptował, że idę na szosówkę i cieszył się tym faktem jak dziecko. no i poszłam… dylemat, czy ciemne okulary czy przezroczyste… ciemne… dylemat: ubierać rękawki czy nie?… nie… no to idę….

wyjechałam, a tu na Strachocińskiej wciąż tłok… zawróciłam, co by się nie frustrować walką z samochodami na tej nieprzyjaznej drodze… do tego nastąpiła zmiana wizerunku: przezroczyste okulary, rękawki, odczekanie w domu 15 min. i powrót na szlak. mecze są – ludzie – idźcie sobie oglądać mecze – a nie mi szosę blokujecie!!  teraz już posłuchali się mnie i poszli oglądać. jedna tylko fajna pani w pseudo sportowym aucie trąbiła na mnie jak dzika od ronda na Wojnowie w kierunku Kamieńca, kiedy to jest zwężenie pasów i ambitni kierowcy próbują wyprzedzić rowerzystę, ale już się wzięłam na sposób po kilku próbach zabójstwa, jakich kierowcy chcieli dokonać na mnie i teraz jadę środkiem tej wąskiej drogi, no więc trąbią. DW 451LU – niech sobie Pani da na wstrzymanie 🙂

trening się powiódł. pogoda dopisała. rękawki były konieczne. okulary przezroczyste to też był dobry wybór. niech sobie jutro pada i to cały dzień… [choć NIE, nie życzę moim kolegom złej pogody na trening !! absolutnie!].  fajnie, bo żyłam z poczuciem, że mam wolną środę i się nią delektowałam, po czym szybko zaimplementowany trening zupełnie nie zaburzył mojej wolnej środy, a w czwartek miałam poczucie kolejnego wolnego dnia!! jak miło. jak zaskakująco.

 

fotki autorstwa Balona: lotnisko w Lesznie. model paralotniowy: Pio.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Kinga Zakrzewska. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Michał
    Opublikowano 20 czerwca 2012 at 07:44 | Permalink

    I dzięki temu miałaś dwa wolne dni 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius