Projekt „Dama w czerwieni”

Regularny trening, oprócz poprawy cech motorycznych, przynosi także inne korzyści. Np. pozwala przetestować sprzęt w warunkach ekstremalnych. Niewygodna wkładka w spodenkach może nie być problemem, jeśli na rowerze spędzasz godzinę tygodniowo. Jeżeli jest to siedem godzin, ta sama wkładka decyduje o tym, czy jesteś w stanie w ogóle odbyć trening. Albo buty – moje pancerne SPD-ki, najtańsze jakie były w sklepie, wydawały się bardzo wszechstronne, do czasu pierwszej zimowej przejażdżki. Blaszany element podeszwy do którego przykręca się bloki momentalnie zamarzł, a ja mimo wkładek i ochraniaczy na buty po kilku minutach straciłem czucia w palcach, a potem w całych stopach.

Podobnie rzecz się ma z rowerem. Kiedy jakieś 3 lata temu kupowałem moją kolarzówkę, wydawała mi się rowerem idealnym. Lekka aluminiowa rama, szosowe koła, baranek – jazda na takim rowerze była dla mnie nowością i przy każdej, trzeba przyznać sporadycznej jeździe wpadałem w stany bliskie euforii. Niestety, wkrótce po przystąpieniu do RATu musiałem zweryfikować moją idylliczna wizję „maszyny do ścigania” i spojrzeć na rower bardziej krytycznie. To, na co w ogóle nie zwracałem uwagi jeżdżąc raz na miesiąc urosło do palącego problemu przy codziennej jeździe treningowej. Po sezonie treningów i startów moja lista zastrzeżeń niebezpiecznie się wydłużyła: rama jest za mała, kierownica za wąska, sztyca podsiodłowa za krótka, tak samo jak korby; rowerowi brakuje sztywności, po prostu jest to sprzęt dla mniejszego, a więc i lżejszego zawodnika. Dodatkowo niektóre elementy są już wyeksploatowane, ot taki urok kupowania używki. Oczywiście jest to problem, ale ta sytuacja ma ogromną zaletę – cały czas szukam idealnej pozycji na sprzęcie który mam, a przez to uczę się jak prawidłową dokonywać tych ustawień, jak dobierać komponenty itp. Gdybym mógł od razu kupić sobie nowy, sprawny sprzęt, to pewnie mniej bym się męczył, ale ominęłaby mnie ta bezcenna lekcja.

Na szczęście, w perspektywie zbliżających się startów, na horyzoncie majaczy już „Dama w czerwieni”, mój nowy rower oparty na pięknej czerwonej ramie Felta, która trafiła do mnie w dość ciekawych okolicznościach. Jeżeli ktoś kiedykolwiek składał rower szosowy, na pewno zrozumie rozterki, jakie towarzyszą mi przy wyborze podzespołów. Na razie jestem na etapie wyboru grupy, serce chciałoby „Campę”, rozsądek jakiegoś SRAMa, a stan konta bezdusznie wskazuję na Shimano Sora :).  Mam nadzieję, że „Dama w czerwieni” już niedługo poniesie mnie po dolnośląskich drogach.

Zatem, aby do wiosny!

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Wojciech Górecki i otagowano jako , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Pablo
    Opublikowano 16 marca 2013 at 12:09 | Permalink

    Piękny ten carbon wpasowany w tylny trójkąt.

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius