Ratowe Wodowanie

Mimo, iż jestem na tyle szczęśliwcem, że to ja mam dzisiaj pierwszeństwo wpisu na blogu i tak chłopaki z radia mnie wyprzedzili. No cóż pozostaje mi tylko grzecznie pochylić głowę przed zawodowcami robiącymi materiał na artykuł w 10 minut:). Postaram się streścić dzisiejszą przygodę, odsyłam jednak do wpisu Darka w którym to jest zamieszczone treściwe video oraz wywiady z RATowcami,abyś mógł zobaczyć dokładnie jak to wyglądało.

7 maja g.18 zbiórka na Sępolnie.


Ruszamy bogato na 4 auta nad staw w Jelczu, w którym docelowo będziemy poddawać testowi pianki oraz swoje umiejętności pływackie.W ekipie brakuje Mariusza, Olimpii oraz Maćka i Ewy, ale ostatnia 2jka ma dojechać.

Po dotarciu do celu i kilku minutach miotania się wokół aut zaczęliśmy rozgrzewkę:). Dość groteskowo to wyglądało tym bardziej, iż część ekipy bezpośrednio z pracy w pantoflach przyjechała i przystąpiła do zajęć. Wymachiwanie bezwiedne kończynami pozwoliło nam w miarę utrzymać ciepłotę i wypełnić czas oczekiwań na pozostałą 2jkę. W międzyczasie wpadła Ewa, ale niestety nie miała pianki, więc nie popłynęła z nami.

Maciek będzie za 15 minut, więc trzeba zabrać się za przymierzanie pianek, bo temperatura daje się we znaki, mimo iż na zdjęciach tego nie widać.

Temperatura ok.

Jeszcze tylko sprawdzenie, czy aby zamówiony chłód wody w zbiorniku  się zgadza…

Tak jak zamawialiśmy 20 stopni C, możemy płynąć. Były drobne obawy, czy aby nie będzie zbyt ciepła, tak jak to kiedyś wydarzyło się na basenie przez co musieliśmy ćwiczyć nawroty zamiast pływania. W stawie trudno byłoby o to:).

 Ubieranie i ubieranie

Następnie nauka prawidłowego zapinania pianki.

O ile w miarę nauczyliśmy się zakładać swoją drugą skórę, kto widział ten wie jaka to praca, o tyle na dzisiejszym treningu musieliśmy przyswoić odpowiednie zapinanie pianki. Sprawa rozchodzi się głównie o sznurek, który powinien znajdować się pod rzepem, ażeby przypadkiem w trakcie płynięcia nikt nam nie odpiął pianki. Prawidłowe zapięcie wygląda następująco:

Kolarskie karczycho Michała

Wodowanie

Po prawidłowym założeniu naszych pianek przymierzamy się do wodowania.  Jeszcze tylko porady, jak się zanurzać i ruszamy w dziewiczy rejs.

„Orki” dobrze nas zabezpieczyły przed chłodnym czynnikiem termicznym, jednak nie ma rzeczy idealnych. Musi być miejsce, gdzie woda dostaje się do środka. Miejsce to znajduje się na zamku i w chłodne dni (tak jak dzisiaj) uczucie wlewania się do środka chłodnej wody dość ciężkie jest w odczuciu. Tym bardziej, kiedy woda powoli spływa po plecach i dostając się do najwrażliwszego miejsca mężczyzny:).

Dziewiczy rejs

Po oswojeniu czas wypłynąć w dziewiczy rejs. Na drugi brzeg mieliśmy ok 500 metrow. W założeniu mieliśmy oswojenie się z warunkami panującymi w wodach otwartych (WO) dlatego na tym treningu zrobiliśmy tylko, albo aż 1000metrów. Piszę „tylko albo aż”, ponieważ dystans ten w porównaniu do tych które robimy na basenie wydaje się skromny.

Jednak przez te 1000 metrów zobaczyliśmy jak różne potrafi być pływanie w wodach otwartych w porównaniu do basenu. Przede wszystkim pianka zapewnia pewną wyporność, co ułatwia płynięcie, gdyż koncentrujemy się wyłącznie na przesuwaniu do przodu. Ponadto narażeni jesteśmy na warunki pogodowe. Dzisiaj akurat było pochmurno (słońce nie oślepiało) co daje duży „+” przy nawigacji. A skoro już o niej wspomniałem  to naprawdę można nieźle zboczyć:). Na dnie nie ma przesuwających się kafelek basenu oraz innych oznaczeń, tylko jedno zielone coś. Jeśli nie miksujesz techniki pływackiej z kraulem ratowniczym to daleko nie zapłyniesz. Tomek podobno gdzieś w trzcinach polował na żmije, a Michał na długości 3/4 stawu już zawinął rogala na powrót:). Ogólnie panuje spory chaos, nad którym musimy uczyć się panować. Komfort termiczny ze strony pianek jest na tyle duży, że nawet w  tak chłodny dzień jak dzisiaj w ogóle nie skupiałem się na temperaturą. Podczas płynięcia można wpaść w trans (lubie to) bo monotonny dźwięk szumu wody łączony ze zmiennym obrazem zielone/białe robią dobry efekt:). Co do dyskomfortu to w niższej klasy piankach przy dłuższym dystansie padają szybciej mięśnie obręczy barkowej, gdyż guma jednak ciągnie.

Zrzucanie skóry

Po wróceniu na brzeg macierzysty mieliśmy zadanie jak najszybciej się „rozpiankować”. Trener dał nam na to 15 sekund, jednak w rzeczywistości zabrało nam to nieco więcej czasu. Podczas wybiegania z wody, odpinasz rzep, ciągniesz za linkę i odpinasz piankę. W przypadku, gdy masz długi brzeg masz prawo ściągnąć górną część pianki do połowy i w ten sposób biec do strefy zmian. Ręcznie zrzucamy drugą skórę poniżej kolan, a tam gdzie już jest najgorzej, brutalnie stajemy nogami na piankę i z niemalże zdzieramy ją z ciała wyciągając pojedynczo kończyny dolne. Na zdjęciu pozostałość po jednym z uczestników.

Ciepła herbata, teoria, Klagenfurt

Zostało nam już tylko ogrzać się, napić ciepłej herbaty i jak po każdym treningu po przeżywać trochę wysiłek no i posłuchać bacznie uwag trenera. Dzisiaj mówiliśmy sporo o Klagenfurcie (docelowym miejscu naszego startu). Trener namalował piękną mapę na piasku i opisał, gdzie co i jak. Na koniec ja w Klagenfurcie.

Mam piękne zdjęcie jak trener rysuje butem powyższą mapę, oraz wyedytowaną grafikę w paintcie z opisem powyższej miejscowości, ale chyba przeciążyłem serwer, zdjęciami i nie mogę już nic nowego wrzucić. W każdym razie ja jestem w mieście to owalne najbardziej po lewej to trasa płynięcia, zaczyna się wąskim kanałem (który widzisz między butami). No i gdzieś tam jeszcze była trasa rowerowa i pasta party ;).

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krystian Mrozik. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (5)

  1. Michał
    Opublikowano 9 maja 2012 at 09:52 | Permalink

    A widziałem że wywiad z nią był 🙂
    Jeszcze wypadnie lepiej niż Ty 🙂
    to teraz już musi być na każdym naszym szkoleniu wyposażona w teleobiektywy 🙂

    • Krystian Mrozik Krystian Mrozik
      Opublikowano 9 maja 2012 at 22:01 | Permalink

      Jeśli mówisz o wywiadzie, to na pewno wypadła lepiej ode mnie. Co do obiektywu myślę, że nie będzie problemu, bo spodobała się Asi bardzo ekipa RATu, a jeszcze ten wywiad przepełnił czarę:).

  2. Krystian Mrozik Krystian Mrozik
    Opublikowano 8 maja 2012 at 21:59 | Permalink

    No, dzięki chłopaki. 50% pracy wykonał fotograf Asia, zapomniałem w tekście dodać:).

  3. Maciej Garncarek Maciej
    Opublikowano 8 maja 2012 at 19:08 | Permalink

    Czad tekst i super foty…brawo

  4. Michał
    Opublikowano 8 maja 2012 at 14:00 | Permalink

    I ty to wszystko spamiętałeś 🙂
    Zawsze jak jest moja kolej to nic ciekawego się nie dzieje 🙁

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius