Rowerowe 170 km

Obiecana relacja z sobotniego treningu 🙂

Udało się pokonać prawie 180 km. Trening prowadził Michał naprawdę super się spisał nie pozwolił Panom za bardzo szarżować a dodam, że z Pań byłam tylko ja,Wanda i Sylwia. Trasa zaczynała się w okolicach mojego domu więc z grupą spotkaliśmy się można tak powiedzieć na naszym terenie ( my to oczywiście ja Wanda i Wojtek mieszkańcy gminy Wisznia Mała).

Potem poszło już z górki kręciliśmy się w okolicach Brzegu Dolnego Obornik Śląskich, pędziliśmy przede siebie bez zbędnych przerw. Wyszły wszystkie moje braki. Pierwszy to brak umiejętności picia i jedzenia przy jeździe w grupie, naprawdę do dużej poprawki. Muszę mocno nad tym popracować bo inaczej kończy się to jazdą z żelem w zębach przez kilka kilometrów oraz groźbą skonania z pragnienia 😉  Dodatkowo po pokonaniu każdego ostrego zakrętu zawsze zostaję kilka metrów w tyle i muszę odpalać turbo doładowanie żeby dogonić żwawo jadącą grupę ( całe szczęście, że takowe posiadam ). Pocieszam się faktem, że w jedzeniu i piciu w Barcelonie nikt nie będzie mi przeszkadzał, szkoda tylko straty czasu na zakrętach ale jest jeszcze czas na poćwiczenie, więc jest nadzieja, że jakoś ten rower sprawnie mi pójdzie.

Cała trasa super nie obyło się bez kilku kryzysów szczególnie pod koniec kiedy człowiek zmęczony, żar z nieba się leje a pędzić za grupą trzeba. Kilka razy wtedy przemknęło mi przez myśl po jaką cholerę Agata się tak męczysz. Zaraz jednak złą myśl zastąpiła lepsza, Agata dałaś radę, śmignęłaś już ponad 160 km średnia prędkość 30 km/h w grupie same prawie chłopy wszyscy dużo młodsi od Ciebie zajebi……..

Trening skończył się we Wrocławiu zadowolona, szczęśliwa wracałam do domu. Rozstaliśmy się pod Orbitą, zostało jakieś 15 km spacerowym już tempem do domku. Niestety tak wspaniale rozpoczęty dzień skończył się fatalnie.

Na ścieżce pieszo, rowerowej wpadłam w szczelinę między kostkami, rower podbił się na studzience i przelatując przez pas zieleni wylądowałam na asfalcie. Ból nogi okrutny, kilka dobrych minut musiałam siedzieć.

Pozbierałam siebie, rower i z pomocą Wandy i Wojtka odbyłam najgorsze 15 km w moim życiu. Rower zniszczony, opony do wymiany, buty podarte a najgorzej, że noga uszkodzona.

Fatalne zakończenie pięknego dnia ale radość jakaś jednak prześwituje, że przejechany dystans nie zmęczył mnie specjalnie.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Agata Szydło. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius