Równikowe treningi

Raptem półtora tygodnia temu byłem jeszcze w „tropikach”, gdzie średnia temperatura dobowa oscylowała w okolicach 28 stopni, a już czuję się jakby tych wakacji w ogóle nie było. Bateryjki co prawda podładowane, ale pamięć o odbytym urlopie jakoś dziwnie szybko ulatuje z zakamarków świadomości. Powrót do pracy, obowiązki domowe (teraz sam już muszę sobie gotować 😉 ) oraz treningi w jesienno-zimowej aurze skutecznie przeniosły mnie do „starej” rzeczywistości. Dlatego chętnie wrócę wspomieniami do Sri Lanki i podzielę się z Wami moimi doświadczeniami wakacyjnymi.

Wyjeżdżając na urlop oczywiście nie było mowy, żebym nie zapakować potrzebnego sprzętu, o czym już wcześniej pisałem. O tyle dobrze, że byliśmy w strefie równikowej, bo pewnie dodatkowo  do tego wszystkiego doszła by pianka, która nie zajmuje mało miejsca, a swoje waży. A jak każdy wie wyjeżdżając na wakacje każdy kilogram w walizce jest jak na wagę złota 🙂 Także pianki, brak więc nie miałem możliwości przetestować pływania na prawdziwych oceanicznych wodach otwartych. Może przed Barceloną się uda…

Zatem pływanie odbywało się na hotelowym basenie. Z racji tego, że nie było to standardowy basen, a właściwie bardzo niestandardowy, pierwsze co musiałem zrobić to ustalić długość basenu, żeby w ogóle wiedzieć ile pływam. Na odcinku który wydawał mi się najbardziej sensowny długość była zdecydowanie większa niż 25 metrów. Ale nie wiedziałem czy to 35, a może nawet 40 metrów. Stwierdziłem, że moje próby zmierzenia za pomocą kroków są zdecydowanie za mało dokładne, więc trzebabyło zasięgnąć informacji u źródła.

Niestety w recepcji personel nie znał wymiarów basenu, ale… powiedzili mi, że mogą się dowiedzieć 🙂 Na Sri Lance ludzie są bardzo mili i pomocni, więc zrobią wszystko żeby zadowolić gości. Owego dnia i tak nie miałem w planach pływania, więc postanowiłem zajżeć później i sprawdzić czy udało im znaleźć poszukiwane przeze mnie informacje. Jak tak sobie teraz o tym myślę to pamiętam, że tego samego dnia, gdy byłem zapytać o długości jedna osoba z personelu mierzyła coś przy basenie 🙂 Szczerze do tej pory nie wiem czy to było spowodowane moim zapytanie 🙂 Tak czy owak informację dostałem. 36 metrów. Niestandardowo ale da się z tym żyć.

Następnego dnia o poranku póki słońce nie jest jeszcze takie mocne postanowiłem wybrać się na pływanie. Okazało się jednak, że godzina 8 to już za późno na trening pływacki. Po paru minutach mocno czułem promienie słońca na mojej twarzy wypływając z zacienionej części basenu. Nie popełniłem tego błędu po raz kolejny. Następnym razem wybrałem późne popołudnie. Niewątpliwie był to przyjemniejszy wariant 🙂

Nie tylko podczas pływania miałem lekko pod górkę 🙂 Przed wyjazdem w myślach układałem sobie scenariusze jak to będę biegał po lokalnych ścieżkach i w ten sposób zwiedzał okolice. Nic bardziej mylnego. Równikowy klimat szybko wybił mi z głowy te pomysły 🙂 Temperatura za dnia w okolicach 30 stopni i dochodząca do tego dość wysoka wilgotność powietrza skutecznie odstraszały biegaczy. Powiem inaczej przez cały wyjazd wraz ze mną widziałem tylko 3 osoby biegające na zewnątrz. To chyba daje pewien pogląd na panujące warunki 🙂 Ale o tym musiałem przekonać się na własnej skórze.

Jednego dnia wybrałem się na trucht… i niestety nie było mowy o niczym więcej… Biegnąc na plaży w tempie 7:00 moje tętno skakało do 150. Niesamowite jak wzrost temperatury o kilka stopni powoduje tak wzmożoną pracę serca. Nie dziwie się, że biegacze wychowanie w takich warunkach okupują podium na większości zawodów biegowych.

Po tym ciekawym doświadczeniu bieganie postanowiłem kontynuować już tylko na bieżni 🙂

Jak to zwykle bywa na tego typu wyjazdach największym problemem jest rower, ale na szczęście tutaj też udało się rozwiązać sytuację ponieważ hotelowa siłownia jednak była wyposażona w rower stacjonarny. Nie był to jeden z naszych bolidów spinning’owych typu Tomahawk 😉 lecz zupełnie innego kalibru sprzęt. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Czy jakoś tak to było 😉

W każdym razie pozwoliło mi to na nieudolne przeprowadzenie dwóch treningów. Nieudolne ponieważ wytrzymać na tym sprzęcie ponad godzinę graniczyło z cudem. „Cztery litery” dość szybko zaczynały boleć, a do tego dochodziły cierpnące ręce. Nie były to łatwe treningi. Ale już od jakiegoś dłuższego czasu, żeby się zmobilizować powtarzam sobie w głowie jak mantrę: „Każdy wykonany trening przybliża mnie do celu, a każdy nieodbyty oddala” To proste zdanie bardzo często pozwala mi przetrwać chwilę zwątpienia. Mimo kiepskiej jakości sprzętu dało się na nim wycisnąć „siódme poty” 🙂 Co widać na załączonym obrazku 😉

Mimo wakacyjnego klimatu i szeroko pojmowanego wypoczynku udało mi się odbyć prawie wszystkie zaplanowane treningi z czego jestem naprawdę dumny. A uwierzcie mi łatwo nie było 🙂

P.S. W ramach czwartkowego treningu siłowego na salce pojawił się mój ukochany surfing 😉 Niestety 2 lata bez deski robi swoje 🙁

Na dokładkę jeszcze parę fotek z wyjazdu:

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Andrzej Nowak, Bez kategorii i otagowano jako , , , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius