Setka tylko w sobotę

Sobota zazwyczaj jest rowerowa, tak samo miało być tym razem… 8 rano zbiórka na umówionym parkingu. W drodze na umówione miejsce mijam starszego kolegę z Grupy Triathlonowej RAT, na miejscu jestem 7.50. Czekam z niecierpliwością na resztę z naszej ósemki, rozglądam się dookoła i nikogo nie widzę. Na treningu 9 osób, problem w tym, że wszyscy to zaawansowani zawodnicy GTRAT z Olimpią Wojtyło, Natalią Bihun i Mateuszem Włoch na czele. Taki skład gwarantuje rozrywki na najwyższym,a raczej najszybszym poziomie. Tempo startowe dość mocne ponad 33km/h. Grupa formuje kolumnę jak na profesjonalny trening kolarski przystało. Po chwili orientuje się, że tylko ja nie mam butów kolarskich SPD, które pozwalają nie tylko naciskać, ale też ciągnąć nogą. Tłumacze sobie to, nogi to nogi, moje są naprawdę duże, dam radę. Po 20 minutach jazdy, organizm przyzwyczaja się do zadanego tempa, można porozmawiać, popytać o rady. Jest jednak ciezko, Olimpia podjeżdża wskazując bym skorzystał z izotonika, jednak przed treningiem niezerwałem zawleczek. Widząc sytuację podaję mi swój aerobidon jak na sportowca fair play przystało. W GTRAT można poczuć się jak w rodzinie, jak sobie z czymś nie radzę, zawsze jest wskazówka od kogoś starszego i doświadczonego. Dla nowych osób jest to niezwykle cenny kapitał. Rower czasowy Olimpii robi wrażenie kosmicznego pojazdu. Grupa rozpoczyna jazdę w systemie rotacyjnym, tak zwany wachlarz. Jestem na końcu i jedzie się całkiem przyjemnie. Kolejne zmiany przesuwają mnie do przodu, aż wreszcie trafiam na czoło RATowego peletonu. Jest ciężko, wiatr od czoła, obok mnie topowa zawodniczka Natalia Bihun a przed nami podjazd. Dopiero w tym momencie zrozumiałem, dlaczego liderzy mają najciężej, aerodynamika jak grawitacja, ściąga w tył. Staram się zmienić pozycję pochylając się do przodu, to pozwala zmniejszyć opór czołowy, jednak dalej jest ciężko. Podjazd coraz bardziej stromy, a ja czuję jak płoną moje uda. Wreszcie koniec, 10 minut zjazdu i zmiana. Przesuwam się na koniec, jest chwila by się napić, złapać więcej powietrza. Najlepsi w grupie jadą tak jakby zmęczenie ich nie dotyczyło. Asfalt jest zmienny, nawet trafiliśmy na drogę w budowie, okolice Sobótki są naprawdę malownicze. Minęło 1,5h treningu, czas na powrót, jest chwila na batonika, uzupełnienie płynu. Miała być kawa, jednak Mateusz ciągnie grupę dalej, zakręty pokonuję korzystając z dużego przechylenia z przeciwskrętem, jak na motorze 🙂 Na ostatniej prostej 20 km od Wrocławia spora ‚góra’, jestem w środku stawki, nagle nogi się odcinają, zwalniam. Maszyna RATu gna jak lokomotywa dalej, co najlepsze przyspiesza. Moja niemoc zostaje zauważona przez Natalie, zwalnia do mojego ślimaczego tempa, po czym woła: ‚młody dawaj na koło i ciągniesz, dasz radę’. Próbuję ją złapać, jest ciężko, grupa też zwolniła, Natalia osłania mnie od wiatru i holuje. Po 10 minutach łapię kontakt z grupą. Trasa płaska, ostatnie kilometry, pytam Olimpie ile zrobiliśmy, ona że
jechaliśmy tak ok 3 godziny, średnia prędkość na 91km wyszła 33.5km więc całkiem nieźle. Z dojazdem i powrotem do domu pękła pierwsza setka w życiu 🙂

PS. Cudowne uczucie być i trenować z elitą. Pokazuje to ile treningu przede mną i że sufit jest bardzo bardzo daleko.

PPS. Po wszystkim okazało się że pomyliłem treningi i RAT trenował na kamionce nieopodal Sobótki

Tracking dzięki uprzejmości Olimpia Wojtyło.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krzysztof Borowiecki i otagowano jako , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius