Sezonem pachnie?

Odwilż!

Koniec stycznia, dokładnie 28/01/2013r (przeżyliśmy koniec świata, gratuluję wszystkim), pierwszy dzień odwilży po tygodniach mrozów. Temperatura w granicach O stopni C, (jeszcze kilka stopni w górę i można na rower wsiadać) grupa RAT dostała nowe plany treningowe na okres lutego.

Jeszcze cieplej

W planie pojawiają się już 3 dni, w których treningi zajmują minimum 3 godziny. Zaczynają mi się przypominać weekendy z zeszłego sezonu, kiedy to na treningach spędzało się po 6 godzin. Teraz jesteśmy w trakcie przygotowań do sezonu, ale pachnie potem (nie mówię tu o odkładaniu czegoś w czasie) i okładzinami kół zamachowych w spinnerach:). W luźną niedzielę mamy 5 godzin treningu.

5 godzinny trening to jest to

Wielogodzinne zajęcia w miarę możliwości rozkłada się na cały dzień. PROsy robią przed świtem pierwszą część, potem sen i po kilku godzinach kolejną część. My też w miarę możliwości staramy się tak robić, ale w planie mamy możliwość połączenia wszystkich jednostek w jeden trening (tak było w styczniu i będzie w lutym). W ostatnim tygodniu stycznia postanowiłem tak zrobić, coby przypomnieć sobie co to jest prawdziwe zmęczenie… i udało mi się.

Luźna niedziela

Niedzielę zaczęliśmy od 2godzinnego kręcenia po przełęczach górskich na spinnerach. Jazda pierwszy drugi i ponad drugi zakres tętna treningowego. Niby oporu nie było dużo ale nogi chyba najbardziej się zmęczyły. Następnie jakby było mało tego poszliśmy  na siłownie wzmacniać nogi bo za słabe mamy… Po półtoragodzinnym przerzucaniu złomu dla większości pierwsza jednostka treningowa się zakończyła, ale ja z Mariuszem mieliśmy inne plany na tą niedzielę:). Po przepedałowaniu 120minut i przerzuceniu kilkuset kilo na siłowni, przyszedł czas na 24 kilometrowy bieg. Z uwagi na fakt, że staram się biegać na bieżni jak najmniej oraz że byłem już zmęczony, ostatnia część treningu okazała się dla mnie tragedią psychiczną. Jednak jak to zawsze bywa najgorzej jest się zabrać, potem już leci. Na SPARTANIE spędziłem łącznie 6 godzin (powinienem wypłatę jakąś dostać) i przez całą resztę dnia czułem się jak wrak. Ostatni raz tak czułem się po maratonie w Poznaniu, ale to dobrze, przypomnieć sobie to co niedługo będzie towarzyszyć nam codziennie:)

Motto przewodnie:

„Zawsze boli!” – DS

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Krystian Mrozik. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius