świąteczny rower

środa – dzień systemowo wolny od treningu – niesie jednak zmianę w harmonogramie, bo skoro święto w kraju nad Wisłą, jak też w wielu innych krajach, nie nad Wisłą, to można wykorzystać puste drogi, dużo wolnego czasu i przesunąć czwartkowy trening właśnie na ową wspomnianą środę…

 

zaczyna się wspaniale, piękny poranek, rower już wczoraj podczyszczony, gdyż ostatnio nieco zapuszczony, więc przychodzi światła myśl, by uświetnić ów czyściutki i wyrychtowany rower i dopompować koła. trochę już minęło czasu od ostatniego pompowania, należy więc wykonać prostą i nieskomplikowaną na pozór czynność za pomocą jakże podręcznej pompki stojącej. po problemach z nałożeniem końcówki pompki na rozkręcony wentyl, telefonuję do największego specjalisty od rowerów, jakiego znam i pytam Michała, dlaczego to nie wchodzi… [należy wspomnieć, że czynność ta nie jest mi obcą, choć zawsze preferowałam obecność bardziej technicznego mózgu niż mój na okoliczność wykonywania owej czynności lub też angażowałam bezpośrednio ów bardziej techniczny mózg…] Michał krótko tłumaczy tłukowi, jak to zrobić, podziękowawszy wykonuję czynności, do których mnie namówił [wciskanie do końca], co skutkuje niepożądanym efektem, mianowicie oderwaną końcówką wentyla, która zostaje w końcówce pompki.

ha!, myślę sobie, świetny trening uskutecznię z flakiem w tylnim kole… kolejny telefon do przyjaciela, który umarł ze śmiechu słysząc, co mnie spotkało, a jak już się otrząsnął, trzeźwo ocenił sytuację i zarządził wymianę dętki!!

ha!, myślę sobie, tego jeszcze nie było. mam sama zmienić dętkę… tego potrafią dokonać tylko bohaterowie, prawdziwi herosi [jak Maciek na co drugim treningu], ale ja? sama??? Michał sugeruje filmik instruktażowy z youtube’a, owszem szybko odnajduję ów z panem, który w 40 sekund dokonuje tej czynności… jednak w tym momencie pojawia się kolega treningowy, który WIE, jak wymienić dętkę, co więcej, robił to jakieś 20 lat temu… ale że jeszcze kojarzy, przypomina sobie czynności krok po kroku i ku mojemu całkowitego osłupieniu – dokonuje zmiany dętki na nową w zawrotnym czasie… ja zabieram się za jej pompowanie, przy PRAWIDŁOWO umocowanej końcówce pompki… przy 7 barach następuje wystrzał niczym armatni… dym – jako efekt specjalny – pojawia się równolegle, a biały proszek sypie się z opony…

ha!, myślę sobie, tak doprawdy nie może zakończyć się ta poranna akcja rowerowa, bo to przecież NIEMOŻLIWE! taki przebieg zdarzeń może pojawić się tylko w filmie, i to głupim… jednak jest świąteczny dzień, sklepy rowerowe zamknięte, więcej dętek nie ma, zatem rower szosowy okazuje się totalnie bezużyteczny, mimo że taki czysty łańcuch ma dziś… odświętny wręcz…

nie czas żałować róż, gdy lasy płoną… w garażu stoją dwa stare zdezelowane rowery – teraz trzeba podjąć decyzję, który lepiej nadaje się na trening i chwycić byka za rogi… jeden złomek [trekingowy]  ma koszyki na pedałach i bardziej aerodynamiczną pozycję, drugi złomek [MTB] wydaje się być, mimo wszystko, sprawniejszy i to on dostępuje zaszczytu wyruszenia ze mną na trening… ależ to ciężkie bydle!! buty biegowe ślizgają się na pedałach, pozycja siedząca spowalnia o 20%, ale zaczynam traktować ten trening jak prawdziwe wyzwanie i okazuje się, że 45 km pokonuję w tempie blisko 30 km/h, co oczywiście jest odczuwalne w nogach i czyni ów trening bardzo wartościowym doświadczeniem, dając mi przekonanie, że trzeba będzie to powtarzać raz po raz. kładąc się na kierownicy, bo na siedząco jechać się nie da, mknę, jak szybko się da, bo okoliczności doprawdy nie zachęcają. jadąc rower koło roweru – jak przepisy ruchu drogowego pozwalają w kraju nad Wisłą – zostajemy tego pięknego ŚWIĄTECZNEGO poranka obtrąbieni kilkadziesiąt razu, obelgi padają pod naszym adresem, wypudrowane pasażerki wywracają oczami i pełne ekspresji dają nam do zrozumienia, co myślą na nasz temat, wymachy pięści grożących nam znikają w oddali, a dwa auta prowadzone przez  eleganckich dżentelmenów praktycznie wjeżdżają w nas celowo podczas manewru wymijania, a my cudem unikamy wypadku. na pewno spieszyli się do kościoła.

dzień wolny, niewielki ruch na szosie, nikt nie spieszy się do pracy, cieszmy się latem…

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Kinga Zakrzewska. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (2)

  1. Artur
    Opublikowano 25 sierpnia 2012 at 15:01 | Permalink

    Jechalem ostatnio przez wieksze nadmorskie miasto (woj. Zachodniopomorskie). Pomijam okolice. W miescie przebrnalem 5-6 km zeby wyjechac na droge. Jechalem przy kraweznikach z prawej strony. Naliczylem kilkanascie klaksonow i kilka wscieklych wyzwisk. Odechcialo mi sie jezdzic. Z takim zachowaniem nigdzie dotad sie nie spotkalem! Kierowcy na ograniczeniach do 30-50km/h jezdza 2-3 razy szybciej. Standartem jest wyprzedzanie na trzeciego. I nic do tego nie maja przepisy ruchu drogowego. Brak kultury to malo powiedziane. Bylem na zawodach IM w Szwecji. Setki zawodnikow jezdzilo w miescie i szosami poza. Nikt sie nie denerwowal, nie wyprzedzal z narazeniem zycia rowerzysty. Ale co daleko szukac. Czechy. Jest obowiazek (przestrzegany!) wyprzedzania rowerzysty drugim pasem ruchu! Mozna!? Mozna. Powtarzam: nie ma co przytaczac artykulow Ustawy. U nas niewiele osob przestrzega jakiekolwiek przepisow. A szacunek dla zycia innych uczestnikow ruchu jest niestety znikomy! I w tym caly problem. Trenujacy na szosie staraja sie zminimalizowac ryzyko utraty zycia i zdrowia na drodze. I stad wynika naginanie lub przekraczanie przepisow, ktore z reszta tworzyly osoby nie majace pojecia o tym, ze uczestnikiem ruchu moze byc kierujacy szybkim rowerem szosowym. Inny przyklad. W przepisach jest rowniez zalecenie zeby kierujacy motocyklem jechal jak najblizej prawej krawedzi drogi. Gdyby sie tego trzymac trupow wsrod motocyklistow byloby dwa razy wiecej! Najwiecej wypadkow jest wsrod kierujacych skuterami. Ci biedacy trzymaja sie prawej strony i bywaja smiertelnie zdmuchnieci przez kierowcow busow, ciezarowek lub osobowek. Jeszce wiele lat przed nami zeby osiagnac standart kultury drogowej powszechny poza naszymi granicami…

    • Tomasz
      Opublikowano 28 sierpnia 2012 at 13:04 | Permalink

      nie ma co przytaczac artykulow Ustawy. U nas niewiele osob przestrzega jakiekolwiek przepisow

      Jeszce wiele lat przed nami zeby osiagnac standart kultury drogowej powszechny poza naszymi granicami…

      Zgadzam się z Panem, żeby osiągnąć standardy kultury drogowej powszechne poza naszymi granicami nie ma co przytaczać artykułów Ustawy, a od siebie dodam, należy nieprzestrzegać przepisów, wtedy osiągniemy takie standardy, że ho, ho.

      Pozdrawiam

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius