szczęśliwy wypadek

niedzielny trening – pierwszy TAKI trening w historii: planowo do 480 min. na rowerze… strach się bać… dzień zapowiada się piękny… ciepło, bezwietrznie, słonecznie… zaczynamy u Maćka naszą przygodę… ciągniemy w kierunku Sobótki i na odcinku pięknego asfaltu przed ŚWIĄTNIKAMI ćwiczymy tempo, krótkie zmiany… i zaraz wydarza się coś niespodziewanego…. Tu – w pewnym sensie – zaczyna się i zarazem kończy przygoda dla niektórych.

schodzę ze zmiany, wchodzę za Tomka, który jedzie za prowadzącym Maćkiem… zanim się orientuję, widzę coś przerażającego: Tomek wywraca się tuż przede mną, w ułamkach sekund zastanawiam się, co mam robić… „zastanawiam się” jest lekkim nadużyciem… błysk w głowie: „muszę przejechać po Tomka rowerze – rozwalę mu rower!!!” [Tomek już leży w rowie, nawet tego nie zauważam], na przeszkodzie w postaci Tomka sprzętu wywracam się z moim rowerem, jednak kurczowo trzymam się kierownicy, jakby rower miał mnie uratować przed spotkaniem z podłożem… kłębią się różne myśli: „rozwalimy sobie rowery”, „jejku, mamy wypadek! co robić?”, „zaraz wyląduję na asfalcie”…]

Rower mnie nie ratuje, za to ja ratuję rower: sunę w płaszczyźnie poziomej, lecę [?], upadam bokiem na miednicę, raz – drugi, dobijam kaskiem i leżę. Krzyczę upadając. BOLI. Boli miednica, nie mogę się ruszyć…. Spektakularna akcja rozegrana w pięknym słońcu niedzielnego przedpołudnia. Zatrzymujemy ruch drogowy, dzięki Bogu nie było akurat kierowców rajdowych, którzy przejechaliby po mnie leżącej na środku drogi. Coś dzieje się wokół, ale nie wiem, co. Maciek każe mi natychmiast wstać, ale ja nie jestem w stanie się ruszyć, więc mnie współtowarzysze z drużyny ściągają na pobocze. Dr House ordynuje stanie o własnych siłach na własnych nogach – jest to duże wyzwanie, ale się udaje. Jedna noga mi drży, ta z lekko obtartym kolanem, ale utrzymuję się w pionie. Trener obmywa rany, wypłukuje wszelkie zabrudzenia trąc szybkim i wprawionym ruchem. Badania rozbitków przeprowadzone przez Dyżurnego Lekarza dają wynik pozytywny. Wszystkie kości całe. Tak u Tomka, którego łokieć wygląda słabo, do tego podarty i brudny strój odkrywa liczne obtarcia, jak i u mnie: ufff… miednica cała, choć tak obita i boląca, że nie mogę się ruszyć….

Kierowcy kilku aut, świadkowie zdarzenia, oferują pomoc w transporcie do lecznicy. Ogarniamy się jednak sami i nie potrzebujemy dodatkowych posiłków… te wkrótce nadciągają z Wrocławia: sanitariuszka Anna G. przyjeżdża po rozbitków i zabiera z powrotem do domu. Trening dla nich już zakończony. Szybko i boleśnie… Słabe ogniwo zostało właśnie wyeliminowane, mistrzowie mogą kontynuować trening w wersji „dla ekstremistów”. I to oni mogą opisać, co działo się po tym incydencie. To dopiero będą mrożące krew w żyłach historie!

stanęliśmy nawet do dumnej foty: wszyscy cali: 

Biorąc pod uwagę wszelkie czynniki i potencjalne scenariusze, jakie mogły się wydarzyć, nasz wypadek okazuje się bardzo szczęśliwym, z niewielkimi stratami.

Po powrocie do domu, najedzeniu się i dojściu do siebie, zalegam na miękkiej poduszce na leżaku w ogrodzie… Nic mnie nie boli… a mistrzowie dalej jadą…

English faithful translation:

Crash bikes are inevitable. Still, we are so fortunate it ended up this way! still, Sunday spoiled….

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Kinga Zakrzewska i otagowano jako , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze (6)

  1. Ania
    Opublikowano 5 maja 2013 at 23:34 | Permalink

    jabłecznik pomoże?

    • Kinga Kinga
      Opublikowano 6 maja 2013 at 07:54 | Permalink

      jabłecznik ZAWSZE pomoże 🙂

  2. Kryst
    Opublikowano 5 maja 2013 at 22:12 | Permalink

    Hej Kinia.
    Czytam i stwierdzam, że Marcin Twój wypadek wykrakał w przedostatnim wpisie, a trener to przewidział każąc ogolić nogi na ten trening.
    Teraz news i ciekawostka: Ogoliłem nogi wczoraj:).
    P.S. Mam nadzieje, że szybko się pogoicie, a Tomka łokieć będzie cały, bo do pływania trzeba go wysoko podnosić:D

    • Kinga Kinga
      Opublikowano 5 maja 2013 at 22:14 | Permalink

      tak, rozmawialiśmy dziś o tym z Marcinem!! strzeż się!! :))

  3. Michał Wojtyło Michał Wojtyło
    Opublikowano 5 maja 2013 at 21:32 | Permalink

    A ja właśnie myślę, że to kurczliwe trzymanie kierownicy troche Cię uratowało…bo jeśli przy takim upadku puściła byś kierownicę i starała się bronić przed upadkiem ręką to pewnie być ją złamała

    • Kinga Kinga
      Opublikowano 5 maja 2013 at 22:13 | Permalink

      tylko ta kierownica mi została do obrony 🙂

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius