tajna misja specjalna

tajna misja specjalna obejmowała weekendowy zrzut na terytorium obcego kraju [przez niektórych rozpoznawanego jako „wroga”], w którym trzeba było wyszpiegować cenną wiedzę tajemną. czy wiedza miała dotyczyć rozwoju technologicznego w dziedzinie rakiet kosmicznych, czy może bliskiego naszemu sercu świata triathlonu? a może zabytków kultury, która już przeszła w zapomnienie? na miejscu cel misji ujawnił się samoistnie.

OPERACJA: KUCHNIA

po zapoznaniu się z topografią terenu objętego misją, operacja się rozpoczęła. po wstępnym wywiadzie, dane mi było uczestniczyć w tajnych wielowymiarowych wszechstronnych zadaniach kulinarnych, które pozwoliły mi zdobyć tajemną wiedzę, ukrytą dla wielu, niedostępną rzeszom nieświadomych, która to wiedza doprowadziła mnie do smutnej konstatacji, że moje chociażby ostatnio-tygodniowe bohaterskie próby spreparowania wykwintnej zupy z soczewicy nijak się nie umywają do doświadczeń, których częścią się stałam podczas mej zagranicznej misji specjalnej.

 

Misja zakończona z sukcesem. Powrót do ojczyzny zaordynowano. 

tajne przepisy, wgląd w sekretne procedury oraz szeroki wywiad pozwoliły mi poczynić zauważalny postęp. pasza zapodana w koszarach po powrocie z misji była najlepszym dowodem na sukces przeprowadzonej operacji. co więcej, będzie jeszcze odbijać się echem w nadchodzących latach, a – być może – uda się nawiązać stały kontakt wywiadowczy zakrojony na szeroką skalę, który podniesie dotychczasowe standardy i umożliwi dominację nad narodami. kto wie.

 

Czy misja była ryzykowna? 

owszem, jeśli uznać zamach tom-toma na naszą drogę powrotną, kiedy urządzenie skierowało nas na autostradę w przeciwnym kierunku, bo chyba Hamburg na trasie do Breslau nie jest, choć w sumie zależy od punktu startu. udało się jednak stawić odpór wrogim wpływom i sprawnie zareagować na zaistniałe okoliczności. pełna determinacji powróciłam do bazy sprawnie i bezwypadkowo.

Misja wykonana.   Mission completed.

ps. być może powinnam była zdezerterować podczas mej misji i nigdy więcej nie wracać na wtorkowy basen treningowy – powolne dogorywanie z pełną świadomością rychłej śmierci pod wodą, z braku tlenu, to moja najgorsza wizja śmierci. dziś moim udziałem stało się wielokrotnie ją przeżywać… aż do wypadku, który miał miejsce parę minut przed wybiciem godziny: „idźcie do domu”, do wypadku, o jaki w zasadzie niebywale trudno w wodzie: dotkliwie obita kość piszczelowa na skutek zderzenia z podwodnym stopniem pokrytym kafelkami… ał. bolało. ał. boli.

 

Exhaustive translation:

Foreign mission undertaken and completed with success. Secret knowledge gained to be used immediately and in time yet to come. However, a question, then, arises, whether it was worth returning from the foreign mission to drown voluntarily on a Tuesday swimming session and also, to be attacked by a tile step underwater which resulted in massive pain. answer please.

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Kinga Zakrzewska. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. Mariusz Mariusz
    Opublikowano 14 listopada 2012 at 08:52 | Permalink

    Żołnierko!
    Czekamy w sztabie na szczegółowy raport! Ten przepis na zupę z soczewicy opisać drobiazgowo i dołączyć. Nie ma, że nóżka boli 😉
    Spocznij.

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius