Triathlon Krośnice

Decyzja o udziale w tych zawodach była bardzo szybko i spontaniczna. Dominik – jeden z kolegów z GT RAT wrzucił posta o tym wydarzeniu na naszego fejsa i jak tylko go zobaczyłem wiedziałem, że muszę wystartować! 🙂 Krośnice są położone niedaleko od Wrocławia – brak problemu z dojazdem. Wpisowe 50 zł – super! Dystans sprinterski (400m pływania, 25km roweru i 5 km biegu) – idealnie! Jedziemy! 🙂 Pozostawał tylko jeden problem… Mój rower dalej nie był sprawny. W czwartek co prawda w końcu dostałem zamówione szprychy ale nie było już mowy, żeby udało się naprawić koło do soboty. Pozostawało tylko pożyczyć tylne koło. I tutaj z pomocą również przyszli koledzy z GT RAT – Piotrek (dzięki za chęci! 😉 ) i Patryk (dzięki za koło!). Udało się! Sprzęt był kompletny i gotowy.

Na zawody z naszej grupy poza mną i Wandą również dał się namówić Bartek z którym to właśnie w sobotę zabrałem się w podróż. Przyznam, że znowu słysząc budzik z rana nie byłem prze-szczęśliwy… Przez chwilę nawet w głowie przeleciała mi myśl – „nie chce mi się”. W dodatku spoglądając za okno zobaczyłem, że jest mokro… No tak tylko tego brakowało, żeby padał deszcz. Ale wiedziałem, że te „szare myśli” są chwilowe i wszystko się zmieni jak już będę na miejscu stojąc na starcie.

Podróż z Bartkiem minęła nam bardzo szybko, podczas której jak się później zorientowaliśmy przejechaliśmy znaczną część trasy kolarskiej, która okazała się być bardzo urokliwa. Gdyż w dużej mierze prowadziła wąską drogą przez las! Extra! Po przyjeździe szybko ogarnęliśmy formalności, pakiet startowy, rowery do strefy zmian itp. itd. Jak sobie teraz pomyślę o Bełchatowie i naszych dylematach pierwszego startu to trochę mi się chce śmiać 🙂 Ale były to też trochę bardziej skomplikowane logistycznie zawody.

Na miejscu zastaliśmy bardzo kameralną imprezę (lista startowa obejmowała 62 zawodników), ale za to w ładnym miejscu z super klimatem. Wszyscy byli bardzo mili i uśmiechnięci. Pogoda też się poprawiła! A stres przedstartowy był tam zdecydowanie mniej odczuwalny niż na poprzednich zawodach. Może dlatego też, że traktowaliśmy to trochę jako substytut naszego sobotniego treningu.

Część pływacka nie należała do najtrudniejszych z 400 m według mojego zegarka wyszło 330 metrów, więc wszystko odbyło się bardzo ekspresowo, po niecałych 7 min byłem już w strefie zmian. Tam „wyskok” z pianki, szybkie skompletowanie sprzętu na rower i gonimy czołówkę! Wszystko poszło dokładnie tak jak sobie zaplanowałem, jak dobrze naoliwiony mechanizm.

Już na samym początku złapałem „pociąg” złożony z Dominika i Wojtka z GT RAT i jeszcze jednego zawodnika (w zawodach był dopuszczalny drafting). Lecz niestety nie udało mi się wytrzymać tempa z jakim jechali i zgubiłem ich po drodze. Całe szczęście moja samotna pogoń nie trwała zbyt długo, dosłownie parę chwil później usłyszałem za plecami „jedziesz z nami?” Odpowiedź była tylko jedna – „Pewnie!”. Z „następnym pociągiem” w którym też znalazły się znajome twarze (Janek z GT RAT i potem również Wojtek) dojechałem do samego końca. Trasa owszem była bardzo malownicza, ale również dość wymagająca. Sporo górek po drodze, więc utrzymanie tempa (średnia 34.1 km/h) nawet w drafcie było wyzwaniem.

W T2 też wszystko poszło po mojej myśli, no może poza tym, że nie wyskoczyłem z obydwu butów na czas, więc przyszło mi wbiegać do strefy w jednym bucie na nodze, a z drugim przypiętym do roweru. Cóż zdarza się i tak 😉 Pozostało już tylko bieganie. To konkurencja w której czuję się zdecydowanie najlepiej, pewnie dlatego, że najdłużej to robię i muszę się też pochwalić, że ostatnio zauważyłem duży progres na tym polu. Czasy które kiedyś były w strefie marzeń teraz są zupełnie realne, a te nieosiągalne stały się celami.

Trasa biegowa była naprawdę bardzo fajna, chociaż początek okazał się dość trudny, chwilę trwało zanim mięśnie przestawiły się z jazdy na rowerze na bieg, a w dodatku już na samym początku przyszło nam się wspinać pod górkę. Podczas biegu udało mi się wyprzedzić już tylko jedną osobę, ale niestety ja również zostałem wyprzedzony. Zbiegając z górki na 2km złapał mnie Wojtek i nie dał sobie już wyrwać swojej pozycji do samego końca. Na mecie zameldowałem się 3 sekundy za nim z czasem 1h 13 min i 56 sekund jako 9 w kategorii OPEN.

Na mecie burza endorfin bo chyba nie da się tego inaczej opisać 🙂 oraz naprawdę sporo radości i uśmiechu. Mam nadzieję, że w końcu udało mi się przełamać trochę pechową passę… i zrekompensować sobie start w Kórniku 😉

Wielkie podziękowania dla Bartka i Wandy oraz ekipy GT RAT za super ściganie 🙂 A także organizatorowi za bardzo dobrze zorganizowane zawody w kameralnym klimacie!

Na następnych zawodach widzimy się 17 września w Kościanie, tam już na dystansie 1/4 IM.

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Andrzej Nowak i otagowano jako , , , , , , , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius