„Triathlon talking”

Objętość treningu z każdym tygodniem rośnie tak ,że po zsumowaniou tylko ostatnich  dwóch dni przekroczyła połowę dystansu  IM w pływaniu prawie o połowę, w bieganiu o 10 km i tylko 1 godziny na rowerze brak, ale za to jest siłka.

Brzmi dobrze bo wynika z tego że na weekend ( sb-nd ) mamy Połówkę.
Widzę ,że wszyscy staramy się zachować dobrą minę , ale dziś musiała być nietęga, skoro trening rowerowy odbył się w rytmie bc1 i na nasze szczęście bez górskich przełęczy.
Wszak Trener to człek litościwy.
Już wczoraj na basenie jednym z zarzutów stało się ,że się oszczędzamy bo się obawiamy ,że dalej nie wytrzymamy. Zapewne tak jest, łapie się na tym w myślach, że muszę to przetrzymać i dotrwać do końca.
Lecz kiedy wyczołgałem się z basenu, to i tak pozostało jeszcze wieczorne godzinne bieganie.
Parę godzin snu i poranny niedzielny dwugodzinny spinning.
No to jedziemy i pot kapie miarowo, a sekundnik pełznie jak żółw.
Prowadzimy więc typowo triathlonowe rozmowy, że wspomnę dzisiejszych parę tematów:
Co ciekawego ostatnio widziano w telewizornii?
Trener: To Wy macie czas oglądać telewizję, jak to możliwe, czyżby nie trenujecie jak należy?
Odpowiedź jest prosta to trenażer rowerowy pozwala nadrobić telewizyjne zaległości, a także w filmach składowanych na półce.
Dalsze tematy to militaria, dla mnie ulubione, więc po kolei ;Upadek Festung Breslau, niezwykła historia odbicia przez niemieckich komandosów zakładów w Brzegu, gdzie zniszczono linie produkcyjne najstraszniejszych gazów bojowych.

Walki o Kołobrzeg i bombardowanie Drezna.
Komanda Śmierci wymierzające sprawiedliwość i mordujące bez wyroku sądowego byłych nazistów w strefach okupacyjnych.

Mechanizmy śmierci zadanej przy użyciu garoty, po powieszeniu na linie i na klamce oraz jak rozpoznać czy człowiek spalił się żywcem czy wcześniej go zabito.
No i jeszcze jak zbadać, czy ktoś był zabity i wrzucony do wody, czy zginął w wyniku utopienia.
A o L. Armstrongu , fajnym koledze z Teksasu, to już nam się nie chciało gadać…

No cóż powiecie ,że tematy ponure, ale za to czas jakoś mijał, choć ostatnie 15 min zdało się trwać w nieskończoność.
Dziś dostałem dyspensę na siłkę, więc do domu, wymiana ciuszków i 105 min biegu.
Nogi po rowerku przekoszone, także zdaje mi się cały dystans człapie. Powoli i żeby wytrzymać.
Tempo narzuca Agnieszka i Jack, dopiero po 10 km wracają mi siły. Ale i tak marzę ,żeby dotrzeć już do mety.
Ostatecznie przebiegamy 19 km. Zimno i mokro.
Kiedy leżę i próbuje dojść do siebie, dzwoni Michał ,że  skończył i chyba już wie jak się będzie czuł w Klagenfurcie po 20 km IM.
I, że też ledwo dziś dobiegł…
Myślę, że oboje jeszcze tego nie wiemy, ale każdego dnia zmagając się ze sobą ,śniegiem, sennością , zimnem, bólem zbliżamy do odkrycia tej niezwykłej tajemnicy.

I musimy zrobić wszystko by być na to spotkanie przygotowanym.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Maciej Garncarek. Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius