Triningi Oli #2

Świta już. Leżysz w łóżku i czujesz ciepłe promienie słoneczne. Przebijają się przez szybę. Ni to żwawo ni to leniwie głaszczą cię po zamkniętych powiekach i masz ochotę czym prędzej wyjść spod kołdry, by je złapać póki są. Podkreślę: masz ochotę. Wstajesz i idziesz pobiegać czy leżysz dalej? Takie piękne słońce, a wczoraj zimno i deszcz. Ta pogoda nie potrafi się zdecydować. Zupełnie jak ty.

Nie ma tego dylematu tylko ten, który już się wdrożył. Już nie ma w swojej głowie sabotażysty, który owszem, każe iść pobiegać, ale może lepiej wieczorem. Tak, wtedy będzie najlepsza pora, przecież teraz się spocę i trzeba będzie stracić kolejne pół godziny na doprowadzenie siebie do ładu przed pracą. Ech, może jednak, włożę getry. No nie, właśnie mi się przypomniało, że te mi spadają. W bieganiu nie ma niczego gorszego niż spadające getry (jest?). Wygodniej mi będzie w tamtych getrach. Kurcze, są w praniu. Poczekam aż wyschną. To pobiegam wieczorem. Brzmi jak plan.

Wieczór.

Jezus, jaka jestem zmęczona. Cały dzień w pracy dał popalić. O nie! Mój strój na WF jeszcze wilgotny. No przecież nie pójdę biegać w wilgotnym, bo jeszcze zachoruję. Dostanę gruźlicy typu MDR, umrę w samotności biegnąc po lesie i nikt mnie nie znajdzie. Tak było jeszcze jakiś czas temu. Nagle myjąc zęby, zdaję sobie sprawę, że nogi same wyrywają się do biegu.

Do biegu gotowi? Start!

To jest właśnie ten moment, kiedy organizm sam się domaga ruchu i ja już nawet nie muszę się wysilać mentalnie, by znaleźć w sobie tę cząstkę wymuszonej motywacji do biegania (bo pływanie lubię i nikt nie musi mi przypominać, że należy zaliczyć dzisiaj basen). Wychodzę więc, krocząc dumnie rozgrzewkowym ruchem ku mojej osobistej przygodzie z bieganiem. Nie planuję wrócić po pięciu minutach, o nie! (rodzina pewnie patrzy z okna) Poza tym, za dużo mam za sobą już przemyśleń.

Ekhm, moje przemyślenia:

  1. Po 3 minutach truchtania jesteś totalnie spragniony, dyszysz i nie marzysz o niczym innym jak o odpoczynku, pogoda wydaje ci się nadzwyczaj upalna mimo zaledwie 19 stopni i czujesz się jak bohater kreskówki, który szuka oazy na pustyni? To nic złego. Po prostu zwolnij, przespaceruj się i wznów bieg po chwili. To działa! (Ja na przykład napotkałam na mojej pustyni prawdziwą oazę)

2. Gęsta para na okularach świadczy o tym, że prawdopodobnie bardzo sumiennie wykonujesz wszystkie manewry biegowe. Tak trzymaj!

3. Kałuże, reklamówki i wystające konary drzew to przeszkody, które uczynią twój trening jeszcze bardziej ekscytującym. Zwłaszcza, gdy poślizgniesz się na tzw. błotnej kałuży. To ogromna wartość dodana parkoura i maseczka błotna dla obuwia gratis.

4. Po skończonym treningu ekstrasy takie jak: rzęsisty deszcz, mocny wiatr i …przydrożne pogotowie same się pojawiają na twojej trasie. Biegnącemu wiatr w oczy! Tak poza tym, los ci sprzyja!

5. Piękne widoki to najlepsza nagroda podczas biegania. Wykorzystasz ją najefektywniej, gdy uczynisz trening interwałowy (ja innego nie potrafię, a piękne widoki same się nie zobaczą!). Gdy biegam, stawiam na szlak malowniczy, a ty?

Reszta złotych myśli następnym razem 🙂

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Aleksandra Dykta, Bez kategorii i otagowano jako . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.

Komentarze

  1. freja64
    Opublikowano 22 kwietnia 2017 at 08:06 | Permalink

    Super! Tak się wczytałam,że postanowiłam jednak wyjść na dwór podreptać… A wcześniej planowałam rozwój kariery śpiocha…

RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius