Trzymaj koło !!!!

Korzystajcie z możliwości wspólnych treningów – jak mantrę powtarzał to trener już od samego początku. Z biegiem czasu każdy z nas zrozumiał, że samotnych godzin na ścieżkach biegowych i trasach rowerowych mamy aż nadto.

Jeśli wspólny trening w grupie możliwy jest w weekendowe dni, tak w ciągu tygodnia staje się to nie lada wyzwaniem. Każdy pracuje w innych godzinach , jedni masują , inni robią dziury , jeszcze inni usypiają. Ciężko się dopasować.

Dziś RAT-owcy byli nieosiągalni, dlatego postanowiłem skorzystać z funpage  Otwarte TRENINGI SZOSOWE WROCŁAW .Ku mojemu zaskoczeniu bardzo szybko znalazłem kompana na dzisiejszy trening. Trasa ustalona, miejsce spotkania dograne. Wystarczyło tylko dojechać na czas.

Adam z którym jechałem był dla mnie wielką niewiadomą, może poza faktem, iż na pierwszy rzut oka wyglądał na niezły parowóz z olbrzymimi pokładami mocy

Na wspólnych treningach albo muszę czekać na kogoś czekać  albo kogoś gonić.. bardzo ciężko jest jechać swoim własnym tempem.  W tym wypadku trafiłem na mocnego kolarza, który całkowicie przejął pałeczkę. Zrozumiałem czym różnią się rowerowe treningi triathlonowe od treningów kolarskich – tempem : )- a ono  było dziś bardzo mocne.

Wrocław-Skarszyn pokonaliśmy z prędkością światła aby następnie zrobić trzy pętle po trzebnickich górkach. Po 2 pętli nogi były już w pełni rozgrzane, co widoczne było na pulsometrze, który przy zachowaniu tej samej prędkości pokazywał coraz niższe tętno…chodź nadal dość wysokie

 

Prawdziwe kręcenie rozpoczęło się w drodze powrotnej… Na górce w Skarszynie zdaliśmy sobie sprawę, że ucieczka przed zbliżającą się burzą jest praktycznie niemożliwa. Szybka wymiana spojrzeń…i zamiast rozjazdu,  co sił w nogach popędziliśmy w stronę Wrocławia. Nie na wiele się to zdało, gdyż kilometr dalej trafiliśmy na ścianę.. ścianę wody. Nawet przez myśl nie przeszło zatrzymanie się w sklepie i przeczekanie nawałnicy. Od tamtego miejsca asfalt do Wrocławia jest idealny wiec szansa wpadnięcie w zalaną dziurę jest niewielka  , a co jeśli podczas zawodów zacznie padać – też stanę ??

Mój heroizm został poddany próbie gdy tuż przed Mostem Milenijnym pioruny kilkukrotnie uderzyły w jego pylony. Postanowiłem nie ryzykować przejazdu i przeczekać te kilka minut.

 

Na szczęście burza przeszła tak samo szybko jak się pojawiła… padało nadal, ale po piorunach nie było już śladu.

15 min i jestem w domu… a tu czeka ciepły prysznic, ciepła zupka i ciepła narzeczona:) Na mój widok aż podskoczyła z radości ciesząc się iż zrealizowała ten trening rano – bo przecież nie na widok zmokniętego koguta który zalał całą podłogę 😀

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Reddit
  • Tumblr
Ten wpis umieszczono w kategorii Michał Wojtyło i otagowano jako , , . Możesz dodać go do zakładek permalink.Komentarze i odpowiedzi (trackback) zostały zablokowane.
RADIOWA AKADEMIA TRIATHLONU NA FACEBOOKU
RADIOWĄ AKADEMIĘ TRIATHLONU WSPIERAJĄ
Grupa Triathlonowa GT RAT
Sportslab
Interferie
Olimpius